strona g?ówna arrow na gor?co arrow Cz?owiek z Sopotu i z?ota pani Aniela

16 marca 2017

Cz?owiek z Sopotu i z?ota pani Aniela

W lutym br. Angela Merkel pojawi?a si? z wizyt? w Warszawie. S?dzi?em,
?e w obliczu sonda?owego blitzkriegu socjalisty Schulza kanclerz Niemiec przyjecha?a, by wypracowa? jaki? sensowny dla obu naszych stron modus vivendi. Pomyli?em si? do?? grubo, ale dla blogera to chleb powszedni. Gorzej, ?e z?otej pani Anieli da? si? nabra? sam prezes Kaczy?ski oraz sztab jego strategów.


Owszem, przes?anki ku takiej pomy?ce by?y spore. Trzeba przyzna?, ?e deklaruj?c gotowo?? do odpuszczenia sobie Donalda Tuska, a pó?niej zmieniaj?c agend? o 180 stopni, kanclerz Merkel skrewi?a. I to mocno. Sugestie, ?e zale?y jej nie tyle na konkretnej osobie, lecz na kim? z Europejskiej Partii Ludowej okaza?y si? zr?czn? pu?apk?. Co wysz?o na jaw, gdy kierownictwo Prawa i Sprawiedliwo?ci wystawi?o kandydatur? Jacka Saryusza-Wolskiego do obj?cia funkcji szefa Rady Europejskiej.

Koncept by? chytry: znaleziono merytorycznego kandydata, który nale?a? do EPL, czyli spe?nia? warunki postawione przez z?ot? pani? Aniel? . Taki wybór dowodzi? ponadto otwarto?ci obozu rz?dz?cego, który gotów by? poprze? nawet polityka z Platformy Obywatelskiej... Ale Jaros?aw Kaczy?ski nie wzi?? chyba pod uwag?, z kim ma szczególn? okoliczno??. Jakby zapomnia? o tym, o czym sam mówi? podczas kampanii wyborczej w roku 2011.

No i wtedy posz?o na ostro. EPL – niczym pod dyktando – pozby?a si? Saryusza-Wolskiego ze swych szeregów, wi?c ten ju? warunków pani Anieli nie spe?nia?. Co wi?cej, minister Waszczykowski pope?ni? b??d elementarny, by nie powiedzie? podwórkowy, bo zapowiedzia? wszem i wobec u?ycie przez Polsk? broni ostatecznej. Tego si? nigdy nie robi, to si? po prostu stosuje. Niestety, awizowana przez MSZ gruba berta okaza?a si? zwyk?ym kapiszonem, wi?c wysz?o troch? niesporo.

Nie chc? przez to powiedzie?, ?e Polska powinna by?a Donalda Tuska poprze?, bro? Bo?e... Ale przecie? wystarczy?o ju? w czasie szczytu, bez przesadnego zapowiadania, zwyczajnie si? wobec kandydatury sopocianina zdystansowa?, poda? merytoryczne uzasadnienie i przypomnie?, ?e w tej sprawie mia?a obowi?zywa? w Unii zasada konsensu. Oczywi?cie, forsowanego przez Niemcy Tuska na funkcji i tak by osadzono, bo taka jest specyfika z gruntu antydemokratycznej unijnej polityki kadrowej. Przynajmniej w tych gremiach, które o czym? naprawd? decyduj?.

O demokratycznych procedurach wy?aniania przedstawicieli mo?na mówi? jedynie w odniesieniu do Parlamentu Europejskiego, który – tak si? z?o?y?o – pe?ni w gruncie rzeczy rodzaj brukselsko-strasburskiego decorum. Mówi?c inaczej, stanowi wygodne alibi wobec ?arliwych, ale niezbyt dociekliwych zwolenników demokracji.

Nawet przegrany przez Polsk?, ale bez wielkiego halo, protest przeciwko Tuskowi by?by potyczk? w s?usznej sprawie, potyczk? o rezultatach korzystnych dla wszystkich stron, bo jako? nie wydaje mi si?, ?eby Jaros?aw Kaczy?ski pragn?? szybkiego powrotu Tuska do kraju bardziej ni? Schetyna. Natomiast cz?owiek z Sopotu przez dwa i pó? roku mia?by znacznie bli?ej do Angeli Merkel ni? do Ma?gorzaty Wassermann.

Ostatecznie kanclerz Niemiec jeszcze raz postawi?a na swoim. Jej ulubiony premier Rzeczypospolitej – ten sam, który najpierw z dnia na dzie? zrezygnowa? z ambicji prezydenckich, a cztery lata pó?niej, zniech?cony wyd?wi?kiem s?ynnych polskich nagra?, podj?? si? w równie zaskakuj?cym trybie przewodniczenia Radzie Europejskiej – zosta? posadowiony na kolejne dwa i pó? roku na brukselskim tronie.

Dramatycznie spektakularne okoliczno?ci, w jakich za spraw? polskiej Somosierry ów akt si? dokonywa?, sk?aniaj? do refleksji nad przyj?t? strategi? i taktyk?. Warto te? pami?ta?, ?e zastosowan? przy tej okazji – zw?aszcza wobec pa?stw Wyszehradu oraz Wielkiej Brytanii – mieszank? perswazji, presji oraz mi?kkiego dyktatu umo?liwi? traktat lizbo?ski. Obowi?zuj?ca wcze?niej w UE zasada wypracowywania konsensu zosta?a przez dokument z Lizbony powa?nie ograniczona, a polityczna si?a Niemiec w po??czeniu z pot?g? gospodarcz? tego pa?stwa dope?niaj? reszty. St?d wzi?? si? Brexit.

Dzisiejsz? praktyk? polityczn? federalizuj?cej si? UE ?atwiej skojarzy? ze Spinellim, Coudenhovem-Kalergim czy Schachtem ni? z wizj?, jak? kre?lili Monnet, De Gasperi czy Adenauer. Tote? ?ywione przez cz??? polskich polityków przekonanie, ?e globalny wajchowy pozwoli na odnow? zbiurokratyzowanej Unii w duchu solidarno?ci, patriotyzmu oraz chrze?cija?skiego dziedzictwa Europy, wydaje si? niezbyt realistyczne.


Postscriptum

Niewykluczone zreszt?, ?e nieformalna oferta z?o?ona Kaczy?skiemu w Warszawie nie by?a z za?o?enia pu?apk?. Decyzja o obsadzie szefa RE mog?a si? uciera? w d?u?szym czasie. Paryskie wzmo?enie Hollande’a zdaje si? potwierdza? hipotez?, ?e z?ota pani Aniela obje?d?a?a centra oraz peryferie, sonduj?c ró?ne mo?liwo?ci i optymalizuj?c sw? ostateczn? decyzj?. I tak? wersj? wydarze? warto wzi?? pod uwag?.