strona główna arrow na gorąco arrow Mój prom do Szwecji

13 grudnia 2012

Mój prom do Szwecji

Mój prom do Szwecji
jest raczej kosmiczny
czyli złożony z tkanki
różnych zdarzeń
nikłych losowych
nie całkiem koniecznych.
Więc najpierw Lena
(a nie marynarze)
pływa po morzach
krakowskiego Rynku.
Zwraca uwagę
budzi pożądanie
– ducha podróży.

Kilka słów angielskich
Zbyszka co marzy
o obu półkulach
lotnego jachtu żagle
zaraz wzdęło. Potem
swawolne młode dzikie
dwa tygodnie – tak się
podróż do Szwecji
rozpoczęła.

Dalsza budowa
prywatnego promu
własnym rozpędem szła
jak od niechcenia.
Z kilku zaproszeń
zróbmy komin z dymem.
Wnet z dymem poszły
same zaproszenia.
W dali sylwetki
przyjaciół na redzie
nikną bo przecież
prom do Szwecji
jedzie...

Przeszło minęło
potem krótka zima.
Sprzęty kuchenne
posłużą za kadłub
prosty kształt morski:
przebiegłość delfina
i obietnice.
Łagodniejsze formy.
Zima w Bandhagen
ten ostatni poryw.

Budowa promu
przerwana w połowie.
Inne się teraz
złożą na nią sprawy.
Zmienią się trasy
i budowniczowie.
Jednak wehikuł
wyłoni się z czasem.
Splot mocnych uczuć
stworzy takielunek
bezpieczny pokład
i zacną wyporność:
znowu na Szwecję
można brać kierunek
kiedy małżeństwom
rosną pierwsze dzieci.

Przyjaźnie krzepną
miłości rdzewieją.
Lepię mój pojazd
by zdatny do drogi
był w każdej chwili.
Powiodą mnie Bogi
do miejsc gdzie wspólnie
bawiąc się to ucząc
to wspominając
miasto miłość młodość
doprowadzimy dzieło swe
do końca.

Tak statek wkrótce
mój będzie gotowy
dzięki przyjaciół
i losu pomocy:
poczęty z trafu
języka w gębie
ramion mocy
                  spoiwem
żądz scalony owładnięty
tkliwością wspomnień
stawi żagle...

         – na Szwecję
         kurs wzięty.




Nibylandia, Szwecja i inne stany duchowe,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 1984