strona główna arrow na gorąco arrow Eucharystia po ekskomunice

9 sierpnia 2015

Eucharystia po ekskomunice

Jerzy Bukowski, fenomenolog i harcmistrz, postawił niedawno kwestię zasadności i stosowności publicznego (tj. w mediach) rozstrząsania kwestii, czy Bronisław Komorowski, przyjmując Komunię św., obciąża swoje sumienie grzechem świętokradztwa.


Ostro sformułowaną przez siebie kwestię dr Bukowski rozstrzygnął koncyliacyjnie, twierdząc, że bez względu na ewentualne naruszenie ważnej katolickiej normy, tego aspektu zachowania Bronisława Komorowskiego nie powinno się publicznie poruszać i komentować. Czy druh Sowiniec faktycznie ma rację, czy zadziałało tu swoiste poczucie lojalności korporacyjnej, w tym przypadku harcerskiej solidarności?

Odpowiedź zależy od perspektywy, z jakiej obserwujemy i oceniamy tę kwestię. Twierdzenie Bukowskiego znakomicie wpisywałoby się np. w polityczną pragmatykę cywilizowanej partii chadeckiej w wielu postchrześcijańskich krajach na zachodzie Europy. Z tego punktu widzenia, fenomenolog z Krakowa ma oczywiście rację. Ale już dla praktykującego i świadomego zasad swej wiary katolika takie postawienie sprawy jest po prostu nie do przyjęcia. Dlaczego?

Przyjrzyjmy się okolicznościom, w jakich doszło do omawianego naruszenia normy wiążącej sumienia katolików. Jerzy Bukowski miałby rację, gdyby szło o grzech prywatny osoby publicznej. Zwłaszcza o grzech dotyczący sfery intymnej, taki jak zdrada czy spłodzenie pozamałżeńskiego dziecka. Wtedy sprawa powinna pozostać w sferze prywatności, a jej poruszanie w mediach byłoby niewskazane, nie tylko ze względu na powszechną obyczajność, ale przede wszystkim przez wzgląd na dobro osób postronnych, a w szczególności dobro dzieci.

Jednak w przypadku, który postawił na wokandzie dr Bukowski, mamy do czynienia z publicznym grzechem osoby publicznej, która w dodatku publicznie deklaruje swą wiarę, by nie rzec, że się z nią wręcz obnosi. A to zdecydowanie zmienia osąd rzeczy.

Nie idzie bowiem wyłącznie o jednostkowe naruszenie normy obligującej sumienie wyznawcy Chrystusa, ale o aktywny udział katolika w zainicjowaniu i uruchomieniu czegoś, co Jan Paweł II nazywał społeczną strukturą grzechu. Z perspektywy osób niewierzących, respektujących system wartości elementarnych oraz rzetelne ustalenia naukowe, można by mówić o społecznych strukturach przyzwolenia na zło. A to już jest poważna sprawa.

Uwzględniając powyższe, trzeba stwierdzić, że podpisanie przez Bronisława Komorowskiego ustawy o in vitro uzasadnia po pierwsze, zarzut o tzw. grzech cudzy. Po drugie, przy ogłoszonym stanowisku Kościoła powszechnego wobec problemu sztucznych zapłodnień jest oczywiste, że zarówno podpisanie, jak i stosowanie spornej ustawy, stanowiąc jawny akt nieposłuszeństwa nauczaniu skutkuje zerwaniem łączności ze wspólnotą eklezjalną oraz zaciągnięciem ekskomuniki z mocy prawa (tzw. excommunicatio latae sententiae). Także ten rodzaj wykluczenia z życia Kościoła (ekskomunika bez ogłoszenia werdyktu biskupiego) uniemożliwia godne przyjmowanie Eucharystii, nie mówiąc już o dziwnym braku konsekwencji nawet z czysto ludzkiej, psychologicznej perspektywy.

Skoro odrzucam nauczanie mego Kościoła, skoro uznaję, że nie ma on racji w tak podstawowej kwestii jak stosunek wobec Bożego daru życia, to dlaczego ustawiam się razem z innymi po przeistoczone ciało Chrystusa? To jest właśnie istota problemu, jaki spowodował swą dwoistą postawą dawny harcerz Bronisław Komorowski.

Niestety, sam udział w Eucharystii po podpisaniu ustawy sprzecznej z nauczaniem Kościoła, to jeszcze nie wszystko. Wierni, widząc że osoba podlegająca ekskomunice przystępuje, jak gdyby nigdy nic, do stołu Pańskiego, mają prawo być zdezorientowani i zgorszeni. Zarówno postawą samego VIP-a, który publicznie podkreślając swą przynależność do Kościoła, daje przykład całkowitej dezynwoltury wobec norm, które sumienie osoby wierzącej powinny jednak wiązać.

Ale katolicy mają też dobre prawo dziwić się postawie takich kapłanów, którzy dysponując nie mniejszym przecież rozeznaniem w tej sprawie od wiernych, nie tyle już są szafarzami Ciała Pańskiego, ile Nim arbitralnie szafują. A przecież gorszenie braci w wierze to, według słów Chrystusa, jeden z najcięższych grzechów.

O ile dr Bukowski miałby zatem rację jako chadecki publicysta, o tyle błądziłby w swych opiniach jako wyznawca prawowitej wiary katolickiej. Na szczęście, fenomenolog z Krakowa nie postawił wcale w swym tekście tej kwestii na ostrzu noża, lecz raczej chciał nas zachęcić do głębszego namysłu nad problemami, którym w natłoku bieżących wydarzeń nie poświęcamy chyba dostatecznej uwagi.


Salon24_blog Waldemara Żyszkiewicza