strona główna arrow na gorąco arrow Trzydzieści lat później

13 grudnia 2011

Trzydzieści lat później

Późnym wieczorem, chyba już niewiele przed północą, oglądaliśmy w telewizji występ jakiegoś eksperymentalnego zespołu baletowego. Czarno-biały obraz, ekspresja tancerzy – amatorów, o ile pamiętam – dość ponura, bliska stylistyce dance macabre, więc gdy obraz nagle w pół taktu, czy może raczej w pół baletowego pas zniknął
z ekranu, bez żalu wybraliśmy się na nocny spacer.

Zima była regularna. Kilka stopni mrozu, trochę śniegu. Czyste, chłodne powietrze. Retoryka, Felicjanek, Smoleńsk, Planty. Tradycyjna rundka wokół opustoszałego już
i cichego Rynku Głównego. Na wysokości Szarej Kamienicy minął nas wolno jadący gazik. Nic nadzwyczajnego, takie nocne przejazdy milicji wokół rynku to w latach PRL-u była rutyna, więc pewnie bym o tym dziś nie pamiętał, gdyby nie jeden szczegół:
na ciemnozielonej burcie pojazdu widniały stylizowane litery ŻW.

Było cicho, spokojnie, gdy gdzieś około pierwszej kładłem się spać. Od Zarządu Regionu dzieliło mnie w prostej linii mniej niż sto metrów, ale niczego nadzwyczajnego nie zauważyłem. Czy tamtej nocy w oknach BIPS paliło się jeszcze światło? Nie pamiętam.

Rano wpadła z krzykiem sąsiadka: „Co, nic nie wiecie? Wojna!”. Siedziba pobliskiego Zarządu Regionu była zajęta, częściowo chyba opróżniona z dokumentacji…

Jednak w staromiejskiej części Krakowa zewnętrznych objawów wojny polsko-jaruzelskiej, tego zduszenia życia przez złowrogie regulacje dekretu o stanie wojennym nie było jeszcze prawie widać. Owszem, natrętny monolog posiadacza ciemnych okularów dobiegał z radia i telewizora, ale nastrój tamtego poranka przede wszystkim zdominował głód wiarygodnych informacji o tym, co się naprawdę stało. Telefony nie działały, dlatego opowieści kto wpadł, kogo zatrzymano, a komu szczęśliwie udało się uniknąć internowania, musiały wędrować z ust do ust.

Wkrótce po pierwszym szoku na ulicach miasta pojawili się ludzie, wielu ludzi. Ruch
w godzinach południowych był tego dnia większy niż zazwyczaj w niedzielę w okolicach śródmiejskich kościołów, gdy krakowianie, jedni odświętnie ubrani wychodzą już po mszy, a inni dopiero na nią podążają. Na Rynku Głównym i w przylegających doń ulicach widziałem wiele osób. Ale prawie żadnych spacerowiczów.

Tak, to był całkiem inny dzień. Żadnych spacerów po A-B, ani tradycyjnych przechadzek po Plantach czy dłuższych rodzinnych wypraw na nadwiślański bulwar
pod Wawelem. Nie słyszało się niedzielnego rozgwaru, świątecznego ożywienia, niefrasobliwości. Tego dnia w oczach przechodniów już z daleka można było dostrzec ogromny znak zapytania. Po której jesteś stronie? Z nami czy z nimi?

W wąskich ulicach Starego Miasta ludzie mijali się, popatrując po sobie w milczeniu. Przeważał krok szybki, zdecydowany, jakim idzie się na ważne spotkanie. Albo zdąża gdzieś w pilnej sprawie. W oczach mijanych osób był niepokój, ale i nadzieja. Niema prośba o odrobinę otuchy, o słowo wsparcia, o jakiś gest ku pokrzepieniu zbolałych serc.

To było całkiem inne miasto niż jeszcze wczoraj, niż przez kilkanaście ostatnich miesięcy. Zaskoczone, zranione, zbite z tropu, ale przecież nie do końca… Hejnalista oznajmił godzinę trzecią po południu. Szedłem właśnie Wiślną w stronę filharmonii, gdy nagle gdzieś na wysokości Gołębiej znalazł się przy mnie młody człowiek, raczej nauczyciel akademicki niż student, i szybkim, zdecydowanym gestem podał mi, prawie wcisnął
w dłoń, którą ku niemu wyciągnąłem, złożoną kartkę maszynopisu.

Idąc przed siebie, schowałem ją do kieszeni. Dopiero po kilku minutach, upewniwszy się, że nikt postronny się mną nie interesuje, wyjąłem z kieszeni zadrukowany papier.
I rozłożyłem, prostując zagniecenia. To było coś bardzo cennego. Pierwsza ulotka dotycząca stanu wojennego w Krakowie.


Milicja i ZOMO otaczają Rynek Główny 13 maja 1982 roku_fot. Stanisław Markowski


Kraków


Operację „Jodła” rozpoczęto w Krakowie w sobotę o 23.30, razem z blokadą połączeń telefonicznych. Przed godziną 21 grupom mającym dokonywać internowań wydano łomy.
W nocy została zajęta siedziba Zarządu Regionu „S”,
przy Alei Krasińskiego. Zagarniętej wówczas dokumentacji związkowej do dziś nie zwrócono. 13 grudnia 1981
w regionie Małopolska zatrzymano 163 osoby, w Krakowie
z zaplanowanych 147 osób, udało się wtedy pochwycić tylko 83 osoby. Do 24 grudnia internowano w Małopolsce 354 osoby, ale z łącznie ze związkowcami z delegatur ZR „S”
w Jaśle, Wadowicach i Oświęcimiu liczba internowanych sięgnęła 430 osób.

Protesty i strajki przeciwko stanowi wojennemu objęły
w regionie 40 zakładów pracy. Około 2, 5 tysiąca osób strajkowało w Telpodzie, strajkowali pracownicy Armatury. Na AGH protestowało 400-500 pracowników i studentów. Największym ogniskiem oporu w regionie była jednak Huta im. Lenina, gdzie w strajku wzięło udział 8–10 tys. pracowników. KRH „S” przekształciła się w Komitet Strajkowy, z Mieczysławem Gilem, Stanisławem Handzlikiem, Edwardem Nowakiem i Władysławem Hardkiem na czele, przejmując na siebie obowiązki spacyfikowanego ZR „S”. W 11 krakowskich zakładach pracy strajki rozbijało ZOMO. W kombinacie HiL, do sforsowania bram użyto czołgów. Po brutalnym zdławieniu oporu hutników 16 grudnia akcje strajkowe w Małopolsce wygasły. Od pierwszych dni zaczęły jednak powstawać struktury konspiracyjne „S”. Już 14 grudnia trzech prawników z UJ – Tomasz Gizbert-Studnicki, Krzysztof Płeszka i Tomasz Strzelczyk – sporządziło ekspertyzę dowodzącą, że stan wojenny został wprowadzony z naruszeniem obowiązującego w PRL porządku prawnego.



Kielce


Członków ZR Świętokrzyskiego „S” oraz liderów związkowych z największych zakładów w regionie zatrzymano jeszcze przed północą w ośrodku szkoleniowym pod Kielcami, gdzie odbywały zajęcia w prowadzonej przez prof. Juliusza Brauna seniora (ojca obecnego prezesa zarządu TVP) wyższej szkole dla związkowców. 87 osób, przewiezionych zaraz do aresztu śledczego w Kielcach, stanowiło jednak tylko połowę z zaplanowanej liczby.
Do końca grudnia w województwie kieleckim internowano 312 osób, a ogólna liczba internowanych z Regionu Świętokrzyskiego wyniosła 367 osób.

Poza trzydniowym strajkiem okupacyjnym (13–15 grudnia 1981), przeprowadzonym przez pracowników Huty im. Marcelego Nowotki w Ostrowcu Świętokrzyskim, w regionie nie odnotowano większych protestów. Próby strajkowe podjęto również w Kieleckich Zakładach Wyrobów Papierowych, Kieleckim Kombinacie Budowlanym, „Wólczance I” w Ostrowcu Świętokrzyskim oraz ZM „Predom-Mesko” w Skarżysku-Kamiennej.