strona główna arrow kultura arrow Bazar danych

Gdybyście mieli do wyboru życie w państwie, którego przywódca „przejął władzę w wyniku krwawego zamachu stanu, a następnie przez wiele lat sprawował dyktatorskie rządy, bezlitośnie zwalczając wszelkie przejawy opozycji” albo egzystencjalną przygodę w kraju, którego przywódca „podjął próbę zbudowania nowego wiejskiego społeczeństwa zgodnie z (trochę) utopijnymi koncepcjami” – to co byście wybrali? Tak, można się zastanowić. Gotowi?! A zatem jednak możliwość numer dwa. Wielkie brawa! Uniknęliście państwo Chile z czasów generała Pinocheta, za to wygraliście pobyt w Kambodży pod rządami Pol Pota. Nagrodę funduje Wydawnictwo „Świat książki”.

Bazar danych


Późną jesienią ub. r. w serii „Politeja”, wydawanej przez grupę Bertelsmann Media, ukazał się liczący przeszło 650 stron leksykon zatytułowany „Władcy, tyrani i dyktatorzy” autorstwa Alana Axelroda i Charlesa Phillipsa. Lektura tego kompendium, które w amerykańskim oryginale nosi podtytuł „Absolutni władcy i pretendenci do władzy w historii świata”, musi zdumiewać. Przynajmniej takiego czytelnika, który nie stracił jeszcze umiejętności krytycznego odnoszenia się do słowa drukowanego, a nadto dysponuje pewną, choćby elementarną, wiedzą o współczesności. Trudno bowiem, gdy się zna ogrom ludobójczych „dokonań” pewnego absolwenta Sorbony, przyjąć ze spokojem początek poświeconemu mu hasła w brzmieniu: „Komunistyczny dyktator Kambodży Pol Pot podjął próbę zbudowania w rządzonym przez siebie kraju nowego wiejskiego społeczeństwa zgodnie z utopijnymi koncepcjami maoizmu. W rezultacie realizowanej przez niego polityki poniosło śmierć około miliona osób”. Młodzi adepci techno oraz internetu mają prawo poczuć się zdezorientowani: a jeśli rezultatem „realizowanej przez niego polityki” było np. tylko złe nawodnienie poletek ryżowych i w konsekwencji wielki głód, którego ofiarą padł milion wzorowych kambodżańskich wieśniaków? Trzeba to koniecznie przedyskutować podczas najbliższego „czatu”!

Autorzy leksykonu podjęli próbę zdefiniowania tyranii w opozycji do rządów demokratycznych, ambitnie rozciągając zakres materiału badawczego na wszystkie znane kręgi kulturowe wszechczasów. To doprowadziło ich do stwierdzenia, że tyran, despota czy dyktator dochodzi do władzy siłą, w okresie społecznych wstrząsów, z naruszeniem obowiązujących norm oraz porządku prawnego, często głosząc potrzebę przeprowadzenia głębokich reform. Grzech pierworodny, związany ze zdobyciem władzy, najczęściej determinuje też sposób jej sprawowania: bez względu na zróżnicowane motywy sięgania po nią – a mogą nimi być zarówno ambicje osobiste, jak i miłość ojczyzny – despotyczny władca przeważnie wykracza poza swe uprawnienia, niezależnie od tego, czy wynikają one z Bożej łaski, czy z dobrze utrwalonej tradycji, czy też określa je wola wyborców.

Axelrod i Phillips wiedzą, że formy tyranii ulegały historycznym przemianom. W krótkim wprowadzeniu przyznają, że zaledwie trzecia część przedstawionych w książce władców zasługuje na miano tyranów w pełnym zakresie tego pojęcia. Zaznaczają wreszcie, że nie wszystkie z przedstawionych postaci należy oceniać negatywnie, gdyż – jak piszą – „absolutni władcy nierzadko kierowali się dobrymi intencjami”. Biogramy uwzględnionych przez nich postaci – m. in. cesarzy rzymskich, papieży (sic!), monarchów europejskich, azjatyckich despotów, starożytnych i egzotycznych wodzów (np. Zulus Czaka), niektórych współczesnych przywódców – składają się z krótkich charakterystyk ogólnych oraz mniej lub bardziej rozbudowanych życiorysów.

Przyjrzyjmy się biogramom kilku koronnych świadków naszej epoki. Np. o Leninie czytamy, że „był twórcą rosyjskiej partii komunistycznej, wodzem rewolucji bolszewickiej w 1917 r., a następnie pierwszym przywódcą państwa radzieckiego”. Niezły początek. Potem dowiadujemy się, że „w odróżnieniu od innych przywódców dwudziestowiecznych ruchów masowych Hitlera, Mussoliniego czy Stalina, pochodził ze średniozamożnej, inteligenckiej rodziny”, że wyniósł z domu „przekonanie o konieczności przeprowadzenia w Rosji głębokich reform społecznych”, że „poświęcił się całkowicie działalności rewolucyjnej”. Jest także o pośmiertnym kulcie, o mauzoleum. I dopiero pod koniec, nieśmiała uwaga: „Wskazuje się, że prowadzona przez niego polityka rolna doprowadziła w latach 1921-1924 do klęski głodu, która pociągnęła za sobą śmierć około 6 mln ludzi, a jego koncepcje utorowały drogę stosowanej przez Stalina polityce masowego terroru”. Znów ta nieszczęsna „polityka rolna”!!

Jeśli autorzy leksykonu napiszą nawet o Stalinie, że „przez blisko trzydzieści lat sprawował absolutne dyktatorskie rządy w Związku Radzieckim, prowadząc politykę bezwzględnego terroru i represji”, to przecież nie omieszkają zaraz dodać, że „jednocześnie doprowadził do zajęcia przez ZSRR pozycji światowego supermocarstwa”. Takiego uznania nie budzi już u nich Józef Piłsudski, który wprawdzie „przyczynił się do odzyskania przez Polskę niepodległości, a następnie powstrzymał bolszewicki najazd na Polskę”, ale „po zamachu stanu przejął w kraju władzę i sprawował dyktatorskie rządy”. Natomiast całkiem inaczej zachował się np. Antonio Agostinho Neto, „przekonany marksista”, pierwszy prezydent Ludowej Republiki Angoli, który „po ciężkich walkach opanował większość kraju i przystąpił do wcielania idei socjalistycznej rewolucji”. Howgh!

Mieszanie ciężaru gatunkowego postaci, ignorowanie kontekstu historycznego oraz kulturowego, wreszcie zideologizowany i bałamutny język – muszą ograniczyć zaufanie do kompetencji i rzetelności autorów. W dodatku, brakuje czytelnych kryteriów doboru postaci. W jednym szeregu pojawiają się tu: Alcybiades i Żiwkow, Mahdi i Tamerlan, Bokassa i kardynał Richelieu. A także Wład Palownik, Wawrzyniec Wspaniały i Teodoro Picado Michalski. Polskę, oprócz Piłsudskiego, Bolesława Śmiałego, Krzywoustego i Kazimierza Jagiellończyka (?!), reprezentuje też Wojciech Jaruzelski, który „prowadził początkowo walkę z ruchem Solidarności, a następnie doprowadził do porozumienia, co pozwoliło na odsunięcie komunistów od władzy”.

Mogło być gorzej. Przecież Ho Chi Minha w tym samym leksykonie amerykańscy uczeni nazwali „dynamicznym przywódcą ruchu antykolonialnego w Wietnamie”, najwyraźniej nie uświadamiając sobie ani śmieszności, ani niestosowności tego sformułowania. Trudno, to ich problem. Ale gdzie byli recenzenci naukowi ambitnej, zdaje się, w założeniu serii „Politeja”? Można by przecież sądzić, że coraz mocniej osadzony na polskim rynku „Świat książki” pretenduje do miana poważnego domu wydawniczego.


Alan Axelrod, Charles Phillips: Władcy, tyrani, dyktatorzy – leksykon, Bertelsmann Media Sp. z o.o., Politeja Warszawa 2000.


„Tygodnik Solidarność” nr 5, z 2 lutego 2001