| publikacje prasowe |
| publicystyka |
| wywiady |
| portrety |
| kultura |
| varia |
| utwory literackie |
| poezja |
| formy dramatyczne |
| utwory dla dzieci |
| galeria fotograficzna |
| góry |
| koty |
| ogrody |
| pejzaże |
| podróże |
varia
Czy poznamy prawdę o Smoleńsku |
Po dwudziestu sześciu miesiącach od smoleńskiej traumy, wciąż nie wiemy, co było przyczyną zagłady rządowego tupolewa. Dzięki dociekliwości wielu osób z kraju i zagranicy, udało się wykazać, że obie wersje oficjalne Czy poznamy prawdę o Smoleńsku
Do dziś nie wiadomo, dlaczego rząd Tuska tak gładko ustąpił pola stronie rosyjskiej. Nie skorzystał z dwustronnej umowy z roku 1993, nie zastrzegł sobie prawa do współprowadzenia śledztwa czy choćby możliwości niezależnego od strony rosyjskiej gromadzenia dowodów w sprawie. Oddał walkowerem wszystko, co teraz Wrak jako dowód w sprawieTymczasem z polskim rządowym tupolewem, który 10 kwietnia 2010 uległ zagładzie pod Smoleńskiem, strona rosyjska robiła, co chciała. Cięcie przewodów hydraulicznych i wybijanie okien, w których za sprawą wielowarstwowej konstrukcji szyb musiała się przechować pamięć o naprężeniach, jakie towarzyszyły unicestwieniu samolotu. Wielomiesięczne składowanie pod gołym niebem i odsuwanie terminu przekazania nam naszej własności. Wreszcie „umycie” podstawowego dowodu, jakim Naprzeciw takiemu konceptowi strony rosyjskiej już dawno temu wyszedł prezydent Komorowski, który dostrzegł we wraku jedynie tworzywo pomnika upamiętniającego ofiary, ale nie widział w nim czynnika ułatwiającego poznanie materialnej prawdy o zdarzeniu. Władze naszego państwa odstąpiły od pierwotnych, korzystnych ustaleń (z prezydentem Miedwiediewem) w sprawie trybu badania tragedii. A zgadzając się na płk. Edmunda Klicha, w roli akredytowanego przy MAK, Petenci pani AnodinyStyl współpracy, jaki za sprawą uległości premiera Tuska, strona polska dała sobie narzucić, musi zdumiewać. Wyjaśnianie skrajnie tragicznego zdarzenia odbywało się głównie poprzez interpretacje zapisów rejestratorów lotu, ze szczególnym naciskiem na zapis głosów z kabiny pilotów. Oczywiście zapisy rejestratorów lotu, potocznie zwanych czarnymi skrzynkami, są ważne, ale dopiero skonfrontowane z wynikami badań szczątków maszyny, z zapisami aparatury kontrolnej z wieży lotniska oraz nasłuchami radiowymi z tamtej przestrzeni powietrznej, mogą złożyć się w spójny Dość przypomnieć, że polskich specjalistów nie dopuszczono do oblotu lotniska Smoleńsk-Północny, że podmieniono zeznania kontrolerów lotu, z których jeden przerażony tym, co się stało, zaraz w sobotę, na naszych oczach wyrwał się z rąk milicjantów i próbował uciekać – żeby dostrzec, powiedzmy oględnie, niestandardowy rozwój sytuacji z tamtego feralnego poranka. Z pola widzenia ekspertów MAK Dlaczego posłuchali PutinaTrudno jednak wytłumaczyć akceptację rosyjskiego zakazu otwierania trumien, która w praktyce oznaczała uznanie jurysdykcji innego państwa na terytorium Polski. Politycy mogą mieć różne kalkulacje. Ale dlaczego formalnie niezależna od rządu prokuratura nie zgromadziła tych dowodów, które – jak np. ustalenie faktycznych przyczyn zgonu – leżały w jej zasięgu. I wchodziły w zakres podstawowych obowiązków śledczych, tym bardziej że dokonania tych czynności domagała się W tej sytuacji autorzy raportu MAK, w oderwaniu od rzeczywistej analizy faktów zdołali wykreować i przy apatycznym oporze strony polskiej, upowszechnić w świecie nieprawdziwy, za to obraźliwy dla ofiar obraz przebiegu zdarzeń. Raport komisji Millera wzmocnił jeszcze wersję pani Anodiny o generale wywierającym presję na niedouczonych pilotów, którzy mają problemy z odczytem wskazań wysokościomierza, a samolotu z VIP-ami używają do koszenia brzozowego zagajnika. Nic dziwnego, Polscy uczeni i mit pancernej brzozyTezę raportu MAK, powtórzoną w raporcie Millera, o utracie przez samolot części skrzydła po kontakcie z brzozą o grubości 30-40 cm, zakwestionował profesor Wiesław Binienda, specjalista od inżynierii materiałowej, dziekan wydziału inżynierii cywilnej amerykańskiego uniwersytetu w Akron, Ohio. Uczony polskiego pochodzenia, którego za zaangażowanie w Solidarność zmuszono w roku 1982 do emigracji, zajmuje się wykorzystaniem metod numerycznych w fizyce ciała stałego oraz badaniem ich przydatności w lotnictwie i astronautyce. Jego specjalność to m.in. mechanika pękania materiałów złożonych, analiza zmęczeniowa, płynięcie materiałów. W roku ubiegłym prof. Binienda, posługując się programem LS-DYNA, przeprowadził komputerową symulację zderzenia skrzydła TU-154M z brzozą. Mimo przyjęcia parametrów, które zakładają większą niż w Smoleńsku grubość i twardość brzozy oraz mniejszą niż w tupolewie wytrzymałość płatu nośnego, wyniki symulacji wskazywały, że w wyniku takiej kolizji skrzydło przecina pień, w zasadzie nie ponosząc uszczerbku. Binienda, podobnie jak Kazimierz Nowaczyk, adiunkt na uniwersytecie w Maryland, czy dr inż. Grzegorz Szuladziński z Australii, wspiera działania zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Współpracownik NASA Na szczególną uwagę zasługuje zwłaszcza seminarium zorganizowane przez Zakład Teorii Względności i Astrofizyki Instytutu Fizyki UJ, którym kieruje prof. Edward Malec. To właśnie wtedy gość z USA wyniki swych badań dotyczących zderzenia skrzydła z brzozą zaprezentował naukowemu środowisku Krakowa. Podczas dyskusji nawet polemiści przyznali, że uczony z Akron wykonał swe badania rzetelnie i otrzymał uczciwe wyniki. Mniej elegancko zachowali się natomiast organizatorzy konferencji „Mechanika w lotnictwie”, którzy w ogóle Biniendy do Kazimierza Dolnego nie zaprosili, choć z jego tezami ostro polemizowali. W tym zwłaszcza, prof. Paweł Artymowicz, lotnik i astrofizyk z Kanady. Śledztwu brak dynamikiGwoli prawdy trzeba jednak dodać, że są polscy uczeni, w tym również profesorowie z WAT, którzy sądzą, że dyskusja i dalsze badania nad kolizją polskiej maszyny z brzozą mogłyby w istotny sposób przyczynić się do wyjaśnienia prawdy Poważny cios oficjalnej wersji zdarzeń zadali również eksperci z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna. Profesjonalna analiza nagrań głosów z kokpitu wykluczyła forsowane przez MAK tezy o rzekomej obecności generała Błasika w kabinie pilotów oraz o błędzie pilotów, którzy – według strony rosyjskiej – mieli posługiwać się niewłaściwym wysokościomierzem. Warto pamiętać, że podstawą tych bezpodstawnych oskarżeń stało się rozpoznanie głosu dowódcy polskich wojsk lotniczych, jakiego miał dokonać w Moskwie, wkrótce po zdarzeniu, jeden z członków komisji Millera. Dziś, gdy wiadomo już, że generała w kokpicie nie było, nikt nie chce się przyznać do identyfikacji jego głosu. Polskie śledztwo wydaje się pozbawione dynamiki. Według płk. Rzepy, prokuratorzy wojskowi w już lutym dysponowali materiałami Wiesława Biniendy Profesor dr hab. Edward Malec, kierownik Zakładu Teorii Względności i Astrofizyki Instytutu Fizyki UJ, przewodniczący Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „S”Na podstawie doniesień medialnych, bo przecież nie mamy pełnej wiedzy o tym, jak przedstawia się stan polskich badań oraz polskiego śledztwa w sprawie smoleńskiej katastrofy, można było odnieść wrażenie, że postępowanie wyjaśniające zostało przeprowadzone zbyt powierzchownie. Być może „Tygodnik Solidarność” nr 25, z 15 czerwca 2012 czytaj także: „Rozpada się potiomkinowska atrapa” |
||