| publikacje prasowe |
| publicystyka |
| wywiady |
| portrety |
| kultura |
| varia |
| utwory literackie |
| poezja |
| formy dramatyczne |
| utwory dla dzieci |
| galeria fotograficzna |
| góry |
| koty |
| ogrody |
| pejzaże |
| podróże |
wywiady
Lata pod znakiem Solidarności |
Po występie strajkujący odśpiewali mi „sto lat”. Wałęsa, który koncertu nie słuchał, skomentował to krótko: mnie tak śpiewali w 1980 Lata pod znakiem Solidarności
– Niemal od początku roku 1980 wyczuwało się już solidarnościowy przednówek. Czy polski Sierpień pana zaskoczył, czy wręcz przeciwnie? – Moja droga do Solidarności była nietypowa. Wiodła przez Stany Zjednoczone, dokąd w latach 70. kilkakrotnie wyjeżdżałem na dłuższe trasy koncertowe. Miałem dzięki temu ułatwiony dostęp do zeszytów paryskiej Kultury i do twórczości wielu pisarzy, nie tylko zresztą emigracyjnych, których w kraju po prostu nie wydawano. – Mówiło się nawet o tzw. literaturze źle obecnej. – Takie lektury, którym z pasją się oddawałem, umożliwiały, przecież nie mnie jednemu, dystans i właściwą ocenę rzeczywistości PRL-u. Zapewniały światopoglądowy fundament. Tworzyły grunt pod doświadczenie solidarnościowego zrywu. Byłbym jednak niesprawiedliwy, nie wspominając o piorunującym wrażeniu, jakie wywarły – Jaką rolę odegrała ta nieformalna edukacja historyczna? – Historia Polski porozbiorowej, w wykładzie generała Mariana Kukiela, – Czy to znaczy, że polski Sierpień miał nie tylko duchowy, – Kultura to był fundament. Latem 1980 kończyłem właśnie program – Zbliżała się 150. rocznica wybuchu powstania… – …ale wcześniej pięknie wybuchła Solidarność. Dla mnie, podobnie jak – Gdzie zastał pana początek sierpniowych strajków? – W lesie, pod Warszawą. I następne osiem lat mego życia, od sierpnia 1980 do sierpnia 1988 upłynęło pod znakiem Solidarności. – Kiedy się pan zapisał? – Formalnie nigdy nie byłem członkiem związku zawodowego, ani przedtem, – Opowieść o tragizmie powstania kontrastowała z nastrojem solidarnościowego karnawału. Jak reagowali na to słuchacze? – Najpierw grałem to w Teatrze Żydowskim, później już w roku 1981 we foyer Muzeum Narodowego. A ludzie przychodzili. Może dlatego, że w chwilach narodowych uniesień nie wolno zapominać o ważnych doświadczeniach z przeszłości. – Żeby uniknąć dawnych błędów? – Tragicznych losów powstania nie odbieraliśmy wtedy w kategoriach przestrogi, ale podobna gorycz rozczarowań i zawiedzionych nadziei stała się również naszym udziałem, co oczywiście uświadomiłem sobie dopiero po latach. – Stan wojenny sprzyjał gorzkim refleksjom. – Raczej silnym emocjom, bo użyczałem swego domu na drukarnię. Drukowali – Jaruzelski nie tolerował konkurencji: za druk i kolportaż wydawnictw bezdebitowych groziło nawet kilka lat odsiadki. – Po jednej z drukarskich sesji odwoziłem Grzegorza, Norberta Pietrzaka i ze dwa worki świeżego jeszcze urobku, do lokalu kontaktowego w okolicach głównej komendy milicji. Odetchnąłem z ulgą, gdy drukarze wynieśli z samochodu trefny ładunek. Ale po chwili zobaczyłem ich wracających z bibułą… Okazało się, że właściciel mieszkania, nie doczekawszy się transportu, wyszedł z domu na jakieś spotkanie – Kiedy poznał pan ks. Jerzego Popiełuszkę? – Po raz pierwszy spotkaliśmy się z początkiem sierpnia 1982 roku. Rocznicowa, sierpniowa Msza w intencji Ojczyzny wymagała wielu przygotowań. Powiedziałem wtedy, że przydałoby się jakieś miejsce, gdzie ludzie mogliby się gromadzić i słuchać wielkiej poezji naszych romantyków oraz polskich patriotycznych pieśni. I to ksiądz Jerzy wymyślił Muzeum Archidiecezji Warszawskiej… – … które zwykle jednak kojarzy się z nazwiskiem ks. prałata Przekazińskiego. – Pomysłodawcą, żeby w trudnym czasie wykorzystać tamto miejsce – Udało się? – Nadspodziewanie dobrze, bo ludzie bardzo tego potrzebowali. Sala, mieszcząca 150 do 200 osób, zaczęła trzeszczeć w szwach. Trzy-cztery razy – Występował pan w kościołach całej Polski… – …ale dopiero po zniesieniu stanu wojennego, gdy można już było podróżować. To wcale nie było łatwe, bo benzynę sprzedawano na kartki, – Nie wszyscy artyści mieli w tamtym czasie pod górkę. Niektórych władze stanu wojennego próbowały przeciągnąć na swoją stronę. – Co wybitniejszym wykonawcom, którzy decydowali się na udział w imprezach państwowotwórczych, płacono potrójną stawkę recitalową za wykonanie trzech piosenek. To były naprawdę duże pieniądze… – …praktycznie za nic. – No, nie! To były pieniądze za hańbę, ale oni o tym dziś zupełnie nie pamiętają. – Pomówmy o strajku sierpniowym z 1988 roku. – Byłem na miejscu drugiego dnia o świcie. Na teren stoczni dostałem się – Czy nagłośnienie wpłynęło na przebieg strajku? – Technika niewątpliwie oddziałała na morale strajkujących. W maju stoczniowcy byli pozbawieni dostępu do radiowęzła, nie mieli prawa głosu. W sierpniu od razu rozbrzmiała tam muzyka i odtwarzane z taśm homilie Jana Pawła II. Wieczorem w historycznej stołówce Stoczni Gdańskiej zaśpiewałem dla nich fragmenty swego programu o polskich powstaniach narodowych. Po występie strajkujący, których początkowo było najwyżej czterystu, odśpiewali mi „sto lat”. Lech Wałęsa, który koncertu nie słuchał, skomentował to krótko: mnie tak śpiewali w 1980. – Nocny szturm styropianowych czołgów przeraził zomowców. – Ludzi było mało, a teren stoczni rozległy. Młodzi rwali się do meleksów, których było w stoczni chyba pół setki. Kierujący strajkiem Alojzy Szablewski, – Na majowy strajk pan nie zdążył… Dojeżdżałem do Gdańska, gdy strajkujący wychodzili ze stoczni. Natomiast – Był pan w doniosłej chwili w miejscu, na które kierowały się wtedy oczy milionów Polaków. – Dni z sierpnia 1988 roku pozostają jednym z najważniejszych doświadczeń mojego życia. Gdy strajk się rozwinął i coraz wyraźniej zanosiło się na rozmowy Wałęsy „Tygodnik Solidarność” nr 12, z 19 marca 2010 |
||