strona główna arrow wywiady arrow Wejście w fazę niestabilności

Bojkot Euro to ukłon w stronę Rosji, prezent na inaugurację prezydentury Putina – z prof. WŁODZIMIERZEM MARCINIAKIEM, politologiem, kierownikiem Zakładu Porównawczych Badań Postsowieckich ISP PAN, rozmawia Waldemar Żyszkiewicz

Wejście w fazę niestabilności

prof. Włodzimierz Marciniak, Instytut Studiów Politycznych PAN_fot. Marcin Żegliński


– Nowy prezydent we Francji, kłopoty z utworzeniem rządu w Grecji, zmiana ekipy rządzącej w Rumunii, powrót Władimira Putina na najwyższy urząd Federacji Rosyjskiej. Czy to zapowiedź zmian na politycznej mapie Europy?


– Objęcie urzędu prezydenckiego przez Putina nie stanowi istotnej zmiany
w sensie polityczno-personalnym. Novum stanowią natomiast towarzyszące temu,
dość masowe jak na Rosję protesty, wcześniej przeciwko fałszerstwom wyborczym, teraz przy okazji inauguracji skierowane wprost przeciwko Putinowi. Wyniki wyborów parlamentarnych w Grecji zapowiadają dużą niestabilność polityczną, zwycięstwo Hollande’a nad Sarkozym wprowadza kolejną niewiadomą. Przypuszczenie, że Europa wchodzi w fazę poważniejszych zmian, wydaje się więc uzasadnione.



– Jak wybór François Hollande’a może wpłynąć na relacje Paryż-Berlin?
Czy Merkozy’ego zastąpi Merlande?


– Nie sądzę, aby politycy Francji i Niemiec byli gotowi do rezygnacji z form współpracy, które istniały między nimi do tej pory. Z pewnością można oczekiwać istotnej różnicy zdań dotyczącej paktu fiskalnego. Ale nie wiemy na razie, czy za deklaracjami składanymi w kampanii wyborczej faktycznie pójdzie korekta
francuskiego stanowiska w tej sprawie, czy Hollande będzie raczej kontynuował politykę Sarkozy’ego.


– Europa skręca w lewo. Czy ten przechył ma charakter kulturowo-polityczny, czy to skutek zmęczenia kryzysem i wyrzeczeniami?


– Raz idzie w lewo, raz w prawo, jak np. w Hiszpanii. Wahadło działa przeciwko ugrupowaniom utożsamianym z dotychczasową polityką. Kryzys gospodarczy, który z różnych względów mocniej dotyka krajów Południa Europy, jest z pewnością ważnym czynnikiem zmian. Dotąd, Francja uzgadniała z Niemcami restrykcyjną politykę finansową. Ale w pewnym momencie francuscy politycy, ze względu na narastające sprzeczności interesów, będą musieli powiedzieć dość polityce promowanej
przez Berlin. Pytanie, kiedy to nastąpi.


– Czy zmiana prezydenta we Francji wpłynie na przyszłoroczne szanse wyborcze kanclerz Merkel?


– Wszystko zależy od tego, czy Hollande zakwestionuje pakt fiskalny i w jakim stopniu uderzy to w autorytet Angeli Merkel. Nie tyle sam wybór socjalistycznego polityka, raczej jego przyszłe działania mogą sprawić, że wynik francuskich wyborów zostanie odczytany ideologicznie, zwiększając tym samym szanse niemieckich socjaldemokratów.


– Dlaczego właściwie Nicolas Sarkozy przegrał?


– Wypracowanie paktu fiskalnego było podszyte dość silnymi napięciami w stosunkach niemiecko-francuskich. Ale te sprzeczności skrywano i łagodzono, co mogło sprawić, że Francuzi ocenili byłego prezydenta jako polityka nadmiernie ustępliwego wobec Niemiec i kanclerz Merkel. Widziano w nim kogoś, kto wprawdzie manifestuje swą niezależność i pozuje na mocnego, wpływowego polityka, ale założonych celów nie osiąga.


– Gaskonada to coś bardzo francuskiego…


– … jednak Sarkozy’emu te puste gesty chyba zaszkodziły. Zbyt wielu zwolenników Frontu Narodowego uznało, że jego prawicowość to tylko polityczne przebranie i nie oddało na niego swych głosów w drugiej turze. Uwzględnienie nastrojów społecznych, które panują dziś we Francji, może sprzyjać większemu krytycyzmowi Hollande’a wobec paktu fiskalnego, choć trzeba pamiętać, że nowy prezydent jest entuzjastą integracji europejskiej.


– Ale może integracji bez elitarnych klubów oraz członkostwa
różnych kategorii?


– Pytanie, na ile to jest realna integracja, a na ile polityka narzucania swoich interesów przez Niemcy, stawiano podczas francuskiej kampanii. Ale sformułowań
o IV Rzeszy, jakie nieraz można znaleźć w prasie brytyjskiej, raczej nie przywoływano, więc szansa na współpracę między Paryżem a Berlinem wciąż chyba istnieje.


– Dlaczego Austria i Niemcy, od stulecia czyniące gesty w stronę Ukrainy, nagle w kontekście Euro 2012 zaczęły się od niej dystansować?


– Trochę to wygląda na ukłon wobec Rosji czy rodzaj prezentu na inaugurację prezydentury Putina, który wypowiadając się przeciwko bojkotowi, odegrał rolę przyjaciela Ukrainy. Dlaczego zdecydowano się na bojkot ukraińskiej części Euro 2012? Dlaczego zrobiono to właśnie w tym momencie? Od kilku dni nie znajduję przekonującej odpowiedzi na te pytania.


– Może naprawdę idzie o to, aby pomóc Julii Tymoszenko?


– Jestem przekonany, że to jedynie pretekst, przy całym szacunku dla humanitarnego aspektu tej sprawy i zrozumieniu trudnego położenia byłej pani premier, które przecież trwa już od miesięcy. Muszą być jakieś inne powody.


– Np. seria niedawnych wybuchów w Dniepropietrowsku?


– To byłby już znacznie bardziej przekonywujący motyw, bo przecież troska o zapewnienie bezpieczeństwa uczestników, gości oraz kibiców wielkiej międzynarodowej imprezy, powinna być absolutnym priorytetem. Zbyt mało jednak wiemy, o zdarzeniu w rodzinnym mieście Julii Tymoszenko, nie znamy jego sprawców ani motywów,
jakimi się kierowali, żeby formułować jakieś przekonujące hipotezy.


– Czy polityczny bojkot Euro może wepchnąć Ukrainę w ramiona putinowskiej Rosji?


– Nic na to nie wskazuje: Kuczma nie poszedł w tę stronę, nie zrobi tego również Janukowycz. Nie sądzę, aby na obszarze postsowieckim faktycznie występowały poważne tendencje prorosyjskie, rozumiane jako dążenie do daleko idącego zbliżenia z Moskwą, choć nie ulega wątpliwości, że dla wszystkich krajów postsowieckich Rosja jest ważnym partnerem w relacjach wzajemnych. Paradoksalnie, do tej pory w polityce więcej można tam było ugrać na antyrosyjskości…


– … dzięki zrozumiałym skądinąd resentymentom.


– Rzeczywisty problem krajów, które znalazły się poza Związkiem Sowieckim, tkwi raczej w znacznej trwałości sowieckiej czy może już postsowieckiej kultury politycznej, która w ostatnim czasie utwierdza się raczej niż zanika, w tym również
na Ukrainie.


– W czym się to przejawia?


– Cechą rosyjskiej polityki, przynajmniej od połowy lat 90. zeszłego stulecia,
są np. niewyjaśnione zamachy polityczne, do których dochodzi w różnych momentach, tak jak to miało choćby miejsce przed wyborami prezydenckimi w roku 1996.
Na Ukrainie wcześniej, aż do wybuchów w Dniepropietrowsku, nic takiego się nie zdarzało. Co oznacza, że nasz sąsiad upodabnia się do Rosji.


– Upodabnia czy jednak zbliża?


– Autorytarne reżimy w Astanie czy Taszkiencie raz mają z Rosją dobre stosunki, kiedy indziej bardzo napięte. Sytuacja szybko się zmienia, fluktuuje, obawiam się, że podobnie może być z Kijowem. Dlatego niepokoi mnie polityka UE, która nie tyle wpycha Ukrainę w objęcia Rosji, lecz raczej spycha w przeszłość, utrudniając przezwyciężenie dawnej, sowieckiej mentalności i postsowieckiego modelu sprawowania władzy w państwie.


– Czy bojkot Euro na Ukrainie, zapowiedziany przez wielu zachodnich polityków oraz dygnitarzy unijnych, wpłynie na polską część piłkarskich ME?


– Pomysł wielkiej imprezy sportowej, organizowanej wspólnie przez Ukrainę
i Polskę, miał stać się szansą do wytworzenia więzi między społeczeństwami naszych krajów, do zabudowania próżni kulturowej, instytucjonalnej i infrastrukturalnej, której obecność po latach komunizmu dotkliwie odczuwamy wciąż po obu stronach granicy.


– I to się udało?


– Nie, skądże. Już dziś, na parę tygodni przed pierwszym gwizdkiem, możemy powiedzieć, że z tego punktu widzenia projekt Euro zakończył się całkowitym fiaskiem. Do zbliżenia między ludźmi nie doszło, ani jeden wspólny projekt infrastrukturalny
nie został w tym czasie zrealizowany, nie udało się nawet ucywilizować sytuacji
na przejściach granicznych. Więc bojkot niczego nie zmieni, najwyżej unaoczni
i symbolicznie potwierdzi istnienie tej próżni.


– Władimir Putin zaczyna trzecią kadencję prezydentury. Czy jego powrót w scenerii przypominającej intronizację carów zapowiada zmianę
czy raczej kontynuację tego, co było dotąd?


– Samą inaugurację, nieco imperialną w stylu, można uznać za rodzaj sukcesu, choćby ze względu na zainteresowanie mediów. Zaproszeni goście przybyli, nikt kremlowskiej fety nie zbojkotował, ale oczywiście nie ma mowy o tym rodzaju międzynarodowej sympatii, która towarzyszyła inauguracji drugiej kadencji Jelcyna
w 1996 roku. Trzeba jednak zaraz dodać, że nigdy dotąd obejmowaniu władzy przez prezydenta Federacji Rosyjskiej nie towarzyszyły tak znaczące, uporczywe społeczne protesty, nie tylko w Moskwie, ale też w wielu innych miastach Rosji.


– Antyputinowskie demonstracje bywały już wcześniej…


– …ale dotąd zwykle organizowały je ugrupowania polityczne. Oczywiście,
w obecnych protestach partie opozycyjne też biorą udział, ale trzon protestujących stanowią ludzie oburzeni bezczelnością reżimu, nieformalne grupy obywateli, stowarzyszenia. Przeciwko Putinowi zwracają się nawet ci, którzy zajęci zarabianiem pieniędzy, polityką dotąd się nie interesowali. Zjawisko przyjmuje formę ruchu społecznego, a protesty zapoczątkowane w grudniu ubiegłego roku, przeciwko sfałszowaniu wyborów parlamentarnych, po marcowej reelekcji Putina rozlały się
na cały kraj i trwają, choć nowy lokator już urzęduje na Kremlu.


– Wyborów prezydenckich chyba nie trzeba było fałszować.


– Z pewnością obeszłoby się bez dosypywania głosów, ale reżim Putina nie toleruje jakiegokolwiek ryzyka. Oni chcą mieć pewność, dlatego uciekają się do wyborczych fałszerstw, dlatego też na parę godzin przed inauguracją centrum Moskwy zostało opróżnione z ludzi. Nie tylko z uczestników protestów, ze wszystkich ludzi. Znamienna jest zwłaszcza akcja OMON-u, który rozgonił spokojnych gości jednej
z moskiewskich restauracji.


– Tak się nie zdobywa zwolenników.


– Za to łatwiej o wrogów. Analitycy sądzą, że stan bezperspektywicznej stagnacji, który do niedawna utrzymywał się w Rosji siłą bezwładu, wkrótce może wymagać stosowania ostrych policyjnych represji. Przez pierwszą dekadę swych rządów Putin kupował spokój społeczny za cenę wyraźnego wzrostu poziomu życia. Kryzys to przyhamował. A przecież wiadomo, że to nie bieda, lecz zawiedzione nadzieje na poprawę są źródłem radykalizmu i politycznych żądań. Pytanie, kiedy Putinowi zabraknie środków niezbędnych dla podtrzymywania stabilności systemu.




Wypracowanie paktu fiskalnego było podszyte silnymi napięciami w stosunkach niemiecko-francuskich.
Skrywanie i łagodzenie tych sprzeczności mogło przeszkodzić Sarkozy’emu w reelekcji.



Cechą rosyjskiej polityki od połowy lat 90. zeszłego stulecia, są niewyjaśnione zamachy polityczne, tak jak to miało miejsce przed wyborami prezydenckimi w 1996 roku. Na Ukrainie, aż do wybuchów w Dniepropietrowsku, nic takiego się nie zdarzało.



Nigdy dotąd obejmowaniu władzy przez prezydenta Federacji Rosyjskiej nie towarzyszyły tak znaczące społeczne protesty w wielu miastach Rosji. Przeciwko Putinowi zwracają się nawet ci, którzy zajęci zarabianiem pieniędzy, wcześniej się polityką nie interesowali.

„Tygodnik Solidarność” nr 22, z 25 maja 2012