strona główna arrow kultura arrow Nagroda z charakterem

Nagroda Literacka im. Józefa Mackiewicza staje się ważnym elementem programu obchodów Święta Niepodległości.

Nagroda z charakterem

Zaledwie półtora roku temu prof. Stanisław Bereś, badacz i krytyk literatury, podnosząc zalety Nagrody Literackiej Nike (NLN), która „kreuje hierarchie artystyczne, podnosi niebotycznie nakłady i zainteresowanie literaturą”, a także „czyni z pisarzy bohaterów mediów”, skonstatował mimochodem, że nie powiodły się „wszelkie próby stworzenia konkurencji i przeciwwagi dla tej nagrody”. Wrocławski uczony użył wtedy liczby mnogiej, ale miał na myśli Nagrodę im. Mackiewicza (NiM), którą zresztą wskazał z nazwy jako jedyny przykład owego niepowodzenia.

Od tego czasu wiele się zmieniło na korzyść „Mackiewicza”. Wraz z zachwianiem się prestiżu Agory oraz „Gazety Wyborczej” podupadła ranga literackiej nagrody koncernu. „Nike” stała się nagrodą środowiskową. Książki Kuczoka i Stasiuka nie wytrzymują porównania z prozą Albińskiego czy Rylskiego. Inny ciężar gatunkowy, inna liga artystyczna. Wprawdzie na uroczyste ogłoszenie werdyktu w Teatrze Stanisławowskim pofatygował się jeszcze Aleksander Kwaśniewski, była również Kora Jackowska z Kamilem Sipowiczem, ale sama Wanda Rapaczyńska głośno krytykowała tegoroczne rozstrzygnięcie, a w kuluarach mówiło się, że to raczej nagroda dla Stasiukowej, która prowadzi wydawnictwo Czarne.

Ciekawe, co prof. Bereś mógłby powiedzieć dzisiaj? Czy zwyciężyłby obiektywizm uczonego, czy raczej subordynacja długoletniego jurora NLN?

Tłok w Domu Literatury

Finał czwartej edycji NiM wzbudził zainteresowanie. Wśród gości byli m. in. Natalia Gorbaniewska, rosyjska poetka, tłumaczka i działaczka społeczna, która w tym roku przyjęła polskie obywatelstwo, ekspremier Jan Olszewski, z małżonką, a także Andrzej Urbański, osobisty wysłannik prezydenta-elekta. Amfiteatralna sala warszawskiego Domu Literatury wszystkich nie pomieściła. Ludzie stali na korytarzu, fotoreporterzy i kamerzyści pracowali w trudnych warunkach. Ale wiadomość o ponad 9 tys. USD oraz złotym, stugramowym medalu z podobizną patrona nagrody dla Eustachego Rylskiego za powieść „Człowiek w cieniu” poszła w świat.

Ten laur rośnie w siłę. Z początkowych 7 tys. dolarów zrobiło się już ponad 9 tysięcy. Do dwóch pierwszych fundatorów, Zbigniewa Zarywskiego z Tarnowa i Jana Michała Małka z Kaliforni, przed rokiem dołączył (z tysiącem dolarów) zamieszkały w Szwecji Włodzimierz Kuliński, właściciel portalu Wirtualna Polonia; a tym roku – Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi, z Krakowa, które swym wkładem podniosło wysokość nagrody – tu ciekawostka! – o tysiąc euro.

Znaczenie prywatnego mecenatu nad takimi przejawami kultury, które wyłamują się z kanonów politycznej poprawności, podkreślił sam Rylski w szczerym i pozbawionym minoderii wystąpieniu.

– Jestem bardzo wzruszony, że w tych pyskatych i egoistycznych czasach znajdują się ludzie, którzy chcą się pochylić nad czyimś intelektualnym wysiłkiem i w dodatku nagrodzić go za to – wyznał.

Rylski, Cenckiewicz i Kopiński

– Tak cienką kreską rysowanego widma Rosji w Polaku i Polaka w Rosji nie było chyba w naszej literaturze, odkąd ukazały się ostatnie powieści patrona tej nagrody, Józefa Mackiewicza i siedzącego tutaj, członka naszej kapituły, Włodzimierza Odojewskiego – mówił o powieści Rylskiego Andrzej Nowak. Naczelny krakowskich Arcanów wskazał na powinowactwo „Człowieka w cieniu” z pułkownikiem Miasojedowem czy Almayerem, bohaterami prozy Mackiewicza i Conrada.

Członkowie mackiewiczowskiej kapituły mają powody do zadowolenia. Po czterech edycjach tej nagrody spośród bogatej produkcji wydawniczej (z lat 2000 – 2004) udało się nie tylko zaprotegować czytelnikom kilkanaście naprawdę ważnych książek, ale także „złapać” właściwe proporcje między historiografią a literaturą kwalifikowaną artystycznie. Zbyt wychyloną po nagrodach dla Siemaszków (2002) i Chodakiewicza (2003) szalę równoważą teraz nagrodzeni prozaicy: Albiński (2004) oraz właśnie Eustachy Rylski.

Mocną stroną NiM są także wyróżnienia. W tym roku otrzymali je historyk z OBEP IPN w Gdańsku Sławomir Cenckiewicz, za wydaną przez Wydawnictwo Arcana pracę „Oczami bezpieki. Szkice i materiały z dziejów aparatu bezpieczeństwa PRL”, oraz Aleksander Kopiński za rekonstrukcję sporu ideowego między Miłoszem a Trzebińskim podczas okupacji. „Ludzie z charakterami” Kopińskiego, tak jak i nagrodzone dwa lata temu „Ejszyszki” Chodakiewicza, pochodzą z Biblioteki „Frondy”. Pewną ciekawostkę stanowi fakt, że trzy z dziewięciu nominowanych w tym roku do nagrody pozycji zostały wydane przez Świat Książki, czyli polski oddział koncernu Bertelsmann Media.

Prawda przeciw światu

Przy obcowaniu ze sztuką pluralizm jest wyjątkowo na miejscu. O tym, że coś się nam podoba, a coś innego odrzucamy, decydują zarówno osobliwości samego dzieła, jak i subtelności jego odbioru. Należy mieć nadzieję, że mocna kandydatura Rylskiego pozwoliła przezwyciężyć wcześniejsze rozdźwięki wśród członków kapituły. Pojawiły się one późną wiosną i były spowodowane oporem Kazimierza Orłosia oraz Tomasza Burka wobec również nominowanej do tegorocznej NiM nowej książki Łysiaka.

Sprzeciw autora „Cudownej meliny” miał inne przesłanki niż niechęć prof. Burka, ale bez względu na motywy jurorów ich dystans wobec rozprawki Łysiaka o Polsce in statu nascendi może dziwić, gdyż „Rzeczpospolita kłamców. Salon” w bezkompromisowości stawianej diagnozy, ba, nawet w pewnej brutalności formy jest przecież mackiewiczowska z ducha. A napisany z pasją esej polityczny, zwłaszcza w przypadku autora dociekliwego, kierowanego potrzebą dotarcia pod powierzchnię zdarzeń, może być dobrym narzędziem kształtowania samowiedzy politycznej Polaków.

„Tygodnik Solidarność” nr 47, z 25 listopada 2005