| publikacje prasowe |
| publicystyka |
| wywiady |
| portrety |
| kultura |
| varia |
| utwory literackie |
| poezja |
| formy dramatyczne |
| utwory dla dzieci |
| galeria fotograficzna |
| góry |
| koty |
| ogrody |
| pejzaże |
| podróże |
portrety
Patriota z charakterem |
Człowiek mężny. Rzetelny uczony. Społecznik. Harcerz. Wytrawny turysta. Kustosz Pamięci Narodowej. Honorowy Obywatel Jedwabnego. Patriota z charakteremTo było życie człowieka spełnionego. I – jak sam pisał w wydanych przed rokiem wspomnieniach „W stronę zachodzącego słońca” – szczęśliwego, mimo niełatwych doświadczeń w życiu zawodowym. Aktywny do ostatnich dni. Pełen planów, choć przecież świadomy postępów choroby. Mimo cierpień zachowujący pogodę ducha. Wrażliwość na sprawy innych ludzi. Intelektualną przenikliwość. Historia go pasjonowałaBez wątpienia autor ponad stu prac naukowych – w tym m. in. książek „Oddziały szturmowe konspiracyjnej Warszawy 1939-1944”, „Szare Szeregi jako organizacja wychowawcza” czy „Refleksje o Polsce i podziemiu 1939-1945” – jest jednym z najwybitniejszych historyków polskich dziejów najnowszych. Jego prace – W III RP prof. Strzembosz napisał również szereg wybitnych książek ukazujących działanie zbrojnego podziemia polskiego zaraz po 1939 roku. To przecież dzięki jego badaniom dowiedzieliśmy się, że Hubal nie był jedynym ani nawet pierwszym partyzantem działającym na ziemiach okupowanej Polski – mówi prof. Wojciech Roszkowski z Instytutu Studiów Politycznych PAN, skądinąd autor słynnej „Najnowszej Historii Polski” wydawanej od 1983 roku w drugim obiegu. Prekursorską rolę badań prof. Strzembosza nad polskim ruchem oporu na Kresach w wymiarze praktycznym potwierdza senator Zbigniew Romaszewski. Komisja praw człowieka i praworządności, która w 1997 podjęła pracę nad ustawą o nadaniu uprawnień kombatanckich ludziom z ziem RP położonych na wschód od Bugu, korzystała z konsultacji udzielanych przez Tomasza Strzembosza. A problem wcale nie był akademicki, bo według ówczesnego prawa nawet koledzy z tego samego oddziału partyzanckiego byli traktowani inaczej, w zależności od tego, czy zostali zatrzymani przez UB np. pod Rzeszowem, czy wpadli w łapy NKWD podczas ucieczki np. do Stanisławowa (obecnie Iwanofrankiwsk). Bezkompromisowy i bezinteresowny– Czego nauczyłem się od mego Mistrza? Przede wszystkim tego, że lepiej być przyzwoitym człowiekiem niż wziętym historykiem. Zachowywać się przyzwoicie, żyć według zasad, a dopiero potem urzeczywistniać karierę naukową – Marek Wierzbicki, pierwszy doktorant prof. Strzembosza i jego asystent przez osiem lat, jest przekonany, że o sile przekonywania bardziej od słów decydował przykład osobistej postawy. – W PRL los historyka, który nie zawierał kompromisu z własnymi zasadami, nie był łatwy. Mimo to prof. Strzembosz nigdy nie stał się „historykiem socjalistycznym”, choć sytuacja materialna jego rodziny bywała bardzo trudna – podkreśla senator Romaszewski. – Umiejętność zauważenia drugiego człowieka, postawa życzliwej troski, uczynność, zrozumienie. Profesor miał przyjaciół w wielu środowiskach. To był łagodny, skromny, wręcz pokorny człowiek, ale z charakterem. W sprawach zasadniczych bywał bezkompromisowy, odważny w sądach. Jeśli trzeba było, mówił rzeczy przykre, przez co często się narażał różnym osobom – wspomina dr Wierzbicki. Prof. Anna Sucheni-Grabowska, która brata Teresy Strzemboszówny, mimo iż oboje pracowali w Instytucie Historii PAN, poznała bliżej dopiero w 1979, po pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Ojczyzny, kreśli taki portret zmarłego właśnie uczonego: – Tomasz był prawdziwy, absolutnie niepozorowany, z krwi i kości. Owszem, ulegał pewnym emocjom, nieraz można było się z nim ścierać, ale to był człowiek Potrafił z siebie żartowaćDr Jan Żaryn, historyk z IPN, zanim podjął regularną współpracę z prof. Strzemboszem w Komitecie Upamiętniającym Polaków Ratujących Żydów, pamięta obu braci (Tomasza i Adama) z salonu rodziny Olizarów, z którą jest spowinowacony przez siostrę swej matki. Tomasz – choć gawędziarz z delikatnym poczuciem humoru, również na własny temat – nigdy nie przejawiał skłonności do objęcia roli wodzireja. Gdy jednak tylko zaczynał mówić, cichły rozmowy... I z uwagą słuchano jego komentarzy do bieżących wydarzeń politycznych. – Warsztat naukowy i talenty, którymi dysponował, profesor Tomasz zawsze chciał oddać w służbę wartości większych niż nauka. Ich katalog, dla patrioty oczywisty, dziś bywa niestety wyśmiewany. Los ojczyzny, dobro narodu, sprawiedliwość dziejowa, myślenie w tych kategoriach zdarza się nieczęsto – ubolewa dr Żaryn. Senator Romaszewski poznał profesora podczas prywatnych obchodów 50. rocznicy odzyskania Niepodległości. Starsi snuli wspomnienia, młodzi się przysłuchiwali. Doszło nawet do dyskusji między reprezentującym poglądy narodowe Strzemboszem seniorem, ojcem Teresy, Adama i Tomasza, a jakąś zwolenniczką piłsudczyków. Ale wówczas, w listopadzie 1968 – wspomina Romaszewski – udało się pojednać zwolennikom tych dwóch odmiennych wizji polskiego państwa. Ludzie ze szkoły Strzembosza– Tomasz porywał słuchaczy tym, co mówił. Porywał swoją wiarygodnością. Wprawdzie blisko roczne przygotowania, aby powołać niezależne od władz studium humanistyczne, spaliły na panewce, a kontakty podczas 16 miesięcy solidarnościowego karnawału były raczej okazjonalne, ale już działalność Studium Kultury Chrześcijańskiej przy parafii Świętej Trójcy na Solcu – dzięki odwadze i zaangażowaniu ks. „protektora” Marka Kiliszka, ówczesnego proboszcza – była bardzo intensywna. Działała tam wówczas spora grupa naukowców z IH PAN oraz nauczycieli – Prof. Strzembosz prowadził na Solcu seminarium Polski Podziemnej. W 1983 mówił o Powstaniu w Getcie i Powstaniu Warszawskim. I właściwie już wtedy ujawnił publicznie główne nurty swojej rozległej aktywności naukowej – mówi Sucheni-Grabowska, choć według niej, dopiero słynne wystąpienie Tomasza Strzembosza podczas dwudniowej sesji w październiku 1984 w stołecznym Kościele Świętego Krzyża, otworzyło drogę do przewartościowania oficjalnych ocen Powstania Warszawskiego. Wojciech Roszkowski ocenia, że prace i książki prof. Strzembosza, który swą działalność badawczą i edukacyjną traktował jako rodzaj patriotycznej misji, pozostaną w naszej historiografii. – Seminarium doktoranckie Strzembosza to była szkoła warsztatu, ale i szkoła zaangażowania w pracę naukową. Prowadził właściwie takie prywatne seminaria. Jeździł z doktorantami w góry, zapraszał ich do siebie do domu. Dlatego też pozostawił po sobie grono bardzo dobrych młodych historyków. Rafał Wnuk, Marek Wierzbicki, Grzegorz Motyka, Janusz Marszalec, Adam Baran... – wylicza prof. Roszkowski. Honorowy Obywatel Jedwabnego, Harcmistrz Rzeczypospolitej– Przez całe lata, już jako profesor, jeździł do archiwów za wschodnią granicę. Na Białoruś, na Litwę, do Rosji. Siedział w nieogrzewanych pomieszczeniach, jadł konserwy i cebulę. To był badacz-pasjonat. Ostatnią książkę, tę o partyzantce nad Biebrzą, redagował po utracie wzroku, więc korekty czytali mu żona lub brat Adam. Ale zdążył też zebrać materiały dotyczące zbrojnego oporu przeciw Sowietom w rejonie Puszczy Augustowskiej, Puszczy Nalibockiej na Nowogródczyźnie oraz Puszczy Grodzieńskiej – mówi dr Wierzbicki. – Szkoda że Strzembosz nie zdążył opracować syntezy działalności ruchu oporu na wschodzie, nikt bardziej niż on nie był do tego predestynowany – uważa senator Romaszewski. Mieszkańcy Jedwabnego nie zapomną wsparcia moralnego, jakiego w chwili najtrudniejszej próby udzielił im profesor Strzembosz, podejmując rzetelną próbę dotarcia do prawdy o wydarzeniach z 10 lipca 1941. Ludzi, których Gross chciał swymi oszczerstwami rzucić na kolana, autor „Partyzantki antysowieckiej nad Biebrzą w latach 1939-1941” nazwał obywatelami pierwszej kategorii. Tak, dla Tomasza Strzembosza, który nie dbał ani o zewnętrzne przejawy prestiżu, ani o koniunktury polityczne, zawsze najbardziej liczyło się osobiste męstwo, trwanie w prawdzie, zdolność do poświęceń w godzinie próby. – Profesor Strzembosz uważał nasze tereny za swoją drugą, wybraną małą ojczyznę, dlatego zawieziemy mu grudki ziemi z Jedwabnego i znad Biebrzy – powiedział Tygodnikowi Solidarność burmistrz Jedwabnego Michał Chajewski. „Tygodnik Solidarność” nr 44, z 29 października 2004 czytaj także: „Los historyka” |