strona główna arrow publicystyka arrow polityka historyczna arrow Kompendium dwuznaczne historycznie

Pokaźny, pełen źródłowych informacji tom wzbogaca wiedzę
o powojennej Polsce. Ale może też utrwalić kreowany dziś w świecie stereotyp, że jako naród „sprawców” zasłużyliśmy sobie na swój
marny los.

Kompendium dwuznaczne historycznie


Witold Sienkiewicz, 58-letni historyk i redaktor wydawnictwa Demart, przygotował rodzaj historycznego atlasu, kompendium czy też vademecum, w którym niespełna siedemdziesiąt lat najnowszej historii Polski przedstawił w odmiennej niż tradycyjna formie,
z naciskiem na wizualizację prezentowanych treści. „Mapy
i graficznie ujęta statystyka stanowią podstawę niniejszej książki. Uzupełnione o komentarze
oraz materiał fotograficzny dają różnorodny obraz najnowszych dziejów naszego kraju” – pisze
we wstępnym słowie autor książki.

Ciekawych, atrakcyjnie podanych materiałów źródłowych
jest w jego opracowaniu naprawdę sporo: mapy, tabele, diagramy, wykresy, dokumenty, kalendaria, zdjęcia, plakaty, wycinki z prasy itp. Natomiast zastrzeżenia budzi niejednokrotnie komentarz historyka. Usterki zapisu – charakterystyczne dla składu komputerowego – powstały pewnie w wyniku przeredagowywania i skracania pierwotnej wersji tekstu. Ale błąd ortograficzny na tylnej okładce tomu nie powinien się był przydarzyć.

Poważniejsze zarzuty trzeba jednak postawić ogólnej wymowie odautorskiego tekstu. Historyczne kompendium Sienkiewicza gubi bowiem rzetelne proporcje, przyjmując – nie wiem, świadomie czy mimowolnie – postmodernistyczną perspektywę w opisie faktycznych relacji między polską większością narodową a zamieszkałymi w Polsce mniejszościami etnicznymi. Taka optyka, często wbrew niekwestionowanym faktom, działa na korzyść promowanych dziś w oficjalnym dyskursie mniejszości. A uwagę czytelnika bardziej niż losy etnicznych Polaków absorbują problemy innych obywateli. Można by z tej lektury wnosić, że już w PRL udało się przybliżyć ideał społeczeństwa multi-kulti. Wprawdzie relacje Polaków z Niemcami, Ukraińcami, Żydami, by poprzestać na wyliczeniu trzech najliczniejszych mniejszości, są lapidarnie omawiane „od samego początku”, ale odbywa się to w sposób, który głównie eksponuje przewiny strony polskiej oraz cierpienia strony przeciwnej.

Czytelnik uważny z mnogości informacji zawartych w opracowaniu Sienkiewicza potrafi sobie zrekonstruować ciekawy obraz, wykraczający poza schematy peerelowskiej historiografii. Jeśli zdoła np. skojarzyć wzmiankę o nieśpiesznej zaraz po wojnie emigracji do Izraela, która po mordzie dokonanym na grupie Żydów w Kielcach nabrała znacznej dynamiki, z reprodukowanym w tomie wycinkiem z „Dziennika Ludowego” (organu PSL) o aresztowaniach w kierownictwie kieleckiego UB, to może dostrzeże socjotechniczny wymiar tamtej tragedii. W komentarzu tego się jednak nie doczyta.

Niemiecką ludność cywilną po 1939 przemieszczano wiele razy: najpierw na polecenie Hitlera, w ramach realizacji planu powiększenia terytorium III Rzeszy, później w wyniku decyzji alianckich mocarstw. Ale czytelnik historycznego kompendium Sienkiewicza z pewnością najlepiej – bo to fakt mało dotąd znany – zapamięta tzw. dzikie wypędzenia ludności niemieckiej, których w czerwcu i lipcu 1945 dokonywało polskie wojsko. A przecież wiadomo, co to było za wojsko, kto nim dowodził i mógł podejmować tak ważne decyzje (autor w innym miejscu nawet o tym pisze), ale dla młodych czy dla czytelnika zagranicznego taki cytat z Sienkiewicza nieuchronnie już skojarzy cierpienia Niemców podczas „dzikich wypędzeń” z działaniami wojska polskiego.

Najgorzej poszło chyba Sienkiewiczowi z wyważeniem opisu relacji polsko-ukraińskich. Czytelnik jego opracowania nie dowie się, że Stefan Bandera stał za zamordowaniem (sprzyjającego Ukraińcom) ministra Bronisława Pierackiego ani nie pozna strasznych zasług „Tarasa Czuprynki”, choć portrety wszystkich trzech osób znajdzie w książce. Przeczyta za to, że „w latach 1943–1944 grupy nacjonalistów ukraińskich, głosząc program depolonizacji coraz bezwzględniej krwawo zwalczały Polaków, zwłaszcza na Wołyniu” (s.338). Podpis pod zdjęciem na tej samej stronie informuje wprawdzie, że te ataki „przerodziły się w masowe mordy ludności polskiej o charakterze czystek etnicznych”, ale został on wydrukowany maleńką kursywą. Natomiast na s. 342 już ponownie w autorskim tekście czytamy, że „oddział poakowski i polska samoobrona dokonała rzezi ukraińskich mieszkańców Pawłokomy”. Czy można to uznać za sprawiedliwy opis tamtych strasznych wydarzeń?



Witold Sienkiewicz, „Polska od roku 1944. Najnowsza historia”, Wydawnictwo Demart SA, Warszawa 2012 (sic!).

„Tygodnik Solidarność” nr 48, z 25 listopada 2011