strona główna arrow varia arrow Przestawiła zwrotnice historii

Książka jest próbą przywrócenia Annie Walentynowicz należnego jej miejsca na kartach polskich dziejów – deklaruje autor pozycji biograficznej, równie niezwykłej jak jej bohaterka. Szacunek dla prawdy historycznej, dociekliwość i przenikliwość badacza, ale też nieskrywany podziw
dla portretowanej stanowią o walorach najnowszej publikacji
Sławomira Cenckiewicza.

Przestawiła zwrotnice historii

Sławomir Cenckiewicz_Anna Solidarność_okładka pierwszej pełnej biografii Anny Walentynowicz

Ponad 750 stron druku, z czego jedną trzecią stanowi wybór źródeł dokumentujących inwigilację Anny Walentynowicz przez policję polityczną PRL. Ponadto kilkadziesiąt nienumerowanych stron z ciekawym materiałem ikonograficznym. I płyta z archiwalnym nagraniem spotkania w maju 1981 z wrocławską „S”. Imponująca bibliografia przedmiotu, indeks nazwisk i pseudonimów. Już pierwsze spojrzenie
na okazały tom, opublikowany przez poznańskie Wydawnictwo Zysk i S-ka, przekonuje, że mamy do czynienia z czymś naprawdę niecodziennym.

Z podziwem, ale nie na klęczkach

historyk Sławomir Cenckiewicz_fot. Tomasz Gutry

Autor, który mimo młodego wieku jest cenionym historykiem o znaczącym
i nagradzanym dorobku naukowym, przyznaje we wstępie, że z zamiarem napisania książki o Walentynowicz nosił się od kilku lat. Wielkość i symboliczny już
za życia wymiar tej postaci, podobnie jak jej nieuchronne wpisywanie się w spory
o kształt tworzącej się na naszych oczach współczesności, z pewnością jednak takiego zamiaru nie ułatwiało.

„Uznałem, że najlepszą metodą zaprezentowania biografii Anny Walentynowicz będzie formuła biografii pretekstowej – erudycyjnej, analitycznej
i informacyjnej, kreślącej portret człowieka nie tylko na tle konkretnej epoki,
ale również środowiska pracowniczego czy grupy społeczno-politycznej” – tłumaczy Sławomir Cenckiewicz.
„Nie ma biografii Walentynowicz bez Stoczni Gdańskiej, Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, Sierpnia ’80 i Solidarności. Nie ma jej również bez środowiska Joanny i Andrzeja Gwiazdów, których poglądy Walentynowicz podzielała i przyjmowała często za własne. (…) Fragmentem tej samej opowieści o Annie Walentynowicz jest jej konflikt z Lechem Wałęsą. Do pewnego stopnia są to przecież biografie równoległe, niezwykle silnie ze sobą powiązane” – pisze autor, wyjaśniając zasadę konstrukcyjną swej książki i uzasadniając jej podtytuł: Życie i działalność Anny Walentynowicz na tle epoki (1929–2010).

Anna Walentynowicz, z domu Lubczyk, urodziła się 15 sierpnia 1929 w Równem na Wołyniu. Los nie oszczędził jej cierpień ani goryczy. Dziesięcioletniej dziewczynce wojna, zaraz w 1939, odebrała oboje rodziców. Starszy brat Andrzej zaginął w Sowietach, do dziś nie wiadomo, gdzie został pochowany. Ludzie, którzy zaopiekowali się Anią, szybko dali jej poznać smak tego, co współcześnie nazywamy niewolniczą pracą dzieci. Być może jednak dzięki temu przetrwała wojenny czas, znalazła się
w znacznie okrojonej terytorialnie Polsce i trafiła do Gdańska. Miasta, w którym
jej osobisty los splótł się nierozerwalnie z polskim losem zbiorowym.

Od Hanki Proletariuszki do Anny Solidarność

Młodziutka Anna Lubczyk, nawykła do najcięższej pracy, trudnych warunków życia oraz wyrzeczeń, zawsze ofiarna, ufna i chętna do pomocy, przodownica pracy
i działaczka Ligi Kobiet, była przez kolegów z pracy postrzegana jako Hanka Proletariuszka, stając się niemal ikoną socjalistycznej propagandy. Ale ponieważ,
oprócz gotowości niesienia ludziom pomocy oraz skłonności do poświęceń, zachowała hart ducha, odwagę i wyczulenie na najmniejszy przejaw fałszu, zaczęła wkrótce sprawiać kłopoty: kierownictwu w stoczni, działaczom CRZZ, partyjnym propagandystom. Aż wreszcie, na polecenie władz, zainteresowała się nią bezpieka.

Spotkanie z grupą działaczy Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża było
dla Anny, po mężu już Walentynowicz – znanej z nonkonformistycznej postawy
i szanowanej przez kolegów ze stoczni za pracowitość, uczciwość, uczynność oraz odwagę – nowym ważnym doświadczeniem życiowym. Dla osoby, której edukację formalną wojna zakończyła na czwartej klasie, wejście w środowisko działaczy WZZ stało się czymś w rodzaju uniwersytetu, znacznie przyśpieszając jej społeczne
oraz polityczne dojrzewanie.

Po sierpniowym strajku w 1980, który wybuchł w proteście przeciwko bezprawnemu zwolnieniu Walentynowicz ze stoczni i który – już po zakończeniu go przez Lecha Wałęsę – dzięki determinacji dwóch kobiet: właśnie Walentynowicz
oraz Aliny Pienkowskiej został podtrzymany, nazwano Panią Annę „matką Solidarności”, słusznie widząc w niej współtwórczynię nowego, niezależnego od komunistów ruchu związkowego w Polsce. Ale przed rokiem, przemawiając w Pałacu Prezydenckim podczas obchodów 80. rocznicy urodzin Anny Walentynowicz, jej dawny kolega
z WZZ Krzysztof Wyszkowski niezłomną i skromną jak zawsze jubilatkę nazwał
po prostu Anna Solidarność.

Zdrapywanie lukru, zabliźnianie ran

Dzięki ogromnej kwerendzie, krytycznej analizie źródeł (w tym, licznych relacji) oraz nienagannemu warsztatowi badawczemu, praca Cenckiewicza pozwala uważnemu czytelnikowi przebić się przez publicystyczne stereotypy, a niekiedy i fałsze historiografii, w opisie naszych dziejów najnowszych. Okazuje się choćby, że nawet z tą pierwszą mszą podczas sierpniowego strajku, jakże ważną nie tylko dla morale strajkujących,
ale i późniejszego etosu „S”, wcale nie było tak gładko, jak się zwykło potocznie uważać. To tylko jeden z wielu przykładów.

Pracę Cenckiewicza można jednak też czytać jako opowieść o intrygujących ludziach i ważnych czasach, z pominięciem licznych przypisów, adresów bibliograficznych, komentarzy do źródeł. I wtedy, podczas wartkiej lektury, staje nam przed oczami postać wielkiego ducha, choć nikłej postury, która dzięki elementarnej wierności zasadom, wyznawanej wierze i przywiązaniu do prawdy potrafiła, wespół
z innymi, przestawić zwrotnice powojennej historii Polski.

Podobnie jak pracowite, poświęcone innym życie, rangę symbolu osiągnęła też śmierć Pani Anny w drodze do Katynia, gdzie chciała oddać hołd pomordowanym, również swemu bratu, którego mogiły nigdy nie odnalazła… To wiemy, ale z książki Cenckiewicza dowiadujemy się jeszcze, że w pokoju hotelowym, gdzie spędziła noc przed lotem do Smoleńska, znaleziono przygotowany już zawczasu list ze wzruszającym podziękowaniem dla prezydenta Kaczyńskiego „za umożliwienie wzięcia udziału
w uroczystościach katyńskich”.


Anna Walentynowicz_fot. Tomasz Gutry

Taka właśnie była Anna Walentynowicz. Myślała przede wszystkim o innych.



Sławomir Cenckiewicz, „Anna Solidarność. Życie i działalność Anny Walentynowicz na tle epoki (1929–2010)”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2010.

„Tygodnik Solidarność” nr 32, z 6 sierpnia 2010