strona główna arrow wywiady arrow Papież i Polacy

O symbolicznym i duszpasterskim znaczeniu wizyty Benedykta XVI w Polsce – z księdzem profesorem dr. hab. WALDEMAREM CHROSTOWSKIM, biblistą, wykładowcą Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Waldemar Żyszkiewicz

Papież i Polacy

– Benedykt XVI rozpoczął swą wizytę w Polsce od Warszawy. Jakie to ma znaczenie?


– Warszawa jest pierwszym miastem, które znalazło się na trasie zagranicznych podróży nowego papieża. Wprawdzie Ojciec Święty pojechał w zeszłym roku do Kolonii, ale był to rodzaj Jego powrotu do ojczyzny, a przede wszystkim wypełnienie zobowiązań poprzednika. Tym bardziej warto sobie uświadomić historyczne znaczenie faktu, że oto w samym sercu Warszawy, na placu Piłsudskiego, tam gdzie kiedyś stawał Jan Paweł II, w miejscu, gdzie odbył się pogrzeb wielkiego Prymasa Tysiąclecia, teraz stanął papież-Niemiec. Trudno nie dostrzec wręcz symbolicznej wymowy tego miejsca i tej obecności. A symbole są ważne przy pisaniu historii.


Logistyka i symbole


– Szacuje się, że na placu Piłsudskiego było blisko 300 tys. osób.


– To dużo, uwzględniwszy trudną pogodę oraz powierzchnię placu, który przed nowym zabudowaniem mógł pomieścić nawet około 350 tysięcy osób. Trzeba docenić wiernych z Warszawy oraz północnej i środkowej Polski, że chcieli w ten sposób podkreślić swą łączność ze Stolicą Apostolską, a także okazać cześć i szacunek następcy Jana Pawła II.


– Pogoda i napięty program wizyty, zwłaszcza w jej warszawskiej części, nie ułatwiał pielgrzymom kontaktu z Ojcem Świętym. Przejazdy papieskiego orszaku były szybsze niż przejazdy papieża-Polaka.


– Jan Paweł II miał znakomity kontakt z tłumami. Każde jego słowo, każdy gest były zaraz podchwytywane, a rozmowy przeradzały się w dłuższe spotkania. Teraz jest nieco inaczej. Organizacja pielgrzymki Benedykta XVI jest, można by rzec, bardziej watykańska lub niemiecka. Niemal wszystkie wydarzenia rozpoczynają się zgodnie z harmonogramem, co narzuca określone rygory, ale z drugiej strony, jest warunkiem powodzenia wizyty Ojca Świętego w Polsce.


– Obecność tłumów ani bliskość kamer nie przeszkadzały Janowi Pawłowi II w modlitewnej kontemplacji. Czy krótka modlitwa papieża Benedykta u grobu prymasa Wyszyńskiego zdołała nabrać wymiaru oczekiwanego symbolu?


– Modlitwa to głębokie, intymne i intensywne spotkanie z Bogiem. Każdy z nas modli się inaczej. Modlitwa Jana Pawła II przy grobie Prymasa Tysiąclecia była może bardziej polska. Papież z Krakowa poświęcił jej więcej czasu, skupienie, dużą porcję uczucia. Ale choć papież z Bawarii robi to z większą powściągliwością, Jego modlitwa jest równie mocna, prawdziwa i głęboka. A odmienność musimy umieć uszanować. Scena z Archikatedry, gdy Benedykt XVI klęczał u grobu kardynała Stefana Wyszyńskiego miała bardzo symboliczny wymiar: w drugiej połowie zeszłego stulecia wybór Niemca na Stolicę Piotrową nie wydawał się prawdopodobny. Dopiero pontyfikat kardynała Wojtyły uczynił możliwym pontyfikat kardynała Ratzingera. Papież-Polak nie miał wątpliwości, że swój wybór na Stolicę Piotrową zawdzięcza kardynałowi Wyszyńskiemu, dlatego Prymasa Tysiąclecia można zasadnie nazwać Ojcem dwóch papieży.


Kościół wobec plagi bezrobocia


– Zwracając się do polskich kapłanów, papież mówił m. in. o pladze bezrobocia i potrzebie objęcia posługą duszpasterską kolejnej fali emigracji zarobkowej Polaków, tym razem do krajów Unii Europejskiej. Odległe to od urzędowego optymizmu władz, zachwalających coraz szerszy dostęp do unijnego rynku pracy.


– Masowe wyjazdy Polaków w poszukiwaniu zarobku, które obejmują, według różnych szacunków, od ćwierć do pół miliona ludzi w wieku produkcyjnym, są często propagandowo ukazywane w kategoriach życiowej szansy. W rzeczywistości stanowią one swoisty wentyl bezpieczeństwa, umożliwiający rozładowanie niepokojów i potrzeb społecznych, związanych z wysokim poziomem bezrobocia. Ludzie zamiast się burzyć – wyjeżdżają za chlebem. Benedykt XVI dostrzega problem, który zna dzięki doniesieniom episkopatów krajów Europy zachodniej, i nie boi się wskazać na konsekwencje, jakie z faktu tej emigracji wynikają dla Polaków i dla Polski.


– Jakie to konsekwencje?


– W kręgach kościelnych mówi się coraz wyraźniej, że dziesiątki tysięcy polskich emigrantów zarobkowych w Belgii, Wielkiej Brytanii czy Irlandii wymaga stałej duszpasterskiej troski. Dłuższy pobyt na obczyźnie, często z dala od rodziny, nastręcza liczne problemy, które znane są już od dawna na przykład w USA, w środowisku polskiej emigracji zarobkowej czy tzw. solidarnościowej z pierwszej połowy lat 80-tych. Części tych problemów można by zaradzić dzięki opiece duchowej sprawowanej przez księży, znających język i mentalność sezonowych emigrantów. Stąd apel Papieża, aby polski Kościół, który nie odczuwa niedoboru powołań, skierował do tych środowisk swych duszpasterzy. Korzyści mogłyby być obustronne. Kościoły lokalne państw zachodnioeuropejskich chcą udostępnić polskim księżom swą infrastrukturę, natomiast same, będąc w potrzebie, chętnie skorzystają z pomocy duszpasterskiej polskich duchownych znających również miejscowe języki.


Geniusz krakowskich Błoń


– Pielgrzymka Benedykta XVI miała swoją wewnętrzną dynamikę: rozwijająca się katecheza i narastanie osobistej, coraz bardziej serdecznej relacji między papieskim gościem a rzeszami wiernych.


– Można chyba powiedzieć, że z dnia na dzień nabierająca rozmachu pielgrzymka zdynamizowała nauczanie Ojca Świętego. Oczywiście, teksty papieskich przemówień zostały napisane wcześniej, ale sposób rozwijania wątków wokół przewodniego hasła „Trwajcie mocni w wierze” sprawił, że słuchaliśmy ich w nowy sposób. Dynamika relacji papież-wierni była obustronna. Polacy oswajali Benedykta XVI ze sobą i sami się z nim oswoili. Powiedziałbym, że ta pielgrzymka zakończyła czas długiej żałoby po Janie Pawle II. Po nabożeństwie majowym na Jasnej Górze, po Wadowicach, Kalwarii czy Łagiewnikach, a zwłaszcza po spotkaniu z młodzieżą i niedzielnej liturgii Eucharystycznej na krakowskich Błoniach papież ma już dla Polaków sylwetkę i twarz Benedykta.


– Na Błoniach stało się jasne, że „mamy nowego...”. Tam też chyba skulminowało papieskie przesłanie dla polskich katolików.


– Katecheza Ojca Świętego nieodmiennie rozwijała dewizę Jego pielgrzymki, ale nieoczekiwana kulminacja nauczania miała miejsce na lotnisku w Balicach. Wyraźnie rozradowany papież podczas pożegnania przytoczył dłuższy fragment I Listu św. Pawła do Koryntian: „Czuwajcie, trwajcie mocno w wierze, bądźcie mężni i umacniajcie się! Wszystkie wasze sprawy niech się dokonują w miłości!”


Cała prawda o zagładzie


– Szczególny charakter miała obecność papieża-Niemca w byłym niemieckim obozie zagłady Auschwitz-Birkenau.


– Ta część papieskiej wizyty pokazała nam, jak należy kształtować pamięć o Auschwitz: pamięć chrześcijańską, katolicką, polską i europejską, pamięć w ogóle. I w pełni potwierdziła dewizę pontyfikatu Benedykta XVI, która brzmi: Cooperatores Veritatis (Współpracownicy prawdy). Ojciec Święty powiedział prawdę o Auschwitz-Birkenau: prawdę historyczną, symboliczną, teologiczną, duchową, wreszcie psychologiczną. Mówił o tym, co się tam stało. Mówił o symbolicznym wymiarze tej tragedii. Zadał pytanie o powody tzw. milczenia Boga, przeanalizował też relacje między Bogiem a człowiekiem. Podjął refleksję nad tym, jaką prawdę o człowieku przynosi nam to straszne doświadczenie i w jaki sposób Europejczycy powinni się zmagać z tym brzemieniem. W przemówieniu wygłoszonym w Birkenau...


– ...najdłuższym w czasie całej pielgrzymki...


– ...Ojciec Święty połączył perspektywę refleksji i perspektywę modlitwy. I zrobił to po mistrzowsku. Uważam, że przemówienie Benedykta XVI stanowi najlepszą syntezę historyczno-teologiczną tego wszystkiego, co na temat Auschwitz zostało dotąd powiedziane.

„Gazeta Polska” nr 22, z 31 maja 2006