strona główna arrow na gorąco arrow Obama zapiał o świetlanej przyszłości USA

26 czerwca 2015

Obama zapiał o świetlanej przyszłości USA

Można jabłko nazwać gruszką, kota psem, a nierodzinę rodziną, lecz to nie zmieni faktu, że jednopłciowej parze (bez względu na intensywność uprawianego seksu) żadne dziecko się nie urodzi.

L-R: C. Thomas, Sonia Sotomayor, A.Scalia, St. Breyer, prezes J. Roberts, S. Alito, A. Kennedy, Elena Kagan, Ruth Bader Ginsburg

Znikomą, jednogłosową (5:4) przewagą Sąd Najwyższy USA wprowadził dyktat na poziomie federalnym, który obywateli w trzynastu dotąd tradycyjnych i normalnych, a nie zlewaczałych stanach Ameryki Północnej zmusza do uznania za prawdę oraz obowiązującą normę arbitralne twierdzenie, że pary tworzone przez osoby uprawiające dewiacyjne, monopłciowe formy seksu w niczym nie różnią się od naturalnej (uformowanej ze względu na prokreację), kulturowo w ludzkich dziejach utrwalonej, religijnie we wszystkich religiach i wyznaniach uświęconej oraz prawnie przez państwa usankcjonowanej rodziny.

Czarno widzę przyszłość Stanów Zjednoczonych, jeśli normalna większość obywateli nie postawi tamy lewackim utopistom, którzy wcale w nie tak długim marszu przejęli dziś instytucje zachodniego świata. Skutki? Ateistyczni konstruktywiści, bo istotowo tak trzeba ich zdefiniować, coraz śmielej usiłują budować przyszłość ludzkości na antywartościach. I najzupełniej bezkarnie kreują prawo (krajowe i ponadnarodowe, w tworach typu UE) pod znikomą mniejszość, a przeciwko przeważającej większości normalnych obywateli.

Barack Obama nazwał dzisiejszy werdykt sądu, urzeczywistnieniem sprawiedliwości dla miliona jednopłciowych związków w USA. To znaczy, że idzie o przywilej dla circa 2 milionów ludzi, z naruszeniem praw pozostałych blisko 319 milionów. A wszystko tylko dlatego, że tzw. ukrytej sile, która stoi za projektem globalizacji (i depopulacji) wydaje się, że na świecie jest stanowczo za dużo ludzi. Siedem miliardów? Oni by woleli dziesięć razy mniej, bo sądzą (czemu dali wyraz m.in. w raporcie tzw. Klubu Rzymskiego), że w przeciwnym razie Matka Gea nie wytrzyma, no i biedne zwierzątka nie będą miały gdzie mieszkać...

Stąd właśnie biorą się ogromne nakłady sił i środków na forsowanie antyprokreacyjnego stylu życia. Stąd prawne sztuczki i podchody dla popularyzacji oraz nobilitacji związków, w których dzieci nigdy się nie urodzą. Stąd starania o prawo adopcji dla par homoseksualnych, bo te mają duże szanse wychować odebrane innym dzieci w „wyższej kulturze przeciwurodzeniowej”. Stąd kultura singli oraz propagowanie aborcji, łącznie z tzw. późną, która jest w istocie egzekucją rodzącego się właśnie dziecka. Stąd usilna promocja antykoncepcji. Stąd walka o deprawację intymnej sfery życia człowieka już od najmłodszych, wręcz przedszkolnych lat, nazywana „wychowaniem seksualnym”.

Czy Obama tego nie wie? Czy rzeczywiście ulega propagandowemu rubbish talk o konstytucyjnie gwarantowanych prawach dla każdego? Czy raczej zachwyca się dzisiejszą decyzją Sądu Najwyższego w złej wierze? Tego oczywiście nie sposób rozstrzygnąć bez wnikliwego wglądu w motywy wewnętrzne. W każdym razie, codzienne konsekwencje tej świetlanej przyszłości, która w USA zaczyna się od dzisiaj, zostały dość wnikliwie opisane przez jakiegoś przytomnego Anglosasa. Przytaczam je poniżej. Warto się nad nimi zastanowić.


***

Pojutrze. Niezamierzone konsekwencje współczesności



– Następny.


– Dzień dobry. Chcemy dostać licencję na zawarcie małżeństwa.


– Nazwiska?


– Tim i Jim Jones.


– Jones i Jones?? Jesteście spokrewnieni? Bo widzę jakieś podobieństwo...


– Tak, jesteśmy braćmi.


– Braćmi? To nie możecie zawrzeć związku małżeńskiego.


– Dlaczego? Nie udzielacie zgody parom tej samej płci?


– Owszem, udzielamy jej wręcz nagminnie. Ale nie w przypadku rodzeństwa, to oznaczałoby kazirodztwo.


– Kazirodztwo? Skąd, my wcale nie jesteśmy gejami.


– Nie jesteście? To dlaczego chcecie się pobrać?


– Dla korzyści materialnych, oczywiście. No i kochamy się. A poza tym, nie mamy żadnych innych perspektyw.


– Ale my wydajemy tylko pozwolenia na małżeństwo parom gejowskim i lesbijskim, którym odmówiono równego traktowania wobec prawa. Jeśli nie jesteście gejami, możecie przecież poślubić kobiety.


– Zaraz, zaraz. Homoseksualny mężczyzna ma takie samo prawo poślubienia kobiety jak ja. Ale z tego, że jestem normalny wcale nie wynika, że chcę poślubić kobietę. Ja chcę wyjść za Jima.


– A ja chcę poślubić Tima. Zamierzacie dyskryminować nas tylko dlatego, że nie jesteśmy gejami?


– Dobrze, już dobrze. Dostaniecie tę swoją licencję. Następny, proszę przechodzić...


– Cześć, przyszliśmy tu po zgodę na zawarcie małżeństwa.


– Nazwiska?


– John Smith, Jane James, Robert Green i June Johnson.


– Kto kogo zamierza poślubić?


– Wszyscy chcemy wziąć ślub.


– Ale was tu jest czworo.


– Zgoda. Rzecz w tym, że wszyscy jesteśmy biseksualni. Ja kocham Jane i Roberta. Jane kocha mnie i June. June kocha Roberta i Jane, a Robert kocha June i mnie. Tylko zaślubiny całej czwórki pozwolą nam wyrazić swe preferencje seksualne w formie usankcjonowanej związkiem małżeńskim.


– Ale my licencji na małżeństwo udzielamy tylko parom gejowskim i lesbijskim.


– To znaczy, że dyskryminujecie osoby biseksualne!


– To nie tak, idzie o to, że tradycyjne małżeństwo zawsze zawierały dwie osoby.


– Od kiedy to tradycja stała się dla was taka ważna?


– No, mam na myśli to, że gdzieś trzeba postawić granicę.


– Kto tak powiedział? Nie ma żadnego logicznego uzasadnienia, żeby małżeństwo ograniczać jedynie dwóch osób. Im więcej, tym lepiej. Poza tym, domagamy się tylko uznania naszych praw! Premier mówi, że konstytucja zapewnia wszystkim równość wobec prawa. Dawaj pan, zaraz tę licencję!!


– No, już dobra... Następny proszę.


– Sie ma, występuję o zgodę na małżeństwo.


– W czyim imieniu?


– David Deets.


– A ten drugi jak się nazywa?


– Nie ma żadnego drugiego. Chcę poślubić siebie samego.


– Poślubić siebie? Co pan ma na myśli?


– Psychiatra twierdzi, że mam dwoistą osobowość, więc chciałbym złączyć jej obie części węzłem małżeńskim. Może wtedy mógłbym się wspólnie rozliczać i otrzymać większy zwrot nadpłaconego podatku?



(znalezione w sieci, z angielskiego przełożył Waldemar Żyszkiewicz)