strona główna arrow wywiady arrow Przeciąć kielecki węzeł

Trzeba pamiętać, że historykowi łatwiej sformułować hipotezę o sowieckiej prowokacji niż prokuratorowi procesowo ją choćby uprawdopodobnić. Natomiast jako historyk nie zgadzam się z kategoryczną tezą, jakoby komuniści nie widzieli interesu politycznego w wywoływaniu antyżydowskich wystąpień – z dr. hab. JANEM ŻARYNEM, historykiem, dyrektorem Biura Edukacji Publicznej IPN, rozmawia Waldemar Żyszkiewicz

Przeciąć kielecki węzeł

– Minęła 60. rocznica dokonanej w Kielcach zbrodni na Żydach. IPN wydał z tej okazji tom zatytułowany „Wokół pogromu kieleckiego”.


– Pierwsza część obszernej publikacji, którą redagowałem wspólnie z dr. Łukaszem Kamińskim, zawiera cztery artykuły. Dwa napisała dr Bożena Szaynok, trzeci jest autorstwa dr. Ryszarda Śmietanki-Kruszelnickiego, a czwarty wyszedł spod mego pióra. Pozostałą część tomu stanowią dokumenty, które przygotował do druku Jacek Żurek.


Carskie tradycje Sowietów


– Krzysztof Kąkolewski, jeden z ważnych, pozainstytucjonalnych badaczy zbrodni przy ulicy Planty, ujawniając rolę peerelowskich i sowieckich służb w tej sprawie, a także polemizując z tradycyjnie antypolskim wydźwiękiem komunistycznej propagandy, pisał przed dziesięciu laty o „programie kieleckim”. Natomiast w tytule publikacji IPN zachowano słowo „pogrom”. Dlaczego?


– Próbę wytłumaczenia kierujących nami motywów podejmuje w przedmowie prezes IPN Janusz Kurtyka. Wiadomo że „pogromy” w sposób niezaprzeczalny wiążą się z dziedzictwem carskiej Rosji, z prowokacjami tajnej policji, traktowanymi jako skuteczna metoda sprawowania władzy. Zachowując tę terminologię, chcieliśmy przywrócić słowu jego pierwotny, źródłowy sens, dając też do zrozumienia, że władze sowieckie, wbrew głoszonej ideologii, kontynuowały wiele niechlubnych tradycji Rosji przedrewolucyjnej.


– Czy zrobiły to również w Kielcach?


– Tego nie jesteśmy w stanie dowieść. Wprawdzie w świetle zgromadzonego materiału dowodowego twierdzenie o sprowokowaniu zajść przy ulicy Planty 7 wydaje się w pełni logiczne i najbardziej prawdopodobne, ale nie jest to jednak hipoteza jedyna. Antyżydowskie zajścia umożliwił splot kilku czynników: niechęć do Żydów utożsamianych z komunistami, plotki o znikaniu dzieci, bierność kierujących lokalnym aparatem bezpieczeństwa.


– Jeśli nie można dowieść istnienia prowokacji, to może należało zrezygnować ze słowa pogrom?


– Sformułowanie „pogrom kielecki” tak bardzo się utrwaliło, że próba odejścia od niego mogłaby narazić nas na zarzuty, że nie dostrzegamy wagi tragedii, która się wtedy wydarzyła. Natomiast tezę o prowokacji potwierdza fakt późniejszego wykorzystania tamtych zajść przez komunistów.


Skorzystali na tym komuniści


– Publikacja drugiej już „rocznicowej” książki Jana Tomasza Grossa, z niedwuznacznie wrogą wobec Polaków rekomendacją Eliego Wiesela, nie pozostawiają złudzeń. Okrągła rocznica kieleckiej zbrodni na Żydach stanie się okazją do ponowienia oskarżeń i wywierania presji na polskie państwo. Czy tom IPN dostarcza materiału, który pozwoliłby odeprzeć niesłuszne zarzuty?


– Niewątpliwie w Kielcach zostali zamordowani Żydzi. Niewątpliwie zbrodni dokonali Polacy, niezależnie od tego jak liczna była grupa oprawców i w jakich mundurach występowali. Co więcej, rozgraniczenie między tłumem gapiów przyglądających się bezradnie lub z czystej ciekawości, a tymi, którzy rzeczywiście wzięli udział w tym zabójstwie, jest dziś niezmiernie trudne.


– Część ofiar zginęła od kul...


– Pierwsze strzały padły, jak się wydaje, z domu przy ulicy Planty 7.


– ...a w formacjach policyjno-wojskowych służyli Polacy. Czy dlatego pierwsze śledztwo w tej sprawie zostało całkowicie sfałszowane?


– Śledztwo w 1946 roku rzeczywiście było haniebne. Tu nie szło wcale o ustalenie prawdy, lecz o potwierdzenie propagandowej tezy, że inspiratorami i sprawcami mordu było niepodległościowe podziemie, czyli andersowcy, wspierani przez Kościół katolicki, który rzekomo biernie przyglądał się rzezi. Taka formuła oskarżenia została wyeksponowana w przekazie medialnym, przekazana na Zachód i do Stanów Zjednoczonych. Proces sądowy miał ją uwiarygodnić, zresztą w całkowitym oderwaniu od faktów.


– Czy zajścia w Kielcach mogły być elementem planu związanego z tzw. utrwalaniem władzy ludowej?


– Partyjni bonzowie z PPR mieli powody, aby obawiać się reakcji świata po sfałszowaniu wyników referendum z 30 czerwca 1946 roku. Krwiożercze, antysemickie podziemie, jakie rzekomo doszło do głosu w Kielcach, nigdy nie uzyskałoby w oczach Zachodu politycznego przyzwolenia na objęcie steru rządów w kraju. A to legitymizowałoby komunistów, czyniąc z nich obrońców Żydów przed katolicką i antysemicką Polską. Komuniści dopięli swego: Zachód przemilczał protesty PSL w sprawie fałszerstw referendalnych.


Polak-katolik-antysemita?


– W związku ze sprawą mordu w Kielcach badał Pan działania ówczesnej propagandy i bezpieki przeciwko Kościołowi katolickiemu.


– Zająłem się przede wszystkim oceną stosunków polsko-żydowskich w latach 1945–47 przez hierarchów Kościoła katolickiego. Polscy biskupi w tamtym czasie kilka razy dawali do zrozumienia, że odpowiedzialność za złe stosunki polsko-żydowskie po wojnie spada na Żydów-komunistów. Ale także na Centralny Komitet Żydów w Polsce. Działacze CKŻP od czasów Polski Lubelskiej wypisywali haniebne teksty, negując niepodległościowe aspiracje Polaków. Co gorsza, Żydzi amerykańscy wcale nie dystansowali się od tej komunistyczno-żydowskiej propagandy. Wręcz przeciwnie, usilnie starali się wpisać nasz Kościół hierarchiczny w pożądany przez komunistów wizerunek Polaka-antysemity.


– Jakieś przykłady...


– Np. zmanipulowana rozmowa ówczesnego Prymasa Polski z prof. Michałem Zilberbergiem, ze stycznia 1946 roku, z której miało wynikać, że kardynał Hlond potępił zbrodnie polityczne i przejawy antysemityzmu, jako prowadzące do osłabienia państwa polskiego, czyli w domyśle – władzy komunistów. Publikuję wersję rozmowy autoryzowaną przez księdza Prymasa oraz to, co za sprawą prof. Zilberberga ukazało się w ówczesnej prasie. To są dwie różne wypowiedzi.


– Może należało wybrać innego rozmówcę?


– W czerwcu 1946 roku ksiądz Prymas spotkał się z dr. Josephem Tenenbaumem, niezwykle wpływowym Żydem amerykańskim, komunistą. Podczas rozmowy dał mu jednoznacznie do zrozumienia, że odpowiedzialność za złe stosunki polsko-żydowskie ponoszą Żydzi-komuniści, że wobec tego należałoby się zdecydowanie od nich odciąć. W odpowiedzi usłyszał, że po drugiej wojnie światowej Polska odzyskała wreszcie niepodległość, że to pierwsze w historii demokratyczne państwo Polaków, a największym polskim antysemitą był generał Anders, którego jako zbrodniarza wojennego powinno się oddać pod sąd.


– Komunista z USA mówił jak komunista.


– Według prymasa Hlonda, właśnie to uporczywe wpisywanie się amerykańskich Żydów w propagandę komunistyczną ożywiało popularność spiskowej teorii dziejów, podtrzymując stereotyp żydokomuny, która rządzi światem.


– Spotkanie z Tenenbaumem miało miejsce na kilka dni przed wydarzeniami w Kielcach.


– Natomiast w tydzień po mordzie kieleckim ksiądz Prymas usiłował wytłumaczyć grupie 18 dziennikarzy amerykańskich, po części zapewne pochodzenia żydowskiego, że śmierć Żydów w Kielcach jest oczywiście wydarzeniem tragicznym, ale że w tym samym czasie ginie znacznie więcej Polaków, a nikogo w świecie to nie obchodzi. Dlatego też Kościół, choć ubolewa nad każdą zbrodnią, nie da się wciągnąć w narzucany mu z zewnątrz, przez siły pozakościelne, scenariusz potępiania Polski i Polaków. I co się stało? Dziennikarze rozesłali w świat informację, że prymas Hlond jest antysemitą, ponieważ tłumaczy sprawców zbrodni rzekomym lub prawdziwym funkcjonowaniem Żydów w polskim aparacie bezpieczeństwa. Tylko tyle zrozumieli. Część organizacji żydowskich w USA nie poparła wprawdzie nagonki na Kościół w Polsce, nie zamierzała jednak stać się stroną w sporze.


Ulegli prowokacji NKWD...


– Wydaje się, że oskarżani o antysemityzm, polskie obozy śmierci i współodpowiedzialność za holokaust, Polacy powinni szerzej zapoznać się z relacjami ambasadora Blissa Lane’a czy Michała Chęcińskiego, zbiegłego po 1968 roku oficera Informacji Wojskowej, pochodzenia żydowskiego.


– W części źródłowej podajemy bardzo szeroką dokumentację zebraną przez ówczesnego ambasadora USA w Polsce Arthura Blissa Lane’a, w tym dotyczący wypadków kieleckich raport kościelny autorstwa biskupa Kaczmarka, a właściwie ks. prof. Mieczysława Żywczyńskiego, analizy pracowników ambasady oraz samego ambasadora Blissa Lane’a, kierowane do Departamentu Stanu. Publikujemy również fragment pracy Michała Chęcińskiego, który formułuje tezę, że była to prowokacja służb sowieckich oraz MBP. I właśnie Chęciński ujawnia nazwisko Michaiła Diomina, komunisty sowieckiego, który (podobnie jak Szpilewoj) miał przebywać wówczas w Kielcach. Ale autor, ze swoją relacją pochodzącą z drugiej ręki, nie wydaje się do końca wiarygodny.


– Wiarygodności relacji Józefa Światły, podobnie przecież uwikłanego, nigdy nie kwestionowano.


– Zgoda. W dodatku, Chęciński właśnie dzięki służbie w IW miał możliwość rozpoznania tego środowiska.


– Ważną część tomu stanowi wybór dokumentów źródłowych. Niektóre z nich, choćby ten odnoszący się właśnie do Diomina, pozostają w sprzeczności z tezami prokuratora IPN Krzysztofa Falkiewicza, który w 2004 umorzył prowadzone w sprawie kieleckiej śledztwo.


– Postanowienie o umorzeniu śledztwa, wraz z wielostronicowym uzasadnieniem, to oficjalny dokument IPN, który z prawnego punktu widzenia ma wagę państwową, dlatego podjęliśmy decyzję o jego publikacji. Oczywiście, zawsze można pytać, czy prokurator Falkiewicz wyczerpał wszelkie możliwości interpretacyjne, czy przeprowadził właściwie ścieżkę dowodową. Prof. Jerzy Robert Nowak, który polemizował z Falkiewiczem, bardzo krytycznie oceniając jego dokonania, ma oczywiście sporo racji. Ale trzeba pamiętać, że historykowi łatwiej sformułować hipotezę o sowieckiej prowokacji niż prokuratorowi procesowo ją choćby uprawdopodobnić. Natomiast, jako historyk, nie zgadzam się z kategoryczną tezą Falkiewicza, jakoby komuniści nie mieli interesu politycznego w wywoływaniu antyżydowskich wystąpień.


...czy bakcylowi nazizmu?


– Nieprzyjazny wobec Polski Jan Tomasz Gross głosi, że Polacy połknęli w czasie wojny bakcyla nazizmu. Czy Żydzi w Kielcach zginęli z tego powodu?


– Tuż po wojnie stosunki polsko-żydowskie w wielu regionach kraju były bardzo złe. Spowodowała to sowiecka okupacja ziem polskich po roku 1944. Owszem, powrót ocalałych Żydów do miast i miasteczek, budził nieraz negatywne emocje. Nie tylko, jak się często twierdzi, z powodu zagrożenia i tak dalekiej od stabilności sytuacji materialnej czy własnościowej polskich rodzin, lecz głównie z powodu utożsamiania przybyszów z komunistami, czyli kolejnym okupantem.


– Postawa komunizujących Żydów wobec Sowietów w 1939...


...również utrwalała ten stereotyp, który jednak nie obejmował całej społeczności żydowskiej w Polsce po 1945, bo przecież na Dolnym Śląsku były gminy wyznaniowe, były środowiska dążące do asymilacji, byli marzący o powrocie do Palestyny syjoniści, były żydowskie domy dziecka.


- Produkowano nawet filmy w języku jidysz.


– Około roku 1948 komuniści zaczęli to wszystko kasować, tępiąc wszelką odrębność kulturową, językową, religijną. Ale wracając do Kielc... Odpowiedzialność za antyżydowskie nastroje, które doszły tam do głosu, spada przede wszystkim na komunistów, którzy stereotyp żydokomuny pracowicie podtrzymywali. Szkoda, że wpływowi Żydzi amerykańscy chcieli ów antysemicki czy antyżydowski paradygmat wykorzystać dla własnych celów, doprowadzając do exodusu ludności żydowskiej z Polski. Wtedy nie szło o Kielce, lecz o Erec Israel, czyli o powstanie żydowskiego państwa w Palestynie. Małe miasteczko znalazło się przez chwilę na ustach świata. Takiej pozycji nie uzyskały nigdy: Wronki, Rawicz, Lubelski Zamek, Mokotów, Rembertów... ani spalona Wąwolnica.

„Zasadnicze znaczenie ma jeden niezaprzeczalny fakt: były ofiary. Zamordowani, zastrzeleni bądź zamęczeni obywatele. Ich tak bezsensownie i okrutnie przerwane życie woła o naszą pamięć i sprawiedliwość. Nakazuje nam mówić prawdę i wyciągać wnioski z przeszłości”.

(z listu prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego)

„Tygodnik Solidarność” nr 28, z 14 lipca 2006