strona główna arrow wywiady arrow Różnice w podobieństwach

Nonkonformizm właściwy następcy Jana Pawła II może nas uchronić przed pułapką chrześcijaństwa zaadaptowanego, oswojonego, gotowego własnoręcznie eliminować Bożych szaleńców, którzy chcą głosić Prawdę Ewangelii w porę i nie w porę – z dr. PAWŁEM MILCARKIEM, adiunktem
na UKSW i redaktorem naczelnym dwumiesięcznika „Christianitas”,
rozmawia Waldemar Żyszkiewicz

Benedykt XVI i Jan Paweł II –

Różnice w podobieństwach

– Następcą Jana Pawła II na Stolicy Apostolskiej został kardynał Joseph Ratzinger, długoletni prefekt Kongregacji Nauki Wiary, dziekan Kolegium Kardynalskiego i najbliższy współpracownik papieża-Polaka. Trudno nie dostrzec pokoleniowych, formacyjnych i przyjacielskich więzi, łączących tych dwóch papieży. I trudno powstrzymać się od porównań.


– W genealogii Karola Wojtyły i Josepha Ratzingera jest znacznie więcej podobieństw niż wyraźnych różnic. Pierwszy jest synem wojskowego, drugi – żandarma…


– ...Wojtyła senior, emerytowany wojskowy z garnizonu w Wadowicach, zaczynał służbę w armii austriackiej. Ojciec obecnego papieża służył jako żandarm w kilku małych miejscowościach Bawarii.


– Ich synowie mieli od dziecka kontakt z postawą obowiązkowości oraz stawiania sobie dość surowych wymagań. I z wzorcami męskich form pobożności. Widok mężczyzn pogrążonych w modlitwie, w której nie było niczego na pokaz ani żadnego taniego sentymentalizmu, nie mógł pozostać bez wpływu na formowanie się chłopięcych osobowości, w tym również religijnych. Gdy mały Karol budził się w nocy, często widział modlącego się ojca.


– Scena niczym z Grottgera.


– Nie wiem, czy formację religijną, jaką Karol Wojtyła oraz Joseph Ratzinger wynieśli ze swych rodzinnych domów, można odnosić wprost do XIX-wiecznych form pobożności, ale z pewnością jej istotnym rysem była, zresztą w obu przypadkach, duża dyscyplina wewnętrzna i wysoki poziom wymagań wobec własnej osoby.


– Karol był tylko o siedem lat starszy, przynależeli do jednego pokolenia, więc podobieństwa wydają się zrozumiałe.


– Ale są i różnice. Młodego Wojtyłę pociągała bardzo duchowość karmelitańska, zorientowana na rozmyślania, kontemplację, mistykę. Dla niego ważny był szkaplerz karmelitański, praktyka modlitwy wewnętrznej, różaniec. Natomiast kardynał Ratzinger, jak sam pisze, bardzo szybko znalazł się w kręgu oddziaływania tzw. ruchu liturgicznego. Pytany o źródła swej religijności, wskazuje na modlitwę w domu oraz nabożeństwa kościelne. Wspomina, jak ważne było to, że już jako chłopiec dostał mszalik z oryginalnymi, łacińskimi tekstami liturgicznymi. Bez wątpienia, w jego przeżywaniu wiary wielką rolę odegrał świadomy udział w liturgii.


– Kontemplatyk versus liturgista?


– Raczej różnica między osobistym doświadczeniem Boga we wnętrzu duszy, charakterystycznym dla Wojtyły, a przeżywaniem misterium Eucharystii w znakach i słowach celebrowanej modlitwy publicznej Kościoła – w przypadku Ratzingera. Ale łączy ich niewątpliwie egzystencjalna jakość: obaj sięgnęli bardzo głęboko. Każdy na swój sposób. Przyszły kardynał krakowski jeździł do Solvayu z „Traktatem o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Marii Panny” św. Ludwika Grignion de Montforta i każdą wolną chwilę przeznaczał na lekturę. Poświęcenie się, oddanie – tak, ale w wymiarze osobistym, indywidualnym. Może dlatego, że doświadczenie samotności, po utracie matki, brata i ojca, uznawał odruchowo za podstawowe dla ludzkiej kondycji.


– Rodzinie Ratzingerów los takich ciosów oszczędził.


– Obecnego papieża kształtował realizm doświadczenia wspólnoty, zgromadzonej na liturgii, w miejscu świętym, w brzmieniu sakralnego języka i śpiewu. Szybko odkrył, że wspólna modlitwa Kościoła to nie jakiś indywidualny projekt czy jednostkowy koncept, lecz że składają się na nią stulecia praktykowania wiary, całe pokłady pobożności wyznawców. Nawet coś więcej, gdyż Kościół przekracza czysto społeczną rzeczywistość tworzących go osób.


– Często wskazuje się, że powołanie kapłańskie obu przyszłych papieży kształtowało się w zderzeniu z totalitaryzmami, co ma również stanowić o jednym z licznych podobieństw między nimi.


– To prawda, ale jej konkretyzacja ujawnia pewne odmienności. Polak Wojtyła rozpoznawał w sobie cząstkę narodu zaatakowanego przez nazizm i komunizm, czyli dwa różne, choć działające w porozumieniu, i przychodzące z zewnątrz systemy totalitarne. Problem renegackich elit współdziałających z komunizmem miał się pojawić dopiero w przyszłości. Niemiec Ratzinger przynależał do narodu, który nie tylko prowadził wydaną połowie świata wojnę, ale wyjąwszy raczej nielicznych oponentów nazizmu, wziął na siebie brzemię wspólnotowej odpowiedzialności za dokonanie takiego wyboru.


– Walka z zewnętrznym wrogiem wymaga innych przymiotów niż przeciwstawienie się zbrodniczemu fanatyzmowi własnych rodaków.


– I stąd biorą się różnice. Dla Wojtyły warunkiem skutecznego oporu wobec cywilizacji śmierci stało się zakorzenienie jednostki we wspólnocie. Z ojczystych dziejów wywiódł swoistą teologię narodu, a przekonaniu o trwałej wartości historycznego dziedzictwa dał przejmujący wyraz także w „Pamięci i tożsamości”, swej ostatniej książce. W przypadku Ratzingera, szło o lekcję skutecznego nonkonformizmu, lekcję trudną, wymagającą odrzucenia entuzjastycznych emocji własnych ziomków, w tym nawet księży i niektórych biskupów. Dziś to doświadczenie wydaje się wręcz opatrznościowe.


– Dlaczego?


– Tym, co u progu nowego tysiąclecia najbardziej zagraża Kościołowi katolickiemu na zachodzie, jest przyzwolenie na relatywizm i ugoda ze światem postchrześcijańskiego liberalizmu. Nonkonformizm właściwy następcy Jana Pawła II może nas uchronić przed pułapką chrześcijaństwa zaadaptowanego, oswojonego, gotowego własnoręcznie eliminować Bożych szaleńców, którzy chcą głosić Prawdę Ewangelii w porę i nie w porę.


– Nonkonformista został papieżem! Na prezydenturę w demokracji liberalnej nie miałby raczej szans.


– Tym bardziej warto przyjrzeć się ścieżkom awansu w strukturach kościelnych. W przypadku Wojtyły i Ratzingera, nie była to bynajmniej kariera kurialna czy dyplomatyczna, ani nawet najczęstsza w Kościele metoda systematycznego osiągania kolejnych szczebli. Obaj początkowo poświęcili się nauce. Dopiero pewien prestiż ekspercki, autorytet naukowy, jaki zyskali w swoich dziedzinach, zadecydował o włączeniu ich do hierarchii.


– O ile jednak arcybiskup Monachium i Fryzyngi był typowym teologiem, o tyle metropolita krakowski stanowił przykład filozofa...


– Ale dość nietypowego. Jego myśl wędrowała różnymi ścieżkami: od źródłowej formacji tomistycznej, poprzez zarzucony eksperyment z myślą Maksa Schelera, aż po próby wypowiedzenia klasycznej filozofii chrześcijańskiej w formułach nowoczesnego personalizmu. Ośrodkiem filozoficznego myślenia Wojtyły wydaje się przeświadczenie, że ludzie zawsze ostatecznie szukają prawdy i chcą dobra, stąd ten niesamowity, nieraz po prostu zdumiewający poziom optymizmu.


– Niejako wbrew faktom.


– Tak, z perspektywy zewnętrznych odczuć można nawet mówić o paradoksie, ale na poziomie głębszych uzasadnień wiązałbym to z właściwym dla tomizmu przekonaniem, że w naturze człowieka przeważa dobro, które daje się przecież wyzwolić. Natomiast Ratzinger, dzięki studiom nad myślą augustiańską, jest bardziej uwrażliwiony na pułapki wynikające z grzesznej natury człowieka. To zresztą zrozumiałe u kogoś, kto wprawdzie chętnie dyskutuje z filozofami...


– Rozmawiał niedawno z Jürgenem Habermasem!


– Ale sam pozostaje teologiem i zachowuje całkiem odmienny styl nauczania. Chętnie używa narracji i argumentacji biblijnej, w przeciwieństwie do swego poprzednika, który ostatecznie wolał formuły i argumenty filozoficzne. Oczywiście, nie ma mowy o różnicach doktrynalnych w nauczaniu, tylko o przesunięciu akcentów, które jednak decydują o odbiorze. Nic dziwnego, że nowy papież uchodzi za osobę znacznie bardziej krytyczną wobec liberalnej kultury świata zachodniego, choć w wystąpieniach i pismach jego poprzednika też pojawiały się przejmująco ostre zarzuty.


– Jan Paweł II i Benedykt XVI, dwaj uczeni papieże. Ludzie osobistego świadectwa i głębokiej duchowości. U Wadowity, mówiliśmy już o tym, dominował rys karmelitański. A jak scharakteryzować formację duchową jego następcy?


– Zainteresowanie liturgią pojmowaną jako życie Kościoła i jako kontemplacja Boga, który przejawia się w znakach, wskazują na duchowość benedyktyńską. Benedyktyni, mniej znani w Polsce przez swą ograniczoną obecność od XIX wieku, zawsze byli mistrzami liturgii. Kardynał Ratzinger, który od lat angażował się w problematykę liturgiczną, swe duchowe motywacje i fascynacje ujawnił, przyjmując imię św. Benedykta z Nursji, patrona Europy.

„Gazeta Polska” nr 21, z 24 maja 2006