strona główna arrow wywiady arrow Agentów mniej

Prowokacji nie wolno pozostawiać bez odpowiedzi, ale należy raczej odpowiedzieć w sposób, który prowokatora zaskoczy i udaremni jego plany – z GRZEGORZEM KOSTRZEWĄ-ZORBASEM, pracownikiem Instytutu Nauk Politycznych PAN, rozmawiają Antoni Zambrowski i Waldemar Żyszkiewicz

Agentów mniej

dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas_fot. Wikipedia


– W ubiegłym tygodniu wydalono z Polski dziewięciu pracowników ambasady rosyjskiej w Polsce. Czy wiadomo, kim oni są?


– Słyszałem rozbieżne informacje, wręcz sprzeczne. Według jednej, mieli to być dyplomaci wysokiego szczebla, według drugiej – pracownicy o randze od pierwszego sekretarza ambasady w dół. Jeśli tak, to należałoby raczej mówić o dyplomatach średniej i niskiej rangi. Nie wiem też, jakie działy ambasady rosyjskiej zostały tą decyzją dotknięte: polityczny, kulturalny, naukowo-techniczny czy handlowy. Pamiętam czasy, gdy szefem delegatury KGB na Polskę był radca handlowy. Mówię tu jeszcze
o dyplomacji sowieckiej, ale rosyjska – przejęła po niej praktycznie całą schedę.


– Dlaczego temu wydarzeniu nadano tak duży rozgłos?


– Faktów nie znamy, możemy natomiast sformować różne, dające się dobrze uargumentować hipotezy. Nazwijmy je scenariuszami. Według pierwszego z nich, Rosjanie przypuścili ofensywę szpiegowską na Polskę – nasilając oczywiście swe już wcześniej prowadzone działania – dlatego że Polska jako członek NATO ma dostęp do tajemnic Sojuszu, które są naprawdę atrakcyjne dla rosyjskich służb wywiadowczych. Ministerstwo obrony, sztab generalny, dowództwo wojskowe, po części także MSZ, kancelarie Premiera i Prezydenta, wreszcie także UOP i WSI – wszędzie tam pojawiają się sekrety NATO. I właśnie te instytucje, a zwłaszcza, jak sądzę, wojskowe, mogły zostać zaatakowane przez wywiad rosyjski. Scenariusz numer dwa kładzie raczej nacisk na zmianę w samej Rosji. Należy przecież pamiętać, że władzę sprawuje tam od września ub. r. jako premier, a od 1 stycznia br. jako p.o. prezydenta – oficer KGB Władimir Putin. Wprawdzie premierzy Primakow i Stiepaszyn wywodzili się z tej samej formacji, ale Putin przejawia wyjątkowo wielką energię i takież ambicje polityczne.
Poza tym, o ile Jewgienij Primakow przed przejściem do polityki miał dłuższy okres adaptacji, o tyle Putin w stylu i sposobie działania nadal bardziej przypomina oficera wywiadu niż polityka, co może być też przyczyną wspomnianej ofensywy
szpiegowskiej przeciw Polsce.


– A ten trzeci scenariusz?


– Zakłada on, że to była prowokacja ze strony rosyjskiej, że wspomniana wcześniej ofensywa wywiadowcza miała spowodować gwałtowną reakcję strony polskiej, aby w ten sposób utrudnić dalsze rozszerzanie NATO na Wschód. Amerykanie, ale także główne państwa zachodnioeuropejskie, mieliby się niejako przekonać, że ekspansja NATO jest nieopłacalna, ponieważ powoduje napięcia i skandale międzynarodowe, zakłócając pogodną atmosferę współpracy i partnerstwa. Wskazanie na najważniejszy z krajów przyjętych właśnie do Sojuszu jako na źródło takich zakłóceń byłoby zgodne ze strategicznymi interesami Rosji i dobrze świadczyłoby o dalekowzroczności oraz przebiegłości prowadzonej przez nią polityki. Warto zauważyć, że ten ostatni scenariusz wcale nie jest sprzeczny z dwoma pierwszymi:
one mogą być prawdziwe wszystkie naraz.


– W przypadku wariantu trzeciego zdecydowana reakcja polskich władz wychodziłaby niejako naprzeciw „zapotrzebowaniu” strony rosyjskiej.


– Prowokacji nie wolno pozostawiać bez odpowiedzi, ale należy raczej odpowiedzieć w sposób, który prowokatora zaskoczy i udaremni jego plany. Istnieją inne metody ukrócenia ofensywy szpiegowskiej. Np. kompromitacja publiczna, kontrolowany przeciek do mediów czy nagłośnienie sprawy poprzez debatę parlamentarną. Można też – już bez alarmowania opinii publicznej – rozgłosić takie fakty kanałami dyplomatycznymi, powiadamiając rządy i dyplomacje państw sojuszniczych.
I doprowadzić w ten sposób do powstania międzynarodowego nacisku, swoistego dyplomatycznego ostracyzmu. Istnieje cała gama skutecznych środków, myśmy zastosowali najbardziej radykalny. Tymczasem w sytuacji gry, nie warto pozbywać się od razu wszystkich atutów.


– Z tonu komentarza „Niezawissimoj Gaziety” wynika jednak, że wydalenie z Polski dziewięciu dyplomatów jest odpowiedzią na nasilone ostatnio działania wywiadu rosyjskiego?


– Takie nasilenie działalności miało z pewnością miejsce. Pytanie tylko, czemu miało służyć. Czy szło po prostu o zdobycie ważnych dla Rosjan informacji natowskich, czy np. raczej o uruchomienie agentów wpływu. W przypadku „tradycyjnych” działań szpiegowskich należy się spodziewać aresztowań i postępowań sądowych przeciwko polskim współpracownikom SWR, czyli dawnego KGB, oraz rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU.


– Ze skąpych wypowiedzi wynika, że nie szło tym razem o szpiegostwo wojskowe, ale polityczne i gospodarcze.


– Znane mi okoliczności sugerują jednak coś innego. Jedynym członkiem polskiego rządu, który w swym wystąpieniu przedstawił jakieś konkrety, był minister obrony narodowej Janusz Onyszkiewicz. Potwierdził on, że rosyjskie działania wywiadowcze przeciw Polsce nasiliły się z chwilą przystąpienia naszego kraju do NATO. Jeśli o tych wydarzeniach mówi szef resortu obrony, wiążąc je zarazem z naszą przynależnością do Sojuszu, to wnioski są dość oczywiste. NATO nie jest organizacją gospodarczą, a nasza integracja z natowskim przemysłem obronnym jest dotąd praktycznie żadna. Natomiast sekrety polityczne NATO stanowią tajemnicę Poliszynela. Ta analiza jako najbardziej prawdopodobny kierunek uderzenia rosyjskiego wywiadu wskazuje sprawy wojskowe. Ale trudno przesądzać sprawę, bo nie znamy przecież faktów.


– Na czym polegają niezgodne z prawem międzynarodowym, tzw. agresywne środki pracy operacyjnej, o których mówił Konstanty Miodowicz, w wywiadzie udzielonym PAP.


– Wszelkie szpiegostwo łamie prawo międzynarodowe. Natomiast jego rodzaje mogą być różne. Podstawowym celem działalności wywiadowczej jest wykradanie tajnych informacji, np. poprzez przekupstwo albo szantaż wobec urzędników państwowych czy oficerów różnych służb mundurowych, którzy mają dostęp do takich informacji. Zdobycie planów operacyjno-wojskowych to główna wygrana wywiadu tego rodzaju. Inną formą aktywności wywiadu jest pozyskiwanie i prowadzenie tzw. agentów wpływu, zdolnych do podjęcia działań, które mogłyby korzystnie zmienić politykę zagraniczną danego państwa. Jakimi decyzjami mieliby się teraz interesować rosyjscy agenci wpływu w naszym kraju? Polska jest pełnoprawnym członkiem NATO, tego się już nie odwróci, ale np. wycofanie lub zmniejszenie poparcia Polski dla dalszego rozszerzenia NATO na Wschód o kraje bałtyckie, Ukrainę czy Słowację – byłoby z punktu widzenia mocarstwowych interesów rosyjskich niezmiernie korzystne. Niech Polska zadowoli się tym, co sama osiągnęła, po co ma teraz pomagać innym państwom?


– Mogłoby też iść o zmniejszenie poparcia Polski dla czeczeńskich dążeń do niepodległości.


– Owszem. Polska jest krajem znanym z poparcia dla Czeczenii, właśnie u nas funkcjonuje kilka czeczeńskich instytucji, toteż ta problematyka jak najbardziej mogłaby się mieścić w hipotetycznej strategii rosyjskiej ofensywy wywiadowczej, która ma przecież miejsce. A wracając do pytania o metody, trzeci rodzaj działań to są tzw. operacje specjalne. Wynikają one z chęci bezpośredniego wpływania na bieg zdarzeń w kraju tak zaatakowanym. Podrzucanie fałszywych dokumentów, które miałyby zdestabilizować sytuację, kompromitowanie, a nawet zamachy na niewygodnych polityków. To są już skrajne, odrażające i zarazem najbardziej ryzykowne środki.
Nie sądzę, żeby Rosjanie posunęli się u nas aż tak daleko. Ale pan Miodowicz miał zapewne na myśli coś więcej niż tylko wykradanie informacji. Choć w historii światowych tajnych służb samo pozyskiwanie sekretnych informacji niejednokrotnie przybierało formy, które śmiało można zaliczyć do agresywnych.


„Tygodnik Solidarność” nr , ze stycznia 2000