Znalazła się metafora na arcyredaktora. Trudno chyba lepiej opisać powody procesu, jaki Agora wytoczyła Rymkiewiczowi.

Michnik kontra Rymkiewicz

Chory proces

Po rozprawie autor rozmawia z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem. Obok syn poety Wawrzyniec, za nim reżyser Grzegorz Braun_fot. Bogdan Krawczyk

Przed salą rozpraw numer 219, w której dla publiczności jest zaledwie kilka, najwyżej dziesięć miejsc, 17 marca 2011 zrobiło się naprawdę ciasno. Nie mniej niż 250 osób, w tym wielu dziennikarzy i ludzi kultury, z racji zawodu zainteresowanych stanem wolności słowa w Polsce, tłoczyło się w korytarzu gmachu stołecznych sądów przy Alei Solidarności. Byli m.in. pisarz Marek Nowakowski, tłumacz
i eseista Lech Jęczmyk, reżyser Maria Dłużewska, publicysta Andrzej Tadeusz Kijowski, bard Paweł Piekarczyk. Ale też wielu czytelników, którym najwidoczniej los autora „Kinderszenen”, „Samuela Zborowskiego” czy „Zachodu słońca w Milanówku” nie jest obojętny.

– Co to tyle ludzi przyszło dzisiaj? – dziwił się około godziny jedenastej jeden
z funkcjonariuszy straży sądowej. – Jakiś Rymkiewicz się sądzi – usłyszał w odpowiedzi
od swego kolegi.

Chęci tak licznego uczestniczenia w procesie nie uwzględniło chyba kierownictwo stołecznego Sądu Okręgowego, lokując wokandę: koncern wydawniczy Agora przeciwko Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi – w bardzo małym pomieszczeniu. Skutki było widać: nawet strony miały kłopot z wejściem do sali rozpraw. Żonie poety w ogóle się to nie udało. Drzwi szybko zostały zamknięte,
a nominalnie jawne postępowanie w praktyce stało się utajnione.

Nic dziwnego, że pod salą doszło do manifestacji niezadowolenia z decyzji sądu oraz poparcia dla Rymkiewicza, które znalazło wyraz w serii głośno skandowanych haseł: „większa sala”, „jawność procesu”, „wolność słowa”, „wolność poety”. Nie obyło się
bez nieprzyjaznych sformułowań wobec Adama Michnika, postrzeganego jako inicjator działań Agory przeciwko swobodzie wyrażania opinii w polskiej debacie publicznej.

Na krótko przed końcem postępowania część oczekujących weszła ostatecznie do środka, ale po kilku prośbach pozwanego wycofała się na korytarz.

– Dzisiejsze sceny, mało chwalebne, choć o dużym ładunku dramatyzmu, co jest korzystne dla filmu, dobrze ilustrują stan wymiaru sprawiedliwości w Polsce – ocenił reżyser Grzegorz Braun, który z ekipą filmową rejestrował przebieg zdarzeń.

Do ugody, którą sugerowała sędzia Małgorzata Sobkowicz-Suwińska, nie doszło. Termin następnej rozprawy: 7 lipca br. o godzinie 9.

– Zgłosiliśmy kandydatów na świadków, jednak sąd nie podjął jeszcze decyzji
w tym zakresie – powiedział „Tygodnikowi Solidarność” po rozprawie Sławomir Sawicki, pełnomocnik pozwanego poety. – Był również wniosek o większe pomieszczenie,
ale jest zapowiedź kontynuacji procesu w tej samej sali.

Jarosław Marek Rymkiewicz dziękował za wsparcie wszystkim obecnym. Mówił też o apelu podpisanym przez 44 polskich poetów różnych pokoleń i poetyk.

– Jestem głęboko poruszony poparciem poetów, tym bardziej że nie wszyscy
z nich podzielają przecież moje poglądy. Tu zwyciężyła chyba nie tylko solidarność korporacyjna, ale przede wszystkim taka, którą trzeba nazwać solidarnością polską – oświadczył.



Po usunięciu krzyża sprzed pałacu prezydenckiego,
w sierpniu 2010, Rymkiewicz, dawny laureat literackiej nagrody Agory, pisze na łamach „Gazety Polskiej”,
że redaktorzy „Gazety Wyborczej”, którzy są „duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski”, chcą „żeby Polacy wreszcie przestali być Polakami”. Dlaczego to
robią? Bo – zdaniem poety – „wychowano ich tak, że muszą żyć w nienawiści do polskiego krzyża”.

Agora domaga się, aby poeta przeprosił za „absurdalne insynuacje”, Rymkiewicz odmawia. Wtedy spółka kieruje pozew do sądu, żądając przeprosin na łamach „Gazety Polskiej” za „nieprawdziwe, zniesławiające, obraźliwe zarzuty i sugestie”.

„Tygodnik Solidarność” nr 13, z 25 marca 2011