strona główna arrow publicystyka arrow wojny kulturowe arrow Pojutrze. Niezamierzone konsekwencje współczesności

Anonimowy autor dokonuje dalekosiężnych (i trafnych) ekstrapolacji, ukazując skutki naruszenia fundamentu cywilizacji łacińskiej. I co ważne, robi to w lekkiej formie, zachowując precyzję myślową wytrawnego prawnika.

Pojutrze. Niezamierzone konsekwencje współczesności

found in the net


– Następny.


– Dzień dobry. Chcemy dostać licencję na zawarcie małżeństwa.


– Nazwiska?


– Tim i Jim Jones.


– Jones i Jones?? Jesteście spokrewnieni? Bo widzę jakieś podobieństwo...


– Tak, jesteśmy braćmi.


– Braćmi? To nie możecie zawrzeć związku małżeńskiego.


– Dlaczego? Nie udzielacie zgody parom tej samej płci?


– Owszem, udzielamy jej wręcz nagminnie. Ale nie w przypadku rodzeństwa, to oznaczałoby kazirodztwo.


– Kazirodztwo? Skąd, my wcale nie jesteśmy gejami.


– Nie jesteście? To dlaczego chcecie się pobrać?


– Dla korzyści materialnych, oczywiście. No i kochamy się. A poza tym, nie mamy żadnych innych perspektyw.


– Ale my wydajemy tylko pozwolenia na małżeństwo parom gejowskim i lesbijskim, którym odmówiono równego traktowania wobec prawa. Jeśli nie jesteście gejami, możecie przecież poślubić kobiety.


– Zaraz, zaraz. Homoseksualny mężczyzna ma takie samo prawo poślubienia kobiety jak ja. Ale z tego, że jestem normalny wcale nie wynika, że chcę poślubić kobietę. Ja chcę wyjść za Jima.


– A ja chcę poślubić Tima. Zamierzacie dyskryminować nas tylko dlatego, że nie jesteśmy gejami?


– Dobrze, już dobrze. Dostaniecie tę swoją licencję. Następny, proszę przechodzić...


– Cześć, przyszliśmy tu po zgodę na zawarcie małżeństwa.


– Nazwiska?


– John Smith, Jane James, Robert Green i June Johnson.


– Kto kogo zamierza poślubić?


– Wszyscy chcemy wziąć ślub.


– Ale was tu jest czworo.


– Zgoda. Rzecz w tym, że wszyscy jesteśmy biseksualni. Ja kocham Jane i Roberta. Jane kocha mnie i June. June kocha Roberta i Jane, a Robert kocha June i mnie. Tylko zaślubiny całej czwórki pozwolą nam wyrazić swe preferencje seksualne w formie usankcjonowanej związkiem małżeńskim.


– Ale my licencji na małżeństwo udzielamy tylko parom gejowskim i lesbijskim.


– To znaczy, że dyskryminujecie osoby biseksualne!


– To nie tak, idzie o to, że tradycyjne małżeństwo zawsze zawierały dwie osoby.


– Od kiedy to tradycja stała się dla was taka ważna?


– No, mam na myśli to, że gdzieś trzeba postawić granicę.


– Kto tak powiedział? Nie ma żadnego logicznego uzasadnienia, żeby małżeństwo ograniczać jedynie dwóch osób. Im więcej, tym lepiej. Poza tym, domagamy się tylko uznania naszych praw! Premier mówi, że konstytucja zapewnia wszystkim równość wobec prawa. Dawaj pan, zaraz tę licencję!!


– No, już dobra... Następny proszę.


– Sie ma, występuję o zgodę na małżeństwo.


– W czyim imieniu?


– David Deets.


– A ten drugi jak się nazywa?


– Nie ma żadnego drugiego. Chcę poślubić siebie samego.


– Poślubić siebie? Co pan ma na myśli?


– Psychiatra twierdzi, że mam dwoistą osobowość, więc chciałbym złączyć jej obie części węzłem małżeńskim. Może wtedy mógłbym się wspólnie rozliczać i otrzymać większy zwrot nadpłaconego podatku?



(znalezione w sieci, z angielskiego przełożył Waldemar Żyszkiewicz)