strona główna arrow na gorąco arrow Lepszy od Zasady i Kubicy razem wziętych

18 lipca 2013

Lepszy od Zasady i Kubicy razem wziętych

Kto jest najlepszym kierowcą w Polsce? Nie, wcale nie niegdysiejszy Sobiesław Zasada ani późniejsi Marian Bublewicz czy Leszek Kuzaj. Z pewnością nie Andrzeje: premierowicz Jaroszewicz albo piosenkarz Dąbrowski. I żaden tam Małysz, co się przesiadł z nart
na samochód. Również żadna Martyna od podnoszenia adrenaliny. Wcale też nie superbogacz Sołowow ani nawet przystojniak Hołowczyc. I jasne, że nie jest nim, jak wielu chciałby sądzić, Robert Kubica! Więc kto? Nie zgadniecie. Nawet nie próbujcie…

Bezsprzecznie najlepszym polskim kierowcą, którego kariera owocnie rozpoczęta w PRL-u, utrwalała się w III RP, przetrwała zagrożenia budzącej grozę Rzeczypospolitej Obojga Kaczorów, a teraz profituje w Tuskolandii, jest pewien arcykierowca z Krakowa. Tak, to ten pan w zbyt dużej czapce, Marian Janicki. Pytacie o dowody? Proszę bardzo. Janicki to przecież jedyny w Polsce kierowca ze stopniem generalskim. A nawet z dwoma.

W czerwcu 2005, na finiszu rządów Leszka Millera i drugiej kadencji Aleksandra Kwaśniewskiego, mimo niespełniania formalnych, określonych przepisami warunków, został awansowany do stopnia generała brygady. W lipcu 2011 dostał nominację na generała dywizji. Na ten drugi stopień wyawansował Janickiego poczciwy Bronisław Komorowski. Stało się to w nieco ponad rok po spektakularnych zasługach BOR-u i jego szefa na podsmoleńskim lotnisku.

Czym w zabezpieczaniu wylotu delegacji państwowej na obchody 70. rocznicy katyńskiego ludobójstwa zasłużył się ówczesny generał brygady Janicki? Najpewniej tym, że na lotnisku Smoleńsk-Północny byli obecni dwaj kierowcy naszych dyplomatów, akurat – tak się złożyło – funkcjonariusze BOR. W tej sytuacji trudno zaprzeczyć, że kolejny awans generalski należał się naszemu arcykierowcy z Krakowa jak psu buda.



Postscriptum

Warto może przypomnieć, że generał Marian Janicki, oprócz niedokończenia studiów magisterskich na AGH, ma w swojej karierze m.in. wożenie sekretarza KC PZPR Hieronima Kubiaka oraz prezydenta III RP Lecha Wałęsy. Wprawdzie od 1 marca 2013 Janicki nie jest już szefem BOR-u, bo jego prośba o dymisję została przyjęta. Jednak sukcesy formacji, której (nominowany przez Donalda Tuska) przewodził od listopada 2007, trwają przecież w najlepsze. Kolejnym ich przejawem był swoisty performance z jajkiem sadzonym na ramieniu urzędującego Prezydenta RP w Łucku.

Czy obecni – a zwłaszcza przyszli, jeśli na serio potraktować sygnalizowaną przez sondażownie zmianę politycznego klimatu – przywódcy polskiego państwa mogą się czuć w pełni bezpieczni? Może na szefa BOR-u lepiej od mistrza kierownicy pasowałby jednak jakiś profesjonalista?