strona główna arrow portrety arrow Protegowany Pana Boga

Gdyby odnaleźć gdzieś w antykwariacie czy u bukinisty „Powrót Andersena”, pierwszy wydany w 1937 roku u Hoesicka zbiór wierszy młodziutkiego polonisty Jana Twardowskiego, wówczas jeszcze nie księdza.  Odnaleźć debiutancki tomik, którego cały nakład miał przepaść w czasie wojny. No cóż, było tego zaledwie 40 egzemplarzy... Jakiż kontrast w porównaniu z nakładami wierszy tego poety w pół wieku później.

Protegowany Pana Boga

Westchnienie zrozumiałe nie tylko dla wyrafinowanego bibliofila, ale i dla ogromnej rzeszy wielbicieli poezji księdza Jana od Wizytek. Księdza, który pisał wiersze, (jak sam często o sobie mówił). Poety, który pisanie pomocnych ludziom wierszy traktował jako posługę kapłańską, (tak powołanie autora „Znaków ufności” określił w dniu jego śmierci literaturoznawca Jacek Trznadel).

Od nieśmiałości ku poezji  

Ks. Jan Twardowski urodził się w Warszawie 1 czerwca 1915, jako nieśmiałe dziecko w szczęśliwej rodzinie. Młodzieńcze próby literackie podjął już w czasach gimnazjalnych. Debiutował na łamach „Kuźni Młodych”, którą współredagował. Egzamin dojrzałości złożył w 1936, a rozpoczęte w rok później studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim, po spowodowanej wojną przerwie zakończył w 1947, broniąc pracy magisterskiej, napisanej pod kierunkiem prof. Wacława Borowego.

Podczas okupacji jako żołnierz AK brał udział w Powstaniu Warszawskim. Zaraz po wojnie wstąpił do seminarium duchownego. Święcenia kapłańskie przyjął 4 lipca 1948. Po jedenastu latach wikariatu w kilku parafiach podwarszawskich i stołecznych, został mianowany rektorem kościoła Sióstr Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu, gdzie pozostawał już do końca swych dni. W 1959 wyszły również „Wiersze”, pierwsza z ponad dwudziestu jego oryginalnych książek poetyckich wydanych po wojnie.

Wtedy, gdy oba te powołania dopełniły się, tworząc unikatową jakość artystyczną i duchową, zaczął się czas dojrzałości lirycznej kapłana-poety.       

Podwójna posługa

„Jeżeli uchodził za liryka religijnego, to nie dlatego, że był księdzem, ale ze względu na treść wierszy, która kierowała czytelnika ku metafizyce” – dopowiada wspomniany już wcześniej prof. Jacek Trznadel.

Natomiast poetka Julia Hartwig ceniła u księdza-poety zwłaszcza to, że „pisał franciszkańskie wiersze z iskrą żartu”. Powszechnie zauważalny franciszkanizm postaci ks. Twardowskiego, wzruszająco przywołał we wspomnieniu arcybiskup Józef Życiński, który znał autora „Rachunku dla dorosłego” od przeszło trzydziestu lat:  „Jako młody ksiądz cieszyłem się, że ewangelia błogosławieństw może otrzymać tak konkretny kształt”.

Z kolei Jarosław Mikołajewski, poeta z pokolenia późnych wnuków księdza Jana, trafnie akcentuje, że „nawet ci, którzy uważali go za wielkiego poetę, rzadko wymieniali jego osobę rankingach największych twórców XX wieku”. Ale pozycje w rankingach nie zaprzątały uwagi kapłana, który z jednej strony, uważał napisanie dobrego wiersza za rodzaj modlitwy. A z drugiej, często dawał wyraz przekonaniu, że więcej ludzi pozyskał dla Boga swymi wierszami niż kazaniami. 

Paradoks wiary i osoby

Wyczulony na paradoksalną naturę wiary, a zarazem obdarzony łaską niezmąconej pewności jej przeżywania ks. Twardowski zachował pogodę ducha i właściwą dzieciom radość postrzegania świata. Dlatego chętnie pisał również dla dzieci. I z ujmującą naturalnością potrafił przybliżać im Boga w swych kazaniach.

Radosne i naturalne przeżywanie obecności sacrum pociągało ku niemu ludzi nieraz dalekich od spraw wiary. Za jego sprawą, drogę ku Bogu znalazła wybitna polska poetka religijna Anna Kamieńska oraz jej mąż, również znany poeta Jan Śpiewak.

Postać ks. Twardowskiego, podobnie jak płynąca zeń poezja, wykraczała poza stereotypy, sprawiając kłopot krytykom i recenzentom. Nic dziwnego, jego bujna osobowość była – by tak rzec – z natury chrześcijańska, więc swoiście  antyestabliszmentowa.

Dla sędziwego poety, który jeszcze swe 90. urodziny uczcił wydaniem zbioru nowych wierszy i rozważań, najważniejsi byli zawsze ludzie. Czytelnicy. Penitenci w konfesjonale. Przyjaciele. Dlatego przetrwa. I jeszcze jedno: w 1999 wznowiono „Powrót Andersena”. Więc jednak jakiś egzemplarz debiutanckiej książeczki przetrwał wojenny kataklizm.

„Tygodnik Solidarność” nr 4, z 27 stycznia 2006