Czy pracownik socjalny, po naradzie z lekarzem, ratownikiem medycznym lub policjantem, będzie mógł odebrać dziecko rodzicom bez decyzji sądu? Czy zgłoszenie informacji o odgłosach awantury u sąsiadów
w sposób nieuchronny wdroży procedurę tzw. Niebieskiej Karty? Posłowie Lewicy i PO dowodzą, że Orwell wszystkiego jeszcze nie przewidział.

Pręgierz dla rodziny

Już 3 marca 2010 odbędzie się w sejmie drugie czytanie projektu nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

– Przemocy trzeba bezwzględnie zapobiegać. Wszędzie: na ulicy, w szkole,
w pracy, także w rodzinie. Ale sugerowanie, że relacje rodzinne pozostają głównym, niejako naturalnym środowiskiem zachowań przemocowych jest krzywdzące i niezgodne ze stanem faktycznym – twierdzi Ewa Kowalewska, przewodnicząca Forum Kobiet Polskich. – Co gorsza, zaproponowane przez posłów zmiany w obowiązującym ustawodawstwie poważnie naruszają wolność i autonomię rodzin. Godzą też
w gwarantowaną konstytucyjnie prywatność obywateli.

Minister od przemocy w rodzinie

Po serii bulwersujących, nagłośnionych przez media przypadków, w których ofiarą padały bezbronne dzieci, posłowie Lewicy u progu lata 2008 zgłosili projekt bardzo restrykcyjnych zmian w obowiązującym ustawodawstwie. W opinii skierowanej do Kancelarii Sejmu RP ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski propozycje te podsumował zdaniem: „Z powyższych względów nowelizacja Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego zaproponowana w projektowanej ustawie o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie oraz niektórych innych ustaw –
budzi poważne wątpliwości”.

W lutym 2009 do sejmu wpłynęło przedłożenie rządowe w tej sprawie. Przedmiotem prac sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny stały się oba projekty. Siedmioosobowy zespół, który miał przygotować nowelizację, powołano w kwietniu 2009. Jego przewodniczącą została posłanka Platformy Magdalena Kochan, a skład podkomisji odzwierciedla rozkład sił politycznych w izbie: trzy osoby z PO, dwie osoby
z PiS, po jednym przedstawicielu z klubów Lewicy i PSL.

– Lektura założeń przyjętych przez panią minister pracy i polityki społecznej prowadzi do wniosku, że zaaprobowano rozwiązania problemu charakterystyczne dla partii lewicowych – ocenia Teresa Wargocka, z PiS, członkini podkomisji. – Wyraża się to przede wszystkim w przyzwoleniu na silną ingerencję organów oraz instytucji państwa w sferę życia rodzinnego.

Zdaniem posłanki Prawa i Sprawiedliwości, środki finansowe z krajowego programu przeciwdziałania przemocy należałoby raczej skierować na promocję właściwych metod wychowawczych oraz bezpośrednią pomoc rodzinie, niż na mnożenie instytucji związanych z planowaną zmianą prawa czy podnoszenie
urzędu krajowego koordynatora tych działań do rangi ministerialnej.

Interdyscyplinarna lustracja rodziny

Przewodnicząca Kochan, pytana o udział rozwiązań proponowanych przez posłów Lewicy w zintegrowanym projekcie nowelizacji, wyjaśnia „Tygodnikowi Solidarność”, że w przedłożeniu poselskim nie uwzględniono wcale roli czynnika samorządowego.

– Jednostki samorządu terytorialnego pojawiły się dopiero w propozycji przygotowanej przez rząd premiera Tuska – mówi Magdalena Kochan. – Gmina,
która jest najbliżej obywatela, powinna diagnozować charakter i zakres tego zjawiska na swoim terenie, przeciwdziałać wszelkim formom przemocy w rodzinie oraz tworzyć programy pomocy dla jej ofiar.

Taki zakres działań najlepiej – w ocenie ustawodawcy – potrafi zrealizować wieloosobowy zespół interdyscyplinarny powołany (odpowiednio) przez burmistrza, wójta albo prezydenta, w którym znajdą się pracownicy służb socjalnych, policjanci, kuratorzy, przedstawiciele edukacji i służby zdrowia, gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych oraz organizacji pozarządowych. A praktycznym wdrożeniem przygotowanych rozwiązań zajmą się już niewielkie zespoły robocze.

– Krajowy program przeciwdziałania przemocy w rodzinie realizowano dotąd
we współpracy resortów: sprawiedliwości, spraw wewnętrznych i administracji, zdrowia, edukacji oraz pracy i polityki społecznej, toteż skład powoływanych zespołów interdyscyplinarnych powinien tę strukturę odzwierciedlać – uważa posłanka Kochan.

Siedmiu wspaniałych z gminy

Sceptycy są przekonani, że zespoły interdyscyplinarne à la PO to mrzonka zupełnie nieprzystająca do rzeczywistości, ale mrzonka groźna.

– Żadna gmina nie jest w stanie zrealizować wymagań nowelizacji w tym zakresie, choćby ze względu na ogrom zadań i niedostatek przewidzianych środków – ocenia Ewa Kowalewska. – Symulacja przeprowadzona w Trójmieście pokazuje,
że nawet przy dziesięciu przypadkach rozpatrywanych w czasie jednego posiedzenia, zespół musiałby obradować codziennie, a mimo to setka spraw rodzin z syndromem przemocy pozostałaby jeszcze niezałatwiona.

Siedmioosobowe interdyscyplinarne gremium, z konieczności raczej o płynnym niż niezmiennym składzie, otrzyma prawo do gromadzenia, przechowywania i przetwarzania wrażliwych danych osobowych nie tylko w przypadku rodzin naprawdę dysfunkcyjnych, ale ze względu na niezmiernie poszerzoną definicję przemocy również takich, które np. często się kłócą, a za ścianą mają złośliwego sąsiada, gotowego anonimowo donieść o hałasach i odgłosach przemocy werbalnej.

– Lekarza na kontrakcie nie da się wydelegować do zespołu, więc kto pójdzie tam ze służby zdrowia, laborantka? A z NGO-sów, które wchodzą w grę? Koło Gospodyń Wiejskich? I jak tych ludzi zobowiązać do zachowania delikatnych ludzkich sekretów, które z racji pełnionej funkcji znajdą się w ich dyspozycji? – zastanawia się przewodnicząca Forum Kobiet Polskich.

Teresa Wargocka potwierdza, że wszystkie posiadane opinie, dwie z Biura Analiz Sejmowych i dwie autorstwa ekspertów zewnętrznych, podnoszą sprawę niedostatecznej ochrony danych osobowych ofiar i sprawców przemocy. Jednak przewodnicząca Kochan broni projektu, powołując się na pozytywne opinie GIODO, którego urząd będzie mógł udzielić pomocy w doprecyzowaniu spornych zapisów.

– Mając do wyboru ryzyko wycieku danych albo paraliż zespołu interdyscyplinarnego oraz zespołów roboczych, czyli rezygnację z ochrony zdrowia
lub życia zagrożonych dzieci wybieram naruszenie tajemnicy – deklaruje
posłanka Platformy.

Więcej chętnych do mieszkań socjalnych?

– Przygotowana przez sejmową podkomisję nowelizacja jest zdecydowanie przeregulowana, a zaproponowane w niej rozwiązania nie wydają się adekwatne – ocenia socjolog Antoni Szymański, który od lat zajmuje się problematyką rodzinną
i zjawiskami przemocy. – Przekonanie, że ingerencja państwa pozwoli rozwiązać każdy problem, jest błędne. Nawet tak szczytny cel, jak walka z przemocą nie może zwalniać z refleksji nad skutkiem podejmowanych przez posłów decyzji.

Szymański przypomina, że uchwalony przez sejm za rządów Millera niewysoki przecież (170 złotych) dodatek dla samotnych spowodował znaczący wzrost rozwodów motywowanych jedynie finansowo. Dopiero interwencja profesora Zolla, ówczesnego rzecznika praw obywatelskich i decyzja o likwidacji niekonstytucyjnych zasiłków zahamowała wyraźną tendencję wzrostową.

– Obawiam się, że nowelizacja w proponowanym kształcie, oprócz rozwiązań bardzo potrzebnych, takich jak przymus opuszczenia nawet własnego mieszkania
przez sprawcę przemocy, może np. wykreować kategorię osób z fałszywymi problemami przemocy w życiorysie – mówi Szymański. – Powtarzające się awantury,
o których łatwo przecież powiadomić anonimowo, pozwolą zainicjować procedurę Niebieskiej Karty. Wtedy osoba poszkodowana, mimo dysponowania sporymi pieniędzmi na koncie, będzie miała prawo do mieszkania socjalnego, bo kryterium dochodowe jej nie obowiązuje.

Trzeba płacić za ideolo

A to jeszcze daleko nie wszystkie zagrożenia, jakie szykują nam PO wespół
z Lewicą. Niestety, dołączyli do nich również posłowie PSL, którzy w komisji wbrew wcześniejszym deklaracjom zagłosowali za tą jawnie antyrodzinną nowelizacją.

– Zakaz stosowania kar fizycznych jest już w konstytucji, ale orzecznictwo dopuszczało dotąd klapsa w repertuarze rodzicielskich środków wychowawczych. Jednak wprowadzenie do kodeksu rodzinnego i opiekuńczego zakazu karcenia fizycznego, jak chcą autorzy zmian, spowoduje konieczność stosowania art. 217 kk, który za uderzenie człowieka (także otwartą dłonią) przewiduje karę grzywny, ograniczenia lub pozbawienia wolności do roku – mówi posłanka Wargocka.

Co więcej, proponowane regulacje nałożą na świadków przemocy prawny obowiązek jej zgłoszenia. Wprawdzie – jak zapewnia ustawodawca – sąd może w przypadku klapsa odstąpić od ukarania rodzica lub sprawę umorzyć. Trudno jednak zakładać, że dodatkowe zajęcia usprawnią lub przyspieszą działanie wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Nie wiadomo też, jak rozgłos związany z tym mocno ideologicznym projektem przysłuży się liderom Platformy, bo ostatnio media – przy wciąż jeszcze obowiązujących, znacznie mniej restrykcyjnych przepisach – musiały bronić cierpiących skrajną biedę i przeżywających przejściowe problemy rodziców
przed zakusami państwa, które z tego powodu chciało pozbawić ich prawa
do wychowywania własnych dzieci.





Wbrew zaleceniom Komitetu Praw Dziecka ONZ, w Polsce już prawie sto tysięcy dzieci wychowuje się poza rodzinami biologicznymi. (dane za rok 2007)





Dzieci częściej rodzą się w rodzinach biednych niż bogatych. Czy filozofia zarządzania zasobami ludzkimi prowadzi do zgody na społeczną redystrybucję tego deficytowego dziś obiektu pożądania?

27 lutego 2010