strona główna arrow wywiady arrow Na Wawelu, obok Piłsudskiego

Lechowi Kaczyńskiemu, już zza grobu, udało się do publicznego dyskursu przywrócić sprawy tak podstawowe, jak polska tożsamość, interes narodowy czy racja stanu – z JANEM PIETRZAKIEM, satyrykiem, autorem
i wykonawcą piosenek, twórcą kabaretów Hybrydy i Pod Egidą, rozmawia Waldemar Żyszkiewicz

Na Wawelu, obok Piłsudskiego

Jan Pietrzak_fot. MarcinŻegliński

– Jest Pan w honorowym komitecie wyborczym Jarosława Kaczyńskiego. Jakie były motywy tej decyzji?


– Od kiedy po roku 1989 pojawiła się możliwość dokonywania realnych wyborów, to mimo że kształt naszej sceny politycznej pozostawiał sporo do życzenia, starałem się być wyborcą odpowiedzialnym i zorientowanym. Dlatego też w kolejnych wyborach, parlamentarnych czy prezydenckich, stawiałem na kandydatów identyfikowanych z Solidarnością. Dlaczego? Bo Solidarność, tak uważam, była czymś najlepszym i najdonioślejszym, co się przytrafiło Polsce i mnie po 1945 roku. Pielęgnowanie Solidarnościowych wartości, jej legendy, wreszcie tego niezwykłego doświadczenia wspólnoty, jakie stało się udziałem Polaków w tamtym heroicznym czasie, nadal wydaje mi się wciąż niezbywalną częścią naszych obywatelskich obowiązków…


– …a piastuna tych wartości, kontynuatora tradycji i społecznych zobowiązań widzi Pan w osobie Jarosława Kaczyńskiego?


– Przesądza o tym wiele czynników: słynny postulat Polski solidarnej, dotychczasowa polityka obu panów Kaczyńskich, poparcie ze strony NSZZ Solidarność, ale także naturalne niejako zobowiązanie kandydata Jarosława do kontynuacji polityki swego tragicznie zmarłego brata Lecha, w którego komitecie honorowym przed blisko pięciu laty też zresztą byłem. Dlaczego? Po prostu w każdych wyborach szukam takiej osoby lub partii, która najlepiej realizuje moje hasło „żeby Polska była Polską”.


– Co to znaczy dziś, po 10 kwietnia 2010? Co trzeba robić,
żeby Polska nadal była Polską?


– Trzeba się troszczyć o swój kraj, tak jak czynią inne narody, jeśli nawet nie znajduje to odzwierciedlenia w oficjalnej retoryce. Każdy, kto potrafi i może myśleć w kategoriach ogólniejszych niż troska o własny los, powinien się włączyć w te działania. Polska wymaga naszej starań, wymaga stałej opieki, bo nic nie jest dane raz na zawsze. Dziś wprawdzie jest czas względnej prosperity: nie ma wojen, nie ma poważniejszych niepokojów społecznych czy waśni narodowościowych, jakoś się te nasze polskie sprawy toczą. Ale przecież niemądrych, niekompetentnych czy skorumpowanych
ludzi nie brakuje. Są także w naszym kraju, są wśród demokratycznie wybieranych polityków, dlatego tej czujności, tej dbałości o własny kraj, nieobecnej w minionym dwudziestoleciu, nigdy nie za wiele.


– W latach 90. zdołano skutecznie wmówić młodym ludziom,
że polskie tradycje i przywiązanie do własnej ojczyzny to obciach.
Czy spontaniczną żałobę narodową po smoleńskiej tragedii można uznać
za zapowiedź patriotycznego odrodzenia Polaków?


– W internecie, który dla młodych jest środowiskiem naturalnym, widać niestety, że znaczny zamęt i pomieszanie pojęć wciąż jeszcze panują w polskich głowach. Mam jednak nadzieję, że zauważalny już powrót do tematyki patriotycznej, inne niż w latach 90. docenianie polskości, wzmocnione jeszcze przez dramat, jaki nas teraz dotknął, zaowocują czymś dobrym. Że będzie to sukces Lecha Kaczyńskiego, któremu paradoksalnie, już zza grobu, udało się do publicznego dyskursu przywrócić sprawy tak podstawowe, jak polska tożsamość, interes narodowy czy racja stanu.
Całą tę problematykę, która dla niego zawsze była ważna, a którą jego polityczni konkurencji usiłowali świadomie zignorować.


– Jak Pan ocenia dotychczasowy przebieg śledztwa w sprawie katastrofy?


– Przez 70 lat, wbrew faktom, świadkom i dowodom, zbrodnię katyńską usiłowano zakłamać i ukryć przed światem. Ostatecznie, po latach dzięki ofierze krwi świat wreszcie usłyszał prawdę, ale teraz po katastrofie prezydenckiego tupolewa na naszych oczach rodzi się drugie kłamstwo katyńskie. Od pierwszych chwil podaje się nam sprzeczne, często samokompromitujące się wersje przebiegu wydarzeń.
Dlaczego oni muszą kłamać, w dodatku tak głupio? Skąd ta usilna potrzeba
oszukiwania opinii publicznej?


– Od fałszywej godziny zdarzenia począwszy…


– Tak, tutaj niczego nie można być pewnym. Skrawki prawdy pojawiają się przypadkowo, najczęściej dzięki postronnym osobom, jakimś mieszkańcom Smoleńska, krewnym ofiar, polskim turystom, także dziennikarzom, którzy znaleźli się na miejscu zdarzenia. A dzieje się tak tylko dlatego, że polski rząd sprawę wyjaśnienia śmierci swoich obywateli oddał w cudze ręce.


– Mimo że nie szło tu o szeregowych obywateli, lecz o głowę państwa oraz ważną część kierownictwa nawy państwowej, także o rodziny ofiar katyńskich, po prostu o elitę Rzeczypospolitej.


– Pomijam już rangę osób, ale żeby władze suwerennego pastwa okazały aż taki brak zainteresowania losem swych obywateli? To wprost niewiarygodne. Tym bardziej, że część z nich oddała życie, służąc właśnie swemu państwu.


– Czym tłumaczyć taką postawę polskich władz?


– Najprościej: typową dla tego rządu niechęcią do podejmowania jakichkolwiek trudnych spraw… Myślę, ze kombinowano jakoś tak: niech śledztwem, które musi być długie i trudne, zajmie się Rosja, a wtedy to rosyjskie władze będą rozliczane z jego rezultatów, nie my. Aż się prosiło, żeby skorzystać z takiej okazji.


– Prof. Jacek Trznadel, pisarz i badacz zbrodni katyńskiej, w liście
do premiera domaga się powołania międzynarodowej komisji technicznej
dla wyjaśnienia przyczyn roztrzaskania się tupolewa z polską delegacją. Uchwałę podobnej treści podjęła rada miasta Krakowa.


– Nader racjonalny postulat, bo na nasze zaufanie Rosjanie powinni sobie dopiero zasłużyć. Dlatego nie widzę żadnych powodów, żeby sprawę wyjaśnienia śmierci polskich obywateli zostawiać wyłącznie w ich rękach. To skandal, żeby polska strona nie miała nic do powiedzenia w tak ważnym dla nas śledztwie.


– Powołany przez osiem organizacji pozarządowych Ruch 10 Kwietnia poparł inicjatywę autora „Hańby domowej”, pod którą podpisało się już przeszło 38 tys. osób z kraju i ze świata.


– To dobrze. Może dzięki temu, rząd Tuska, który naprawdę przejmuje się tylko słupkami sondaży oraz pielęgnowaniem swego wizerunku, poczuje się wreszcie zmuszony do działania.


– Jakie są, Pańskim zdaniem, najważniejsze elementy testamentu politycznego prezydenta Lecha Kaczyńskiego?


– Przywiązanie do polskich tradycji i przekonanie, że bez dogłębnej znajomości dziejów własnego kraju trudno uniknąć błędów z przeszłości, za które nasi przodkowie zapłacili już wystarczająco wysoką cenę krwi i upokorzeń – to jeden z filarów polityki prezydenta Kaczyńskiego. Z tego szacunku dla historii, a także z rozumienia geostrategicznych uwarunkowań wyrastała jego polityka wschodnia, stanowiąca w istocie próbę praktycznej realizacji myśli marszałka Piłsudskiego i redaktora Giedroycia.


– Już za samą chęć przywrócenia Polsce pozycji lokalnego lidera
w Europie Środkowowschodniej Lech Kaczyński bywał ostro krytykowany
i ośmieszany, także niestety przez media działające w naszym kraju...


– …które za to zupełnie nie potrafiły dostrzec jego rzetelnej wiedzy, nieskazitelnej uczciwości, wrażliwości społecznej i patriotyzmu, tak jakby to były typowe przymioty uczestnika polskiej klasy politycznej.


– Zalety prezydenta dostrzeżono dopiero po śmierci.


– Owszem, żałoba na chwilę wytłumiła szyderstwa, ale oskarżenia o wywieranie presji na pilota, co miałoby być definitywną przyczyną smoleńskiej katastrofy, nie ustały nawet wtedy… Ale nie chcę już o tym mówić! Dla mnie, rodowitego warszawiaka, prezydent Kaczyński pozostanie przede wszystkim twórcą Muzeum Powstania Warszawskiego. Pamiętam, jak przez dziesięciolecia blokowano budowę pomnika,
jak konsekwentnie ośmieszano naszą walkę o wolność. Ot, mówiono z przekąsem, niedowarzeni Polacy znów wdali w walkę z przeważającymi siłami…


– Dysproporcja sił była faktem.


– Tak, ale czy to odbiera sens walce naszych przodków? Jeśli opór wobec silniejszych najeźdźców uznamy za głupotę, to pozostaje nam już tylko sławić mądrość Niemców, która przejawiła się skuteczności, z jaką nas tutaj, na terytorium Rzeczypospolitej mordowali. Nie wolno też zapomnieć o mądrości Rosjan, którzy dysponowali dostatecznie wielką siłą, aby na blisko 50 lat narzucić nam sowiecką okupację… Lech Kaczyński taką wykładnię dziejów zdecydowanie odrzucał. Dlatego spoczywa na Wawelu, obok Piłsudskiego.


"Moja Rodzina. Chrześcijański Magazyn Społeczny", czerwiec 2010