strona główna arrow na gorąco arrow Wojna wybuchła 10 kwietnia 2010

10 kwietnia 2014

Wojna wybuchła 10 kwietnia 2010

Może nie wybuchła, tylko się zaczęła, bo zostaliśmy zaatakowani bez ostentacji, ale straty od razu były ogromne: dotkliwe, degradujące państwo, upokarzające Polskę i Polaków. Jednak, jako zbiorowość, nie przyjęliśmy tego do wiadomości. Wojna, jaka wojna? Intelektualiści jęli od razu wymachiwać brzytwą Ockhama.


Rządzący zwyczajnie stchórzyli. Co, mieliśmy wypowiedzieć wojnę, pytali z głupia frant i off the record, jakby wokół nie było słychać trzasku druzgotanych szlabanów granicznych. A przecież wystarczyło zawiesić bezpośrednie stosunki dyplomatyczne i reprezentantem naszych interesów w Rosji uczynić jakieś poważne państwo.

Ludzie słuchali o błędzie pilotów, przemożnej mgle, czterech podejściach i rzekomej nieznajomości rosyjskiego. Patrzyli w widmowe ekrany telewizorów, na których spanikowany kontroler lotów próbował daremnej ucieczki. I przed myślami budzącymi lęk próbowali skryć się w objęciach przyjaciół Moskali.

W Smoleńsku wnuczek Wincentego Kraśki wykupywał za Rosjan znicze. Premier Tusk ściskał się z Putinem. Tomasz Turowski, prawie zakonnik i były młody poeta, mówił o posiewie krwi męczenników, na której warto budować przyjazne stosunki z Rosją. Później nawet sąd prawomocnym wyrokiem potwierdził jego słowa: owszem, przynależność do służb zataił, ale lustracyjnie nie skłamał.

Tak, nasze pokolenie gładko pozwoliło się okraść z rewolucji 1980 roku. Kiszczak pozbawiony pamięci i rozpasany Jaruzelski stanowią wymowny symbol solidarnościowego niezgulstwa. Pokolenie naszych dzieci uwierzyło w pracę dla korpo i clubbing. Mowa oczywiście o egzystencji w wersji wypasionej, bo dla reszty proponuje się piwo na bydlęcej żółci oraz bezrobocie. Ewentualnie zmywak na Wyspach.

Jeśli pozostała jeszcze jakaś nadzieja dla Polski, a wbrew racjonalnej ocenie nie chcemy się wyrzec tej wiary, to szansę stanowi pokolenie naszych wnuków, rówieśników tej harcerki o bujnych rudawych włosach, którą wciąż jeszcze mamy przed oczyma, jak krząta się wśród tysięcy zniczy płonących przed pałacem prezydenckim.