strona główna arrow na gorąco arrow Verba indicta

7 czerwca 2011

Verba indicta

Miałem honor i przywilej znać Jerzego Narbutta przez kilkanaście ostatnich lat. Poznaliśmy się wkrótce po moich przenosinach do Warszawy. Charakterystyczne,
że z krakowskiej perspektywy Pan Jerzy, długoletni współpracownik ”Tygodnika Powszechnego”, a później „Ładu” – nawet, a może zwłaszcza po roku 1989 – pozostawał postacią praktycznie nieznaną.


Pan Jerzy został pochowany 6 czerwca 2011 w grobie rodzinnym na Cmentarzu Katolickim na Woli

Jego publicystyka, precyzyjnie diagnozująca stan rzeczy, krytyczna wobec błędnych decyzji polityków okresu tzw. transformacji, która w istocie była konserwowaniem struktur władzy neo-PRL-u w nowych, „burżuazyjnych” dekoracjach, stanowiła przejmujące ostrzeżenie przed krachem państwowości oraz kradzieżą polskiej solidarnościowej rewolucji przez niedawnych rewizjonistów marksizmu, którzy dziś przemienili się zazwyczaj w piewców neognozy, neoliberalizmu, neokonserwatyzmu
czy neomillenaryzmu.

Jego felietony, a właściwie raczej zminiaturyzowane eseje mogły i powinny być ozdobą każdych łamów w Polsce. Ale znaleźć je można było jedynie w „Ładzie”, kierowanym przez Jerzego Skwarę, a także przez pewien czas w „Naszej Polsce” oraz „Tygodniku Solidarność”.

Ewangeliczne tak-tak, nie-nie właściwe postawie intelektualnej i praktyce pisarskiej Jerzego Narbutta okazywało się w wolnej Polsce, deklarującej ideały wolności słowa, mową jednak zbyt twardą. Odczuł to na własnej skórze Autor „Sporów o słowa, sporów o rzeczy”, gdy w spokojnie i rzetelnie wyłożył racje przeciw niewydarzonemu pomysłowi krakowskich polonistów, żeby Czesława Miłosza, który na polskość
i religijność wiele razy głośno grymasił, położyć w narodowym panteonie Polaków
na krakowskiej Skałce. Z kolei współpraca z częstochowskim tygodnikiem „Niedziela” skończyła się właściwie na starcie, gdy poproszono Narbutta o złagodzenie tekstu zawierającego ostrą, ale rzeczową krytykę arcybiskupa Życińskiego, bo ani ingerencji
w swoje teksty, ani ideowych kompromisów pisarz po prostu nie tolerował.

Nieobecność zdyscyplinowanej logicznie, przenikliwej, wyczulonej na sacrum
i przepełnionej miłością ojczyzny myśli Jerzego Narbutta w szerokim obiegu intelektualnym i czytelniczym niesłychanie zubaża polską kulturę XXI stulecia.
Dlatego właśnie teraz, gdy Autora słów do hymnu Solidarności nie ma już wśród nas, gdy w chwili ziemskiego z Nim pożegnania choć na chwilę wynurzamy się z rwącego potoku codzienności – trzeba sięgnąć do jego pism, na szczęście w większości utrwalonych drukiem i opublikowanych przez katowickie wydawnictwo Unia.

Tak, z pewnością warto dziś ponowić lekturę rzeczy znanych i sięgnąć po te nieprzeczytane jeszcze książki Narbutta. W prawdziwej, wyśnionej Rzeczypospolitej,
w Niepodległej Polsce, którą Autor „Ostatniej twarzy portretu” od dziecka ukochał
i o której później przez całe swe dorosłe życie marzył, subtelne rozpoznania naszej współczesności, strofy mądrościowych wierszy oraz piękna fraza Narbuttowej prozy
– z pewnością zostaną docenione. A gdy jeszcze tej świetnej twórczości zdołamy utorować drogę do rzesz młodych Czytelników, wtedy ponownie znajdziemy się w prawdziwej Polsce.