Krytyczna ocena sytuacji społeczno-pracowniczej w regionie i kraju znalazła wyraz w przyjętych przez delegatów dokumentach, ale rangę wyjazdowemu spotkaniu w Ostrzeszowie nadała ożywiona, merytorycznie interesująca dyskusja nad propozycjami zmian w statucie związku.

Walne Zebranie Delegatów Regionu Wielkopolska Południowa

Mierz struktury na zamiary

Głosowanie podczas XVIII WZDR Wielkopolska Południowa w Ostrzeszowie_fot. Robert Lis

„NSZZ Solidarność (…) nie oglądając się na polityczną poprawność zdecydowanie, a nawet ostro prowadzi działania i wyraża swoje opinie. To wzbudza liczne kontrowersje, czasami nawet oburzenie. Ale w obronie pracowników, ludzi ubogich i wykluczonych nasz Związek będzie zdecydowanym przeciwnikiem każdego, kto w te prawa godzi. Nawet wobec ludzi, którym „Solidarność” kiedyś wiele zawdzięczała” – napisał Piotr Duda, w liście do uczestników WZDR Wielkopolska Południowa, które odbyło się 5 października 2012 w Ostrzeszowie.

Przewodniczący KK przypomniał, że działając w ten sposób związek realizuje pierwszy z sierpniowych postulatów, który głosił potrzebę niezależności ruchu związkowego od władzy i polityków. Dziękując Regionowi Wielkopolska Południowa za pomoc przy organizacji referendów, manifestacji oraz w pracach nad projektami ustaw, przewodniczący Duda życzył związkowcom „zbudowania siły potrzebnej do pokonania dzisiejszych problemów”.

Budować siłę związku, zlikwidować bezrobocie

– Polityka rynku pracy realizowana dziś przez władze publiczne nie zawsze
jest oparta na dialogu i współpracy z partnerami społecznymi – mówił przewodniczący regionu Jan Mosiński, oceniając, że dotychczasowa formuła funkcjonowania rad zatrudnienia uległa wyczerpaniu. – Zarząd Regionu podziela pogląd, że dla skutecznego zwalczania bezrobocia nie wystarczy dziś sam dialog społeczny. Niezbędne staje się pełne uczestnictwo w zarządzaniu funduszami na szkolenia oraz aktywizację bezrobotnych, parytetowy udział w strukturze zajmującej się podziałem środków
z Funduszu Pracy, itp. działania mające charakter partycypacyjny.

Jan Mosiński sporo uwagi poświęcił rozwojowi związku. Mówił o akcjach promocyjnych, podejmowanych w tych zakładach pracy, gdzie „S” nie ma jeszcze swoich struktur, a także o cyklu szkoleń dla związkowych liderów. Podkreślił,
że przed rokiem znacznie poszerzono zespół osób, które zajęły się w regionie
tą właśnie problematyką.

Wskazał też, że w stosunkowo krótkim okresie sprawozdawczym (od poprzedniego zebrania minęło 10 miesięcy), pracujący dla regionu prawnicy udzielili około tysiąca bezpłatnych porad prawnych, z których mogli korzystać nie tylko związkowcy czy struktury „S”, ale również bezrobotni mieszkańcy Kalisza i okolic.
Przy czym liczba ta nie obejmuje porad udzielonych przez telefon czy internet.

– Wciąż jeszcze nie doceniamy możliwej roli rad pracowników, należy również popracować nad komunikacją między strukturami w regionie, ale z pewnością warto być częścią tej siły, jaką jest NSZZ Solidarność – spuentował swe wystąpienie przewodniczący regionu.

Państwo psuje się od głowy

Połowa z sześciu przyjętych przez delegatów stanowisk negatywnie
oceniała niepokojące zjawiska w skali całego kraju, bo związkowcy doskonale wiedzą, że istotny wpływ na ich lokalne problemy i bolączki, na złe traktowanie pracowników
w południowej części województwa wielkopolskiego mają źle stanowione prawo
oraz fatalne wzorce sprawowania władzy, jakich w poczuciu całkowitej bezkarności dopuszcza się obecna ekipa rządząca, a za jej przykładem rzesza państwowych
i samorządowych urzędników.

Delegaci zgodnie zaprotestowali przeciwko antydemokratycznym, antywolnościowym przepisom, zawartym w zainicjowanej i podpisanej już przez prezydenta Komorowskiego nowelizacji ustawy o zgromadzeniach. Skrytykowali też arbitralny, całkowicie niezgodny z założeniami ustawodawcy sposób dysponowania funduszem pracy przez obecnego ministra finansów Rostowskiego, który używa tych środków finansowych jako jednego z narzędzi do zmniejszenia deficytu budżetowego.

Przekonanie, że solidarności z człowiekiem krzywdzonym nie wolno zamknąć
w granicach własnego regionu, znalazło wyraz w proteście przeciwko bezzasadnemu zwolnieniu kilku liderów „S” w urzędach skarbowych, w tym przewodniczącego Krajowej Sekcji Pracowników Skarbowych „S” Tomasza Ludwińskiego oraz członka
rady tej sekcji Jacka Cichego. „Brak reakcji resortu finansów na bezprawne działania pracodawcy traktujemy jako ciche przyzwolenie ze strony Jacka Rostowskiego na łamanie prawa i ograniczanie swobody działania związków zawodowych” – czytamy m.in. w przyjętym stanowisku.

Branże czy regiony

Spór rozgorzał dopiero podczas dyskusji nad wypracowaniem takiej struktury organizacyjnej związku, która w nowej rzeczywistości politycznej, społecznej, ale i gospodarczej, umożliwiłaby skuteczne działanie w obronie mocno dziś zagrożonych uprawnień pracowniczych, związkowych, a nawet obywatelskich. Czy należy odejść
od solidarnościowej tradycji i terytorialno-branżową strukturę związku zastąpić strukturą branżowo-terytorialną? A może warto (padały i takie propozycje) dopasować organizacyjny kształt „S” do struktur charakterystycznych dla transnarodowych firm
czy wielkich globalnych korporacji?

Uznając potrzebę pewnego wzmocnienia, a może i uporządkowania branż
w strukturze „S”, spierano się jednak z koncepcją obligatoryjnej przynależności wszystkich organizacji zakładowych związku do struktur branżowych. Podnoszono też zalety tzw. małych regionów.

– Ani radykalna zmiana struktury ani mnożenie w związku różnych jednostek organizacyjnych, nie ułatwią nam działania, mogą za to stać się wręcz przeciwskuteczne – mówiła Elżbieta Wdowczyk, sekretarz ZR Wielkopolska Południowa i ekspert Biura Konsultacyjno-Negocjacyjnego. – Możliwość zawierania porozumień i układów zbiorowych oraz uzgadniania regulaminów z pracodawcą mają organizacje zakładowe
i międzyzakładowe. Tylko one, przy obecnym stanie prawnym, mogą być partnerem dla pracodawcy. Natomiast strukturom branżowym, ważnym przy tworzeniu ponadzakładowych układów zbiorowych czy współkreowaniu polityki gospodarczej państwa, takie uprawnienia nie przysługują. Często też brakuje im partnera po stronie pracodawców, którzy raczej niechętnie się zrzeszają. Dlatego obowiązek przynależenia do struktur branżowych wydaje się niecelowy.

„Tygodnik Solidarność” nr 43, z 19 października 2012