strona główna arrow varia arrow Neville Chamberlain: promotor polityki obłaskawiania

Profesor Edward Rożek z Uniwersytetu Północnego Colorado dowodzi, że to wcale nie kanclerz Niemiec Adolf Hitler, lecz brytyjski premier Neville Chamberlain odpowiada za wybuch II wojny światowej.

Neville Chamberlain: promotor „polityki obłaskawiania”



„W polityce międzynarodowej zasady moralne i małe narody
niejednokrotnie poświęca się na ołtarzu własnych korzyści”.

Arthur Koestler



Druga wojna światowa rozpoczęła się, gdy Polska zdecydowała się stawić czoło Hitlerowi. Aż 61 spośród 67 istniejących państw wzięło udział w zmaganiach, które trwały pięć i pół roku. W wysiłku wojennym uczestniczyło 80 proc. całej światowej populacji, tzn. 1.700 mln spośród 2.170 mln ludzi zamieszkujących wtedy nasz glob. Łączna liczba umundurowanych ludzi pod bronią osiągnęła pułap rzędu 100 do 110 milionów.

Była to, jak dotąd, najbardziej mordercza wojna w dziejach ludzkości. Pochłonęła 55 milionów ludzkich istnień. W jej wyniku około 45 milionów osób odniosło rany lub zostało trwale okaleczonych. Straty materialne spowodowane wojną były ogromne, podobnie jak koszty jej prowadzenia. Sama tylko Polska, której ludność przed wojną liczyła 29 milionów, utraciła 6 milionów obywateli. Żadne inne państwo nie poniosło strat sięgających takiego procentu populacji. A w dodatku kraj został spustoszony.

Czy druga wojna światowa była nieunikniona? Co było jej główną przyczyną? Czy nie można było odwrócić biegu wydarzeń? Czy istniała jakaś alternatywa?

W marcu 1936 roku Hitler wysłał dwa bataliony, aby zajęły zdemilitaryzowaną strefę Nadrenii. Na pytania swych generałów, co zrobi, w przypadku, gdyby Francja i Wielka Brytania w odpowiedzi na to posunięcie ogłosiły mobilizację, Hitler odparł: „Zastrzelę się, a jeden z panów odwoła te bataliony”. Jednakże ani Brytyjczycy, ani Francuzi w ogóle nie zareagowali. W marcu 1938, pomimo sprzeciwu części swej generalicji, Hitler dokonał Anschlussu: przyłączył do Rzeszy Austrię. I znów, Liga narodów oraz zachodnie mocarstwa pozostały bierne. Nic dziwnego, że Hitler zaczął wierzyć we własną nieomylność w dziedzinie strategii.

Hitler: postanowiłem zgnieść Czechosłowację

Po zaanektowaniu Austrii, z pomocą Konrada Henleina, przywódcy sudeckich nazistów, Hitler wywołał sztuczny kryzys w Sudetach. W imieniu 3,5 milionowej mniejszości Niemców sudeckich Henlein zaczął domagać się autonomii. Zwolennicy Hitlera zainscenizowali w Sudetach liczne burdy i awantury, po czym oskarżyli Czechów o napaści na „niewinnych” Niemców sudeckich. Amerykański ambasador Carr w swym raporcie przesłanym telegraficznie z Pragi do Departamentu Stanu pisał m.in.:

Na terenach przygranicznych oddziały Henleina, tzw. Freikorps, prowadzą kampanię prowokacji, dokonują też licznych napaści, które skutkują ofiarami śmiertelnymi. Niemieckie radio i prasa w oparciu o przeinaczone fakty oraz skłamaną interpretację wydarzeń z gwałtowną przesadą obwiniają o wszystko Czechów. Prasa niemiecka często odwraca faktyczny przebieg zdarzeń. Jest rzeczą oczywista, że to Niemcom zależy na sprowokowaniu tych zajść i jednoczesnym przekonaniu świata, że odpowiedzialność za to spada na Czechów.

W takim to właśnie czasie brytyjski premier Arthur Neville Chamberlain, zresztą bez jakichkolwiek pełnomocnictw ze strony Ligi Narodów czy choćby własnego rządu, postanowił uratować pokój i pohamować agresję Hitlera, poprzez spełnienie jego żądań. Taką postawę ustępstw wobec tyleż ultymatywnych, co niezasadnych roszczeń można określić mianem „polityki obłaskawiania” (ang. policy of appeasement).

Odpowiedzialność za inicjatywę i kształt układu monachijskiego w całej rozciągłości ponosi osobiście Chamberlain, który podjął decyzję o izolowaniu Czechosłowacji i nakłonił Francję, aby nie honorowała swych zobowiązań wobec tego kraju, wynikających z traktatu podpisanego w 1924 roku. 14 września 1938 roku, w tajemnicy przed swym własnym rządem, Chamberlain wysłał do Hitlera telegram, deklarując chęć spotkania się z nim. Niezmiernie ucieszyło to Hitlera, gdyż jego armia nie osiągnęła jeszcze gotowości bojowej. Kanclerz Niemiec prowadził dotąd jedynie wojnę psychologiczną, Chamberlain stał się jej pierwszą ofiarą. O telegramie z propozycją spotkania brytyjski premier poinformował innych członków gabinetu dopiero rankiem 15 września.

Naiwny burmistrz Birmingham

Duże wrażenie wywarła na Chamberlainie zarówno postawa Hitlera, jak i życzliwość, z jaką ten powitał go na stopniach Berchtesgaden. Brytyjski premier oznajmił, że otrzymał od Hitlera nie tylko „podwójny uścisk dłoni, zarezerwowany jedynie dla specjalnych przyjaciół”, ale także zapewnienie, że kanclerz byłby nawet rad polecieć do Londynu, aby zaoszczędzić swemu gościowi trudów podróży. Niemieckie źródła, w tym np. tłumacz Hitlera dr Paul Schmidt, dowodzą, że nie była to nawet kurtuazja, lecz tylko gra, a Hitler Chamberlainem wręcz gardził.

Lord William Strang, czołowy brytyjski zawodowy dyplomata tamtych czasów, oświadczył, że premier nalegał, aby spotkać się z Hitlerem w Berchtesgaden w cztery oczy; że nie skonsultował się z nikim z kręgów dyplomatycznych; że wreszcie wziął sprawy polityki zagranicznej we własne ręce, choć brakło mu jakiegokolwiek przygotowania w tej dziedzinie. Całe dotychczasowe polityczne doświadczenie Chamberlaina sprowadzało się w zasadzie do pełnienia funkcji burmistrza Birmingham.

Z zasobów archiwalnych wynika, że Chamberlain postanowił uspokoić Hitlera przez pozostawienie Czechosłowacji jej własnemu losowi na długo przed swą pierwszą, wrześniową wizytą w Berchtesgaden. W liście do swej siostry Idy, datowanym na 20 marca 1938 roku, oznajmiał:

Wystarczy, że spojrzysz na mapę i zaraz zobaczysz, że Francja czy też my nie możemy zrobić niczego, co byłoby w stanie uratować Czechosłowację przed najazdem niemieckim, jeśli tylko Niemcy zechcą to zrobić. Granica z Austrią jest praktycznie otwarta. Wielkie zakłady zbrojeniowe Škoda, położone w niewielkiej odległości od niemieckich lotnisk, mogą być łatwym celem bombardowań. Wszystkie szlaki kolejowe [z Europy Zachodniej do Czechosłowacji] wiodą przez terytorium Niemiec, Rosja jest oddalona o sto mil. Dlatego też nie możemy pomóc Czechosłowacji – takie działanie mogłoby się stać po prostu pretekstem do wejścia w konflikt zbrojny z Niemcami.

15 września podczas spotkania w Berchtesgaden Hitler zażądał, aby Niemcy sudeccy otrzymali prawo samostanowienia, i oświadczył, że raczej zaryzykuje wybuch wojny światowej niż dopuści, aby przedłużała się obecna sytuacja w Sudetach. Chamberlain oświadczył na to, że on sam w zasadzie wyraża zgodę, ale musi skonsultować stanowisko ze swym rządem. Hitler zrozumiał, że Chamberlain może mu doskonale posłużyć jako nieświadome swej roli narzędzie realizacji jego dążeń. Lord Strang, który towarzyszył brytyjskiemu premierowi w podróży do Berchtesgaden, twierdzi, że Chamberlain uważał Hitlera za człowieka, na którego słowie można polegać. A siebie miał za kogoś, kto jednocześnie ochroni Czechosłowację przed zniszczeniem, a Europę – przed Armagedonem, czyli apokaliptycznym starciem sił dobra i zła.

Po powrocie do Londynu, 18 września 1938, Chamberlain zorganizował francusko-angielskie spotkanie na szczeblu rządowym, na którym wszyscy obecni, z premierem Francji Edouardem Daladierem włącznie, przystali na żądania Hitlera. Według wspomnień Stranga:

18 września brytyjscy i francuscy ministrowie (...) podjęli decyzję, która przypieczętowała los Czechosłowacji. Uzgodnili treść noty do prezydenta Beneša, którą doręczono mu następnego dnia wczesnym popołudniem. Głosiła ona, że dla zachowania pokoju w Europie i ze względu na żywotne interesy samej Czechosłowacji tereny zamieszkane głównie przez Niemców sudeckich (...) powinny teraz zostać przekazane Rzeszy (...) oraz że rząd brytyjski przyłącza się do systemu międzynarodowych gwarancji udzielanych zmienionym w ten sposób granicom Czechosłowacji na wypadek nie sprowokowanej agresji.

Początkowo rząd czechosłowacki sprzeciwił się tym żądaniom, ale pod wpływem przemożnej presji Brytyjczyków i Francuzów, ostatecznie 21 września ustąpił.


Neville Chamberlain na lotnisku w Monachium

Dzień później Chamberlain z własnej inicjatywy poleciał do Bad Godesberg, w przekonaniu, że udało mu się zaspokoić wymagania Hitlera. Ten jednak, gdy zobaczył, jak bardzo Chamberlain stara się sprostać jego żądaniom, zaraz je rozszerzył. „Samostanowienie” przestało mu już wystarczać, teraz już domagał się natychmiastowego przekazania całego terytorium Sudetów Niemcom, również tej ich części, w której ludność niemiecka nie stanowiła większości.

Kolejna tura spotkań Brytyjczyków z Francuzami rozpoczęła się 26 września. Prezydent Stanów Zjednoczonych Franklin Delano Roosevelt zaapelował do Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Czechosłowacji o znalezienie pokojowego rozwiązania. Tego samego dnia Hitler gwałtownie zaatakował Czechosłowację w przemówieniu wygłoszonym w Pałacu Sportu w Berlinie, zaprzeczając jednak, jakoby zgłaszał wobec niej jakiekolwiek pretensje terytorialne wykraczające poza obszar Sudetów:

Zapewniłem go – mówił o Chamberlainie – że naród niemiecki nie pragnie niczego oprócz pokoju, ale też powiedziałem mu, że nie mogę się cofnąć poza granice, jakie wyznacza nam nasza cierpliwość. Następnie zapewniłem go i powtarzam to tutaj, że jeśli ten problem zostanie rozwiązany, to nie będzie już dla Niemiec żadnego innego problemu terytorialnego w Europie. Zapewniłem go ponadto, że w chwili, gdy Czechosłowacja rozwiąże swojej problemy (...) wtedy nie będę już miał żadnych dalszych interesów w czeskim państwie. I to mu zagwarantowałem!

Monachium – żałosna rezygnacja z zasad

W oświadczeniu dla prasy Chamberlain zapewnił Hitlera, że jego żądania mogą zostać zaspokojone środkami pokojowymi. 27 września szef brytyjskiego rządu użył presji, aby skłonić gabinet prezydenta Beneša do uznania żądań Hitlera i scedowania na Niemcy części terytorium Czechosłowacji. Tego samego dnia prezydent Roosevelt ponowił swój apel do Hitlera z prośbą o pokojowe rozwiązanie sporu.

28 września Chamberlain postanowił spotkać się z Hitlerem po raz trzeci i wysłał do niego telegram następującej treści:

Jestem gotów przybyć zaraz osobiście do Berlina, aby przedyskutować plany przekazania [Sudetów] z panem i przedstawicielami czeskiego rządu, razem z przedstawicielami Francji i Włoch, jeśli pan sobie tego życzy.

Gdy tylko Hitler przystał na spotkanie, francuski premier Daladier został o tym poinformowany. Wiadomość nie pochodziła jednak od Hitlera czy Chamberlaina, lecz dotarła za pośrednictwem francuskiego posła w Berlinie Andre François-Ponceta, który po południu 28 września telefonicznie powiadomił Daladiera o planowanym nazajutrz spotkaniu w Monachium, na które zaproszono także premiera Francji!

Tego samego dnia wieczorem Chamberlain poinformował Izbę Gmin, że będzie miał kolejne spotkanie z Hitlerem. Oto komentarz lorda Stranga:

Zrywając się na równe nogi i entuzjastycznie wiwatując, gdy premier zapowiedział swoją trzecią już wizytę u Hitlera, a z wyjątkiem kilku wybitnych osobistości tak właśnie się zachowali, członkowie Izby Gmin w istocie wyrazili wtedy swą zgodę na poświęcenie Czechosłowacji, ponieważ w Monachium nie mogło być już mowy o ratowaniu tego kraju.

Pierwszą sesję konferencji monachijskiej otwarto 29 września 1938 roku o godzinie 12.30. Do uczestnictwa w niej nie zaproszono Czechów. Początkowo Chamberlain i Daladier sugerowali, że Czesi powinni jednak mieć tu swoich przedstawicieli, ale z protokołów wynika, że po odmowie Hitlera i Mussoliniego obaj szybko ustąpili:

Pan premier Chamberlain [powiedział, że] kwestia czeska jest zarazem kwestią europejską, toteż wielkie mocarstwa mają nie tylko prawo, ale i obowiązek jej uregulowania.(...) Daladier, premier Francji, wyjaśnił, że on już wziął na siebie odpowiedzialność w Londynie, kiedy to bez konsultacji z czeskim rządem zaakceptował cesję terytorium w zasadzie niemieckiego (...) był gotów zrezygnować [z udziału w rozmowach czeskich przedstawicieli], ponieważ było rzeczą ważną, aby ta kwestia została szybko uregulowana.

Uczestnicy konferencji monachijskiej zauważyli, że Mussolini był zastraszony przez Hitlera. Zachowywał się służalczo nawet wobec Chamberlaina, którego zaprosił do Rzymu. Druga tura rozmów zaczęła się tego samego dnia o 16.30, a układ monachijski podpisano po godzinie 2 w nocy, z 29 na 30 września. Chamberlain i Daladier zgodzili się na wszystkie żądania.

Reynaud: lizali buty nazistów

Hitler triumfował. Bez jednego wystrzału zagarnął Sudety, część terytorium Czechosłowacji. Chamberlain promieniał z dumy, przekonany, że udało mu się zapobiec wojnie. Był człowiekiem całkowicie pozbawionym poczucia honoru. Poświęcił demokratyczny kraj tylko po to, aby obłaskawić międzynarodowego gangstera, przyszłego twórcę komór gazowych i holokaustu.

Poinformowanie czeskich dyplomatów o porozumieniu monachijskim wziął na siebie osobiście Chamberlain. Specjalizujący się w problematyce niemieckiej profesor Hugh Trevor-Roper, z Uniwersytetu Oksfordzkiego, pisał:

[Chamberlain] był przeświadczony, że przez poświęcenie Czechosłowacji odniósł wielki osobisty triumf. Gdy po Monachium informował Czechów o ich losie, ziewał w niepohamowany sposób podczas całej rozmowy. Był bardzo zmęczony, ale – jak to później określił – „w taki miły sposób”.

W przeciwieństwie do Chamberlaina, Daladier był bardzo przygnębiony. Sprawiał wrażenie zawstydzonego, wyglądał jak ktoś stłamszony i upokorzony. Gdy samolot, którym wracał z Monachium, podchodził do lądowania na podparyskim lotnisku Orly, Daladier spostrzegł wielkie zbiegowisko w pobliżu przewidywanego miejsca lądowania. Pełen obaw, że tłum chce go zlinczować, zapytał pilota, dlaczego ludzie zebrali się na pasie startowym. Pilot powiedział, że stoją tam, aby go powitać.

Kiedy Daladier wysiadł z samolotu, ludzie zaczęli wiwatować na jego cześć, a ktoś rzucił w jego stronę bukiet róż. Przekonany, że wśród kwiatów może się znajdować cegła, francuski premier zrobił unik, ale to jednak były tylko kwiaty. Wtedy zwrócił się do osoby towarzyszącej, z uwagą: „No tak, oni jeszcze nie wiedzą, co zrobiliśmy w Monachium”.

Gdy samolot Chamberlaina wylądował w Londynie, premier brytyjski pojawił się w drzwiach i wyciągnął z kieszeni kartkę papieru. Był to jego własny list, który podpisali obaj z Hitlerem, i w którym zobowiązali się szanować terytoria własnych krajów oraz rozstrzygać wszelkie różnice w drodze szczerych negocjacji. Nie był to żaden oficjalny dokument, lecz tylko prywatne porozumienie. Machając tym świstkiem, Chamberlain oznajmił podziwiającym go tłumom: „Przynoszę wam pokój z honorem, pokój dla naszego czasu”.

Ale żałosny „specjalista od obłaskawiania wroga” wcale nie miał poczucia honoru. A jego ciągłe ustępstwa wobec Hitlera, tylko rozzuchwalały niemieckiego dyktatora, zachęcając go tym samym do wzmożenia agresji.

Edward Beneš w swych „Wspomnieniach” pisze, że niczego nie konsultowano z jego rządem, że Brytyjczycy mówili mu, iż nie pójdą się bić o „mały kraj, położony gdzieś daleko”, że jeśli Czechosłowacja odrzuci porozumienie z Monachium, to „pozostawiona sama sobie będzie się dusić we własnym sosie”.

Paul Reynaud, jeden z dwóch wielkich francuskich przywódców tamtego czasu, tak przedstawiał wpływ, jaki wywarło na Hitlera zawarcie traktatu monachijskiego:

[On] triumfował. Zapewnił sobie całkowite zwycięstwo (...) Gorliwość, z jaką alianci „lizali buty nazistów” i łatwość, z jaką oferowali Hitlerowi znacznie większe ustępstwa od tych, na które w swej zuchwałości odważył się mieć nadzieję – wszystko to musiało mieć ogromny wpływ na rozwój wypadków. Powściągliwość, cierpliwość, pojednanie nie miały odtąd miejsca w kalkulacjach Fuehrera (...) Jego pewność siebie, już wcześniej przerażająca, teraz nie znała żadnych ograniczeń.

Churchill: ponieśliśmy klęskę bez wojny

Cytowany już historyk z Oksfordu Hugh Trevor-Roper zdecydowanie skrytykował prowadzoną przez Chamberlaina „politykę obłaskawiania”:

Z jego listów i dokumentów wyłania się obraz człowieka o ograniczonej inteligencji, ogromnie z siebie zadowolonego, upartego, skłonnego do wygłaszania banałów w momentach podniosłych, wreszcie darzącego pokój prawdziwym, namiętnym, niemal mistycznym uczuciem. Nie stanowi zatem większego problemu odpowiedź na pytanie, dlaczego Chamberlain prowadził tę swą fatalną politykę. Znacznie trudniej zrozumieć, w jaki sposób tak podrzędna persona zdołała podporządkować sobie politykę państwa. (...) Jego polityka jest najpodlejszym epizodem w historii nowoczesnej Anglii, gdyż zamiast wzmacniać koalicję przeciwko Hitlerowi brytyjski premier próbował ją zdemontować, aby oczyścić przedpole dla ściśle osobistej dyplomacji. I wcale nie usprawiedliwia go fakt, że robił to tylko z powodu swej arogancji i głupoty, a nie ze złej woli.

Chamberlain był tak gotów do izolowania Czechosłowacji, że traktaty, jakie zawarła ona z Francją i Rosją, nigdy nawet nie zostały w rokowaniach przywołane. Gdy koledzy przypominali mu o licznych złamanych przez Hitlera obietnicach, odpowiadał: „Tym razem będzie inaczej, tym razem on mnie to obiecał!” Prawdę o rzeczywistym stosunku Hitlera do Chamberlaina dobrze ilustruje jego wypowiedź do najbliższych współpracowników: „Nasi wrogowie to zwyczajne zera, widziałem ich w Monachium”.

A. J. P. Taylor, inny znany historyk z Oksfordu, pisze:

Kryzys czeski wywołano w Londynie, a nie w Berlinie. To nie Hitler, lecz Brytyjczycy wymusili na Benešu całą serię budzących przygnębienie ustępstw. Brytyjczycy, którzy przecież od początku musieli przewidywać, czym zakończy się konferencja monachijska, czego dowodzi zresztą późniejszy triumfalizm Chamberlaina.

Lord Strang, obecny wtedy w Monachium, mówił o konferencji:

Głęboko niepokoił fakt, że podczas międzynarodowej konferencji cztery mocarstwa rozważały i podjęły decyzję o przejęciu przez jedno z nich istotnej części terytorium kraju, którego rządowi nie dano tam nawet szansy przedstawienia swoich racji.

Jednym z pierwszych, którzy dali wyraz powadze sytuacji, jaka wytworzyła się po podpisaniu układu monachijskiego, był Winston Churchill. Oto jego słowa wypowiedziane 5 października 1938 roku w Izbie Gmin:

Ponieśliśmy prawdziwą i całkowitą klęskę bez wojny. Stoimy w obliczu katastrofy pierwszej wielkości, która przydarzyła się Wielkiej Brytanii oraz Francji.

Miażdżąca ocena Chamberlainowskiej „polityki obłaskawiania” wyszła od jego osobistego przyjaciela i kolegi partyjnego Leopolda S. Amery’ego:

Niezmiernie przywiązany do osobiście narzuconej sobie misji ignorował ostrzeżenia płynące z Foreign Office, zdominował kolegów, narzucił swą wolę chwiejnym politykom francuskim, traktując ich skrupuły moralne jako przejaw braku realizmu, wreszcie do końca nie chciał przyznać się do porażki.

W marcu 1939, po marszu wojsk Hitlera na Pragę i utracie przez Czechy niepodległości, skutki Monachium stały się już oczywiste, ale nawet to nie wpłynęło na świetne samopoczucie brytyjskiego premiera. Do porażki przyznał się dopiero po kilku miesiącach:

Wszystko, na co pracowałem, na co miałem nadzieję i w co wierzyłem podczas pełnienia swej funkcji publicznej, zostało obrócone w ruinę.

Dla większości członków izby niższej parlamentu brytyjskiego stało się wreszcie oczywiste, że polityka Chamberlaina doprowadziła do katastrofy. Wspomniany już Leopold Amery, jego długoletni przyjaciel, wziął na siebie trud przekonania Chamberlaina do rezygnacji z urzędu i opuszczenia Izby Gmin. Zwrócił się do niego słowami Cromwella:

Zważywszy na twe dokonania, siedziałeś tu zbyt długo. Odejdź więc, mówię, miejmy to już za sobą. W imię Boga, idź!

Sołżenicyn: duch Monachium to choroba woli

Aleksander Sołżenicyn, jeden z intelektualnych i moralnych gigantów naszych czasów, w swej mowie wygłoszonej po otrzymaniu nagrody Nobla tak podsumował przesłanki i zagrożenia, jakie stwarza „polityka obłaskawiania”:

Duch Monachium wcale nie należy do przeszłości. To nie był jedynie jakiś krótki epizod. Ośmieliłbym się wręcz powiedzieć, że duch Monachium zdominował cały wiek dwudziesty. Świat cywilizowany, zdjęty lękiem, nie znalazł niczego lepszego, co nadawałoby się do przeciwstawienia niespodziewanemu nawrotowi drapieżnego barbarzyństwa niż ustępstwa i uśmiechy. Duch Monachium to po prostu choroba woli ludzi żyjących w dobrobycie. Stan całkiem normalny u tych, których opanowała żądza posiadania i którzy materialny sukces mają za zasadniczy cel życia na ziemi.

Tragedii Monachium można było uniknąć. Chamberlain i Daladier zamiast do niemieckiego Monachium powinni byli polecieć do Pragi czeskiej i zapewnić premiera Beneša o swoim poparciu. Czechosłowacja miała mocne fortyfikacje, przygotowane na wypadek agresji niemieckiej, a teren nieźle nadawał się do obrony. Armia czechosłowacka liczyła 35 dywizji, w tym większość zmotoryzowanych, a kilka nawet pancernych. Produkowane w zakładach Škody czołgi były stosunkowo wysokiej jakości. A czeska generalicja chciała walczyć w obronie swego kraju. Pod względem ekonomicznym i przemysłowym Czechosłowacja była wówczas najbardziej rozwiniętym krajem w Europie Środkowej.

Z drugiej zaś strony, armie Hitlera nie były jeszcze w pełni przygotowane do wojny. Wehrmacht nie zdążył przejść chrztu bojowego. W roku 1938 Hitler nie odważyłby się zmierzyć jednocześnie z Czechosłowacją, Francją, Wielką Brytanią, a może i Sowietami.

Ponadto, zanim jeszcze Brytyjczycy i Francuzi poddali się w Monachium, generał Ludwig Beck, szef niemieckiego Sztabu Generalnego szykował wymierzony w Hitlera zamach stanu. Część spiskowców stanowili niemieccy wojskowi. Generał Beck poinformował Brytyjczyków o tych planach jeszcze przed Monachium, ale Chamberlain całkowicie to zignorował.

Angielsko-francuska misja skierowana we wrześniu 1938 roku do Pragi mogła uratować pokój. Niestety, Chamberlain nie był świadom swych własnych ograniczeń. Lekceważenie, jakie okazywał międzynarodowemu prawu, przejawiany przez niego brak szacunku dla suwerenności innego narodu, wreszcie jego tchórzostwo i serwilizm wobec Hitlera – przyczyniły się do śmierci milionów niewinnych ofiar. Promotora ludobójczej w skutkach „polityki obłaskawiania” nie spotkała niestety żadna kara.

prof. Edward Rożek

tłum. Waldemar Żyszkiewicz

„wSieci" nr 12 (68) 2014, 17 - 30 marca





Edward J. Rożek (1918 – 2009), politolog, specjalista w zakresie studiów porównawczych nad sposobami uprawiania polityki oraz systemami ideologicznymi. Urodzony Polsce, podczas wojny żołnierz 1 Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka. Trzykrotnie ranny, wiele razy odznaczany, skończył służbę w stopniu majora. Od roku 1948 w USA. Po doktoracie uzyskanym na uniwersytecie Harvarda, od roku 1956 do emerytury (1999) pracował na uniwersytecie stanu Kolorado. Senator Hank Brown, jeden z jego studentów, był autorem poprawki, która ułatwiła Polsce wejście do struktur NATO.