strona główna arrow o autorze arrow Roman Wysogląd, poeta, prozaik, trudno pochwytny peregrynator

Roman Wysogląd, poeta, prozaik, trudno pochwytny peregrynator, od lat pomiędzy Krakowem a Göteborgiem

Waldi

Roman Wysogląd w podróży

Waldka Żyszkiewicz znam od zawsze. Może brzmi to trochę patetycznie, ale taka jest prawda. Od czasu, gdy jako osiemnastolatek zacząłem szwendać się po Krakowie, Waldi już w nim był. Co prawda jest ode mnie starszy o kilka (przeczytanych) książek, ale w tamtych, sześćdziesiątych latach nie miało to żadnego znaczenia. Liczyły się wspólne zainteresowania, jazz i sztuka chroniona wtedy przed nieodpowiedzialnymi typami – jak na przykład my – przez Nadrzędną Siłę dbającą o naszą moralność.


I nagle okazało się, że obaj piszemy wiersze. To zbliżyło nas jeszcze bardziej. Koło Młodych przy ZLP, noce przespacerowane i przegadane do rana, czasami jakaś knajpa. Waldi jako ówczesny student Politechniki, blondyn z włosami sięgającymi do ramion, był na rozdrożu. Zostać inżynierem budownictwa wodnego (lub czegoś podobnego) czy może spróbować swych sił na zupełnie innym polu, które, chociaż się do tego nie przyznawał – wciągało go coraz bardziej. Wybrał to drugie i – tak mi się przynajmniej wydaje – zadecydowało o tym po pierwsze towarzystwo, w którym się obracał, po drugie miasto Kraków. W każdym innym mieście po jakimś czasie ustatkowałby się (chociaż do dzisiaj nie wiem, co ten zwrot oznacza), założył rodzinę, odłożył pióro, a w zamian wziął do ręki, powiedzmy – cyrkiel czy inny przyrząd, którego potrzebuje pan inżynier. Ale na szczęście (nie wiem, czy dla siebie) Waldi wybrał poezję. Jaką cenę za to zapłacił (czy płaci nadal), jest jego prywatną sprawą, chociaż?...


W prasie literackiej debiutowaliśmy mniej więcej w tym samym czasie. Nowy Wyraz i tak dalej. A później już poleciało. Można powiedzieć, że nasze drogi (tak samo i w życiu) przecinały się. Chociaż mieszkamy w tej samej kamienicy przy ulicy Krupniczej 22, ja częściej przebywam w Szwecji, to Waldi w tomiku zatytułowanym Nibylandia, Szwecja i inne stany duchowe (WL 1984) bardziej za tym krajem tęskni niż ja. Ale takie jest życie, a przede wszystkim – sztuka. I chwała jej za to.


Jakie są wiersze Waldiego, każdy (kto je czytał) wie. Mnie osobiście bardziej podobają się te z wczesnych lat siedemdziesiątych. Może po prostu tęsknię za czasami, gdy byliśmy młodzi i każdy dzień spędzony bez Waldka był jakby niepełny?


Nowy tomik mojego przyjaciela Pieśni między mężczyzną trochę mnie zdenerwował. Raz tytułem, dwa – nigdy nie wyobrażalnym dla mnie mistycyzmem, w który popadł autor, szczególnie w wierszach pisanych po roku 1981. Każdy – na szczęście – ma prawo do swoich prywatnych wariacji, ale nie przypuszczałem, że dopadnie to Waldiego. Jego wiersze, jego sprawa.


Odrębną rzeczą jest posłowie pana Mariana Stali. Wydawało mi się, iż po Jacku Kajtochu nikt nie jest już w stanie pisać głupiej, idiotyczniej i bardziej bez sensu. Ale się pomyliłem. Oto próbka logicznego myślenia krytyka, cytuję: ...słowa „mężczyzna” używa poeta jako nazwy zbiorowej jak „starszyzna”.


Biedny waldi! Na co ci przyszło! Czy już nie wystarczą Ci same wiersze? Musisz jeszcze podpierać je pseudointeligencją zupełnie obcych Twojej psychice ludzi? Którzy na dodatek Ciebie, jak i – przede wszystkim – Twoich wierszy nie czują?


Waldemar Żyszkiewicz, Pieśni między mężczyzną, Wydawnictwo Baran i Suszczyński, Kraków 1994, s.86


[omówienie wydrukowane w tygodniku Wiadomości Kulturalne nr 22, z dnia 28 maja 1995 roku]



Skan publikacji