strona główna arrow o autorze arrow Jerzy Gizella, poeta, krytyk literacki, współzałożyciel grupy Tylicz, eseista

Jerzy Gizella, poeta, krytyk literacki, współzałożyciel grupy poetyckiej Tylicz,
eseista, doktor nauk humanistycznych

Świat jako komiks



Jeżeli na przykład dr Frankenstein zostaje określony jako nasz specjalista od inżynierii dusz, a z kontekstu całego wiersza wynika, ze mamy do czynienia z kolejnym wcieleniem Prometeusza, to czytelnicza intuicja może nam zasygnalizować jeszcze jedną próbę poetyckiej demaskacji mitologicznej fasady kultury europejskiej. I truizmem może wydawać się spostrzeżenie, że od Miłosza i Różewicza, poprzez Herberta i Szymborską, a na Nowej Fali nie kończąc – jest to jeden z najgłębszych i najżywotniejszych nurtów naszej poezji. Tak jak różne są u poetów motywy wyjściowe oraz ostateczne konkluzje, tak różna jest skala odniesienia do tradycji europejskiej – od kontynuacji i pełnej aprobaty do ironii i negacji. O ile jednak pluralizm konfrontacji osobistych i pokoleniowych doświadczeń, historii i etyki, przeszłości i teraźniejszości, tego, jaki człowiek powinien być, z tym, jaki jest – nawet w najostrzejszej formie – uchodzi twórcom, którzy przeżyli wojnę lub się o nią biograficznie otarli, o tyle podobne zabiegi demaskacyjne młodszych poetów napotykają opór i zarzuty natury moralnej. Więc aby uniknąć zarzutu „szargania świętości” – młody twórca (w tym przypadku stażem, a nie wiekiem) obiera metody pośrednie, posługuje się… bohaterami głośnych lektur, postaciami telewizyjnych seriali, aby zilustrować wpływ mass-mediów na świadomość współczesnego pokolenia. Taką metodę poetycką możemy określić jako metodę dowodzenia „nie wprost”.


Właśnie metoda „nie wprost” i konstrukcja książki oparta na zasadzie triady heglowskiej wyróżniają spośród licznych debiutów 1980 roku tom Waldemara Żyszkiewicza, 33-letniego absolwenta politechniki i filozofa, rówieśnika Nowej Fali, znanego dotąd z licznych tekstów drukowanych na łamach czasopism i zamieszczanych w almanachach. O dojrzałości tego spóźnionego debiutu świadczy tematyczna spójność poszczególnych tekstów i kompozycja logiczna książki, dzieląca ją na trzy części: Komiks konstruktywny (teza), U źródeł informacji o stanie układu (antyteza) i Trzecia siła (synteza). Oczywiście, układ tego rodzaju nie jest sam w sobie na gruncie poezji odkrywczy, ale przy dalszej lekturze wierszy Żyszkiewicza odnajdujemy dodatkowy klucz tego trójpodziału: Zachód – Wschód – Ja i My, obywatele Państwa Środka. Mając w ręku te trzy (ale nie jedyne) klucze – poetycki, filozoficzny i egzystencjalny – możemy pobawić się Nową grą w klasy, co nam sugeruje sam autor na stronie 18.


Zgodnie z założeniem wyjściowym – Zachód splajtował. telewizyjny strumień świadomości i gazetowy przerost informacji manipulują emocjami setek milionów ludzi. Świat skurczył się do elektronicznej pigułki. Wyalienowany telehomo, pełen sztucznie wywołanych metafizycznych lęków i obsesji (np. UFO), utożsamia się z postaciami z gangsterskich filmów, karmi horrorem i okrucieństwem, pożera komiksy i chodzi do psychoanalityka, a osobowość i tak mu się dezintegruje. De Sade i Święty Mikołaj, Zorro i Sherlock Holmes, dr Freud i dr Frankenstein, neurotyczny korowód z gabinetu figur woskowych. Od takiej komiksowej mentalności poeta Żyszkiewicz konstruktywnie się odcina. W II części przechodzi do kontrofensywy. Już same tytuły wierszy świadczą o tym dobitnie, np.: Wskazówki na wypadek bezpośredniej styczności z kapitalistą. Poezja w służbie społeczeństwa. Rzut oka wstecz na sprawy młodzieży. Na prowokacyjne zarzuty, że oryginalna Coca-Cola lepiej gasi pragnienie poeta odpowiada: może na Zachodzie jest trochę wyższa stopa życiowa. / My za to zachowaliśmy poczucie własnej odrębności.


I wszystko byłoby już dobrze, gdyby nie prawdziwe zamiary autora. Bo oczywiście, że te tytuły są antytytułami, pointy – antypointami, a pozytywny dziennik obserwacji – analizą osławionej nowomowy., która raz po raz łapie nas w swoje zdradliwe pułapki. A więc nasz układ (językowy) nie jest najlepszy.


Skoro punktem wyjścia stała się pozorna dezaprobata, antyteza doprowadziła do równie pozornej aprobaty, jakiego wniosku możemy spodziewać się po syntezie? Nadejścia prawdziwej Trzeciej siły. I trzecia siła nadchodzi: baba, debil, hipis, przynapity inwalida, dzielny stróż porządku publicznego – Ścigała. Idą w scenerii szklanych domów towarowych i znów na tle szklanego ekranu. Myśl starego Baryki została urzeczywistniona: grube baby okutane w wiejskie chusty kupują w stosiku domu towarowego francuskie mydełka. Trwa ogólnonarodowy entuzjazm z powodu Coca-Coli. Bóg wam zapłać i ateizm oświecony. Ni to Wschód, ni to Zachód. Ciągłe życie na pograniczu purystycznej ideologii i nieskrępowanej konsumpcji.


Scenki rodzajowe, telewizja i baby, wszystkie te obrazy nabierają charakteru „paranormalnego”. Bohater przebywający w tym gazetowo-telewizyjnym świecie, konglomeracie słusznych zasad i bardzo złych przykładów, mimo całej autoironii, jakiej i sobie nie szczędzi, również traci zaufanie do własnej autonomii, do własnej tożsamości, zdając sobie sprawę z tego, że jej zachowanie w świecie totalnej paranoi jest niemalże luksusem.


Jeśli narodowe zainteresowanie
parapsychologią
w sytuacji gospodarczego boomu
nie nosi wszelkich znamion
parapsychozy
to ja jestem MAG współczesny
tak zwany magister


(Moje bardzo jasnowidzenie świata)


Maska ironii i autoironii jest z jednej strony przejawem funkcjonowania mechanizmu samoobronnego, a drugiej – charakterystyką poglądów pokolenia, którego zręby świadomości formowały się w latach 1968–70. Jest jeszcze trzecia możliwość, z wielu powodów najbardziej prawdopodobna, maska światopoglądu, pod którą musiało się ukrywać uczuciową wrażliwość, aby nie być posądzonym o tak zwany sentymentalizm:


kiedy zrobi się ze mnie
uczuciowy proszek
wtedy sięgam ręką
po tomik poezji
liryka to taki dezodorant
psychiczny


(Intim)


Jest to tylko jeden ze sposobów na uniknięcie wtłoczenia w technokratyczny schemat zachowań. Nadzieję budzi odległość istniejąca między światem poetyckim a światem wizualnej propagandy, światem-komiksem, w którym wszystko zawsze dobrze się kończy. Ex-poeta, niedofilozof i zawiedziony miłośnik – jak sam siebie określa poeta w wierszu. Z poezji drukowanej własnym sumptem – dzięki dystansowi i świadomości odwracalności kategorii pojęć zachowuje postawę neutralną, zbliżoną do stoickiego, pogodnego sceptycyzmu. Być może status filozofa może zapewnić mu wygodny punkt obserwacyjny, z którego postęp cywilizacji wygląda niegroźnie, a co najwyżej – śmiesznie. Czy jest to jednak postawa zgodną z tradycją humanistyczną i z postawą rówieśników, z takim samozaparciem interweniujących w zastaną rzeczywistość? Zdania będą tu pewnie co najmniej podzielone. Na razie poeta odniósł sukces. Druk jego książki ukończono w czerwcu 1980 roku, maszynopis złożył w wydawnictwie w 1975. Nosi ona tytuł: Nazwij to nowy radosny dzień. W tym wypadku stoicyzm bardzo się autorowi przydał.


Waldemar Żyszkiewicz: Nazwij to nowy radosny dzień, Wydawnictwo Literackie 1980.



[recenzja opublikowana w tygodniku Literatura nr 9, 26 lutego 1981 roku]



Skan publikacji