strona główna arrow na gorąco arrow Cofka Zolla, czyli niecelna analogia

4 grudnia 2015

Cofka Zolla, czyli niecelna analogia

Andrzej Zoll, beniaminek starej krakowskiej rodziny, w dodatku rodziny, w której ogromną rolę odgrywali prawnicy, w ferworze obecnego sporu politycznego, w którym niestety bierze udział, powiedział o demokratycznie wybranej przez Polaków władzy przedstawicielskiej m.in. takie słowa: Mamy samowładzę, która decyduje o wszystkim, bardzo to przypomina początek lat 40-tych i przejmowanie przez komunistów pełni władzy w Polsce.


*

Mój były sąsiad (piszę tak, bo mieszkaliśmy swego czasu w jednym kwartale krakowskiej dzielnicy Piasek) chyba się trochę zagalopował, bo trudno mi uwierzyć, że nie zna elementarnych faktów historycznych, które sprawiają, że zbudowaną przez niego analogię trudno uznać za coś innego niż przejaw polemicznego zacietrzewienia.

Dodam, że aż głupio polemizować z tak jawnie absurdalną tezą, ale ponieważ profesor Zoll, jako były prezes Trybunału Konstytucyjnego i emerytowany profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, dla wielu osób jest zapewne nadal autorytetem, to wezmę na siebie, choć z dużą niechęcią, ten obywatelski obowiązek.

Po pierwsze, komunistyczne władze zainstalowali w Polsce Sowieci, przy znacznym udziale terroru i mordów realizowanych z zimnym okrucieństwem przez sowieckie formacje wojskowe oraz sowieckie struktury bezpieczeństwa. Garstka żrących się między sobą tzw. polskich komunistów (etykietka mocno umowna) bez tego istotnego wsparcia czerwonoarmiejców i czekistów nie miałaby żadnych szans na, jak powiedział Andrzej Zoll, „przejęcie pełni władzy”.

Po drugie, i chyba decydujące, struktury komunistycznej władzy zdruzgotanej wojną Polsce narzucono wbrew narodowi, wbrew Polakom, którzy mimo ogromnego wykrwawienia, zniszczeń i strat materialnych również przeciwko temu drugiemu (po hitlerowskich Niemczech) okupantowi podjęli zaraz zbrojną walkę.


*

Analogia zbudowana przez Zolla nie ma żadnych odpowiedników w realu, przeciwnie stanowi raczej doskonały przykład opisanego przez psychologów mechanizmu projekcji. Jeśli bowiem w III RP jakieś ugrupowanie polityczne rozglądało się za zagranicznym wsparciem, to nie robiło tego Prawo i Sprawiedliwość, mocno sekowane politycznie zarówno w Unii Europejskiej, jak i na Kremlu, ale właśnie Platforma Obywatelska umizgująca się w osobach swoich liderów do Berlina i Brukseli. A w okresie tuż po Smoleńsku również do Moskwy.

Trzeba dodać, że wspomniane starania często okazywały się skuteczne i Platforma, sprawującą władzę przy asyście PSL, niejednokrotnie taką pomoc (w formie symbolicznej, instytucjonalnej czy finansowej) otrzymywała. Dość przypomnieć te wszystkie niemieckie medale i nagrody dla Donalda Tuska, z „berłem europejskim” na krótką kadencję włącznie.

O przysłowiowym ‘osamotnieniu’ Jarosława Kaczyńskiego w Europie i braku zdolności koalicyjnej jego ugrupowania na scenie krajowej przyjaciele polityczni Andrzeja Zolla mantrują od lat, a tymczasem szacowny profesor, budując swoją groteskową wykładnię dziejów Polski, całkiem jakoś o tym zapomniał.


*

Jak Andrzejowi Zollowi, synowi oficera AK, wnukowi prawnika, który po odzyskaniu przez Polskę niepodległości pomagał Piłsudskiemu ujednolicić systemy prawne trzech zaborów, udało się nie dostrzec, że gmach instytucji państwowych PRL, w tym również Trybunał Konstytucyjny, wznoszono wbrew i przeciw Polakom? Czy faktycznie były prezes TK, którego dwóch braci zginęło w Powstaniu Warszawskim, nie rozumie, że prezydent Andrzej Duda oraz Prawo i Sprawiedliwość po to dostali od narodu taki mocny mandat, żeby tę spotworniałą replikę Polski Ludowej, wreszcie rozmontować i wyrzucić na śmietnik historii? Żeby ten PRL-bis utrzymujący się m.in. dzięki fatalnej, choć chytrze napisanej konstytucji Kwaśniewskiego, można było wreszcie odesłać do muzeum komunizmu. Żeby – używając nośnej metafory – trzecie pokolenie AK odzyskało wreszcie Polskę zawłaszczaną dotąd już przez trzy pokolenia UB.