strona główna arrow kultura arrow Laur dla konserwatysty

Esej literacki. Reportaż historyczny. Studia nad myślą konserwatywną. Mimo pozornego zróżnicowania werdykt Mackiewiczowskiej kapituły trafnie odczytuje znaki czasu.

XI edycja Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza

Laur dla konserwatysty

Tomek byłby z tej nagrody bardzo dumny - powiedziała Magdalena Merta, odbierając w zastępstwie nieżyjącego męża laur Mackiewiczowski_fot. Bogdan Krawczyk

Odgłosy policyjnych syren za oknem. Spóźniony Rafał Ziemkiewicz, który brał udział w pierwszej fazie Marszu Niepodległości... Dziesięć bardzo różnych nominowanych książek, z których decyzją kapituły jedna została nagrodzona, a dwie wyróżniono. Właściwie finał XI edycji Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza przebiegał ściśle według reguł, które w ciągu minionej dekady już się ucukrowały, tworząc rodzaj obowiązującej tradycji, ale przecież nie do końca.

Pierwszy raz posiedzenie, podczas którego ogłasza się werdykt, w zastępstwie niedysponowanego Marka Nowakowskiego, przewodniczącego kapituły, poprowadził jej sekretarz Stanisław Michalkiewicz. Nie zdarzyła się też wcześniej konieczność uczczenia minutą ciszy pamięci laureatów tej prestiżowej nagrody. Tym razem stało się to nawet dwukrotnie. Najpierw zgromadzeni w sali stołecznego „Domu Literatury” oddali w ten sposób hołd zmarłemu niedawno Januszowi Krasińskiemu, zdobywcy Mackiewiczowskiego wawrzynu w roku 2006...

Ręka Flauberta w damskiej dłoni

Drugą dekadę istnienia nagrody otworzyło wyróżnienie dla „Ręki Flauberta” (wydawnictwo Sic!) autorstwa Renaty Lis, poświęconej francuskiemu klasykowi pozycji eseistycznej, ściśle literackiej, ale w tej literackości bardzo szczególnej.

– Bohaterem wyróżnionej przez nas książki jest pisarz niezwykły, wybitny, niepokorny, często przywoływany przez polskich twórców nie tylko jako geniusz literacki czy autor arcydzieł, lecz także jako wzór niezależności w dążeniu do prawdy, jako przeciwnik dogmatów i doktryn – uzasadniał decyzję prof. Maciej Urbanowski.

Mówiąc o polskiej tradycji pisania o Flaubercie, laudator przypomniał nazwiska Antoniego Sygietyńskiego, Stanisława Brzozowskiego, Andrzeja Bobkowskiego. Podkreślił, że Renata Lis znacząco i we właściwy tylko sobie sposób wpisuje się w tę tradycję, dzięki czemu poznajemy żałobną, czarną podszewkę jego pisarstwa, poznajemy innego, ciemnego, zaskakującego autora „Pani Bovary”.

– Flaubert podobnie jak Mackiewicz żył na prowincji, obaj cenili realizm i obaj
byli kimś w rodzaju męczenników literatury – wyliczał Urbanowski podobieństwa
między pisarzami. – Marzy mi się, żeby Renata Lis napisała kiedyś podobną książkę
o Józefie Mackiewiczu.


Renata Lis_fot. Bogdan Krawczyk

Dziękując za wyróżnienie, autorka „Ręki Flauberta” powiedziała:

– Wbrew pozorom, między Mackiewiczowską deklaracją o nadrzędnej wartości prawdy a uprawianym przez Flauberta kultem sztuki wcale nie otwiera się przepaść, gdyż prawda i piękno okazują się dwiema stronami tej samej rzeczywistości. Francuskiemu pisarzowi również szło o prawdę, toteż walczył o nią z nie mniejszym poświęceniem niż Mackiewicz.

Bestie na wojskowych Powązkach

Zdobywcą drugiego tegorocznego wyróżnienia jest Tadeusz M. Płużański,
który przez kilka lat był związany z „Tygodnikiem Solidarność”. Płużańskiego uhonorowano za tom reportaży historyczno-śledczych zatytułowany „Bestie.
O ludziach, którzy w czasach komunizmu mordowali polskich patriotów, za co nigdy
nie zostali ukarani” (wydawnictwo 3S Media).

– Autor tego zbioru reportaży jako pierwszy metodycznie zajął się tym, co Mickiewicz w wierszu „Do matki Polki” nazwał sądami krzywoprzysiężnymi. Wypełnił w ten sposób znamienną plamę w historii Polski, nie znaliśmy bowiem wcześniej tych ludzi z nazwiska – mówił Stanisław Michalkiewicz, uzasadniając wybór kapituły.

Laudator przypomniał, że Płużański zna doświadczenia okrutnej fazy komunizmu z tradycji rodzinnej, dzięki czemu opis tamtej rzeczywistości zyskuje na konkretności
i plastyczności. Warto przypomnieć, że Tadeusz Płużański-senior, ojciec autora, został skazany, początkowo na dwukrotną karę śmierci, jako członek tzw. grupy Witolda,
czyli rotmistrza Pileckiego. Po dwóch miesiącach pobytu w celi śmierci karę zamieniono mu na dożywocie.

– Wyroki, wydawane wówczas przez potężnych wrogów polskości, częściowo wprawdzie uchylono, ale utrwalone w tamtym czasie stereotypy do dziś wyznaczają ramy tzw. przyzwoitości, co sprawia, że pewne formy wyrażania czy przeżywania polskości są wciąż źle widziane, krytykowane czy wręcz wyszydzane – mówił Michalkiewicz.

Te słowa, wypowiedziane w dniu, w którym siły policyjne próbowały zablokować kilkadziesiąt tysięcy uczestników Marszu Niepodległości, nabrały szczególnego znaczenia. Podobnie jak uwaga o tym, że dzisiejszą Rzeczpospolitą zamieszkują Polacy oraz odziedziczona po komunizmie, być może nawet liczniejsza formacja ludzi, którzy od polskich tradycji i wartości wyraźnie się dystansują.

– Trudno dziś orzec, czym się zakończy ta kohabitacja i czy Polakom uda się
w niej przetrwać – konludował Michalkiewicz. – Ale książka Płużańskiego, dokumentując ważną część naszej historii, może nam utrzymanie zagrożonej
tożsamości znacznie ułatwić.


Tadeusz Płużański junior_fot. Bogdan Krawczyk

Dziękując za przyznane wyróżnienie, laureat podkreślił, że książkę zawdzięcza ojcu, żołnierzowi wyklętemu, który po wojnie wybrał wraz z innymi heroiczną, choć skazaną na klęskę walkę z drugim okupantem i jego miejscowymi sługusami.

– Nazwiska naszych bohaterów coraz lepiej znamy, podczas gdy nazwiska ich sądowych morderców: śledczych, prokuratorów, sędziów, wciąż jeszcze stanowią czarną dziurę – podkreślił autor „Bestii”. – Mówi się nieraz, że nasi bohaterowie są ofiarami systemu, ale przecież to nie bezosobowy system ich uśmiercił, lecz mordercy w togach, cały sztab prawników, niekiedy przedwojennych, którzy służąc obcemu imperium, zadali polskim przedwojennym elitom niepowetowane straty.

Bez postawienia wyraźnej granicy między dobrem a złem, między bohaterstwem a zaprzaństwem, nie zdołamy wychować kolejnych pokoleń Polaków, którzy będą dumni z tradycji odziedziczonych po swych przodkach.

– Z kwatery Ł, czyli tzw. Łączki w obrębie wojskowych Powązek, ekshumowano niedawno szczątki naszych bohaterów, zabijanych strzałem w tył głowy. Ich oprawcom, którzy również leżą na Powązkach, miejsce na tej zaszczytnej nekropolii z pewnością nie przysługuje – mówił Płużański. – I nie powinno należeć się ono Jaruzelskiemu, który przez całe życie gorliwie służył Sowietom.

Państwowiec i rewolucyjny konserwatysta

Główny laur (po raz pierwszy pośmiertnie) przyznano Tomaszowi Mercie za tom pism wybranych „Nieodzowność konserwatyzmu”, wydany wspólnie przez Fundację Świętego Mikołaja oraz „Teologię Polityczną”. Nagrodę w zastępstwie męża, eseisty, publicysty i działacza państwowego, który zginął 10 kwietnia 2010 pod Smoleńskiem, odebrała żona Magdalena. Laudację, wnikliwą, precyzyjną i wykwintną stylistycznie wygłosił prof. Jacek Bartyzel.

– Lektura książki Tomasza Merty nie pozostawia wątpliwości, że głównym źródłem jego inspiracji była anglosaska tradycja konserwatyzmu: brytyjskiego
i amerykańskiego – mówił, wskazując na konkretnych myślicieli, którzy stanowili
dla Merty zarówno źródło inspiracji, jak i przedmiot badań. – W rozumieniu konserwatystów, najważniejszą cechą polityki jest prudentia, czyli roztropność.
Tak było i w przypadku Tomasz Merty, konserwatywnego państwowca, ministra kreującego politykę, zwłaszcza historyczną i kulturalną. Politykę godną dumnego narodu, który po latach wymuszonej przerwy wraca do swej tożsamości.

Konserwatyzm, także ten właściwy Tomaszowi Mercie, oznacza rehabilitację arystokratyzmu, którego wszechobecna dziś demokratyczna mentalność po prostu
nie toleruje.


Dariusz Gawin i Dariusz Karłowicz - wydawcy nagrodzonej książki_fot. Bogdan Krawczyk

– Merta dostrzegł paradoks, że w niekonserwatywnym świecie zwolennik konserwatyzmu nie może kierować się prostym odruchem zachowawczym, lecz przeciwnie musi się poniekąd zbuntować, choć z całkiem innych powodów niż klasyczni rewolucjoniści – tłumaczył prof. Bartyzel. – Rozumiał też doskonale, że powinnością polskiego konserwatyzmu, jest dotarcie do zasypanych fundamentów i źródeł. Dopiero wtedy, wychodząc od specyficznie polskiej odmiany republikanizmu, zdołamy odnaleźć drogę do patriotyzmu jutra.

Laudator zacytował też znamienne słowa zmarłego pisarza, dedykowane kolegom-politykom:

„Najgorsze, co mogłoby się przydarzyć polskiemu konserwatyzmowi, to ześlizgnięcie się w tani wolnorynkowy pragmatyzm. Konserwatyści nie powinni się godzić na traktowanie polityki, jako turnieju politycznego cynizmu, w którym idzie
tylko o zdobycie i utrzymanie władzy oraz realizację partykularnych interesów”.

– Ze wzruszeniem staję przed państwem, przyjmując w zastępstwie nieżyjącego męża nagrodę, której patronuje pisarz niezmiernie przez Tomka ceniony, stawiany przez niego w jednym rzędzie z największymi polskimi twórcami – powiedział Magdalena Merta. – Mogę wszystkich państwa zapewnić, że mąż byłby bardzo z tej nagrody dumny. Tomek nie tylko zajmował się konserwatyzmem jako historyk idei,
ale on konserwatystą był w życiu. Także prywatnym. On po prostu na co dzień żył tymi prawdami, o których pisał.

„Tygodnik Solidarność” nr 49, z 30 listopada 2012