strona główna arrow publicystyka arrow afery, konflikty, skandale arrow Jak dyrektor Walczak wdraża wartości IKEI

Jak się wypiszesz, dostaniesz podwyżkę; przedłużymy ci umowę,
ale wystąp z Solidarności – tego typu propozycje otrzymywali pracownicy Swedwood Lubawa.

Jak dyrektor Walczak wdraża wartości IKEI

Ponad 2, 5 miliona złotych zysku netto. I znaczne inwestycje: trzy zakupione wagi samochodowe, antresole w przebudowanych halach produkcyjnych, windy, modernizowana linia lakiernicza.

Miniony rok był dobry dla zakładów Swedwood Lubawa. Mimo to pracownikom zaproponowano niekorzystny pakiet antykryzysowy: z rocznym okresem rozliczeniowym czasu pracy, bez dodatku za nadgodziny. Dlaczego?

Dyrektor Janusz Walczak, kierujący lubawskim oddziałem firmy Swedwood Poland, nie chce o tym rozmawiać. Zaprasza do Lubawy i przez telefon zapewnia,
że jego podwładni dostaną w tym roku podwyżkę powyżej poziomu inflacji.
Spełnienie tej obietnicy musiałoby oznaczać wzrost wynagrodzeń na poziomie 4 proc.

– Jak pan godzi tzw. standardy IKEI ze swą postawą wobec związków zawodowych? – pytam.

– A niby jaka jest ta moja postawa? – odpowiada pytaniem na pytanie.

Banda gówniarzy związek mi tu założyła

– Dyrektor Walczak potrafi być ludzki. Kiedyś w potrzebie poszedłem do niego, poprosiłem o pożyczkę. I za parę dni miałem już pieniądze. Interweniował, choć sprawy komisji socjalnej nie są wcale w jego gestii – opowiada „Tygodnikowi Solidarność” ktoś, kto pamięta jeszcze pierwszą organizację związkową „S” w Lubawie. – Związkowców dyrektor zawsze traktował jak zło, napuszczał ludzi na związki. Ci z Solidarności nie mieli szans na podwyżkę. Jasne, że to nie padło nigdy oficjalnie, ale wszyscy wiedzieli...

Swedwood Lubawa w trzech zakładach: Veneer, Component i Pigment zatrudnia dziś ponad 1300 osób, z czego około 80 proc. ma umowy na czas określony, które można wypowiedzieć w terminie dwóch tygodni. No i takich umów można nie przedłużyć, więc ludzie z obawy przed utratą pracy, o którą w regionie trudno,
godzą się na wiele.

– Tamten pierwszy związek, podobnie jak i my teraz, domagał się po prostu normalności – tłumaczy Adam Pszczółkowski, przewodniczący KZ „S” w lubawskim oddziale Swedwoodu. – Bywało, że ludzie pracowali siedem na siedem dni w tygodniu. I np. po nocce z soboty na niedzielę i ośmiogodzinnej przerwie na sen, musieli wracać do firmy w niedzielę po południu, żeby ciągnąć drugą zmianę.

Związkiem kierował wtedy Krzysztof Jagucki, związek działał oficjalnie, składki były odprowadzane przez zakład i wszystko grało do chwili, w której związek nie podjął starań o ucywilizowanie czasu pracy. Wtedy, gdzieś około 2001 roku, zaczęto kolejnym związkowcom tłumaczyć na stronie: „Jak się wypiszesz, dostaniesz podwyżkę”. „Przedłużymy ci umowę, ale wystąp z Solidarności”… Ludzie zaczęli się wykruszać.

– Jagucki, któremu zależało na skuteczności, miał tego dość. Zwolnił się, skończył studia, pracuje w biurze turystycznym – opowiada Pszczółkowski. – Trzeciemu z jego następców zostało już tylko kilku związkowców. Z końcem roku 2003 zapadła decyzja o samorozwiązaniu zakładowej „S”. Szkoda tylko, że ówczesny przewodniczący KZ podpisał wtedy dyrektorowi porozumienie w sprawie zmian niekorzystnych
dla pracowników firmy.

Dopuszczalna liczba nadgodzin wzrosła ze 150 do 416, czyli do kodeksowego maksimum w skali roku. Zlikwidowano też plan urlopów uzgadnianych wcześniej
z organizacją związkową.

Solidarność się odrodziła…

związkowcy z Lubawy_Dariusz Kawka i Adam Pszczółkowski
Dariusz Kawka, energiczny wiceszef KZ "S" oraz założyciel i przewodniczący związku Adam Pszczółkowski

Związek odrodził się w lubawskiej firmie jesienią 2004, ale łatwo nie było. Zaczęło się od tego, że Szwedzi zorganizowali cykl szkoleń dla działaczy związkowych, bo chcieli doprowadzić do zawarcia układu zbiorowego w polskiej części Swedwoodu. Elektryk Pszczółkowski brał udział w dwóch takich szkoleniach, a następnie od nowa założył Solidarność. W 2006 jako przewodniczący nowej KZ „S” kierował już organizacją zakładową zrzeszającą 160 osób, spośród około tysiąca pracujących wtedy w firmie.

Teraz na związkowym etacie jest wiceprzewodniczący KZ Dariusz Kawka,
a liczba członków „S” wzrosła do około trzystu, co oznacza, że wskaźnik związkowej przynależności osiągnął 22 proc. Wprawdzie szwedzkiemu kierownictwu Swedwoodu, spółki stanowiącej integralną część Grupy IKEA, trudno tym zaimponować, jednak
na polskie, a zwłaszcza lubawskie warunki, to całkiem znaczące osiągnięcie.

…ale działa w konspiracji

– Składki zbierałem osobiście, choć to kłopotliwe zajęcie, ale pamiętając o losie poprzedniej organizacji związkowej wolałem nie ujawniać kierownictwu zakładu listy naszych członków – wyjaśnia Pszczółkowski. – W zeszłym roku dyrektor znów domagał się od nas nazwisk. Nie możemy jednak zdradzić ludzi, którzy nam zaufali. Tym bardziej, że opinia GIODO wydana przy okazji ostrego konfliktu związki-menedżment w jednym
z banków, jednoznacznie zwalnia nas z takiego obowiązku.

– W innych zakładach Swedwoodu, np. w Resku czy Wielbarku, współpraca kierownictwa ze związkami zawodowymi układa się wzorowo, ale tam mają innych dyrektorów – mówi Dariusz Kawka, dawniej koordynator warsztatu elektrycznego, którego po wejściu do Lubawy zewnętrznej firmy Qtech, zdegradowano do roli zwykłego elektryka. Czy dlatego, że kontynuuje wyższe studia na wydziale administracji, czy może naraził się, głośno mówiąc, że usługi z outsourcingu
są i droższe, i gorsze?

O związkowej konspiracji w Lubawie pisano już w roku 2007 w szwedzkim biuletynie Swedwoodu, toteż pytam dyrektora Walczaka, dlaczego u niego związkowcy z „S” nie działają jawnie.

– To ich wybór, nie zamierzam się wtrącać. Nikt na nich nie wywierał presji, żeby obrali taką właśnie formę działania – ripostuje dyrektor.

– Raczej wręcz przeciwnie. Działacze związkowi sygnalizują, że w 2009
domagał się pan od nich listy członków tutejszej Solidarności.

– Zwróciliśmy się o przedstawienie listy osób bronionych przez związek,
gdyż bez niej nie będziemy mogli konsultować decyzji personalnych – mówi
Walczak. – Czekamy teraz na ekspertyzę, czy opinia GIODO co do utajnienia
imiennej listy związkowców ma w ogóle zastosowanie do naszego przypadku.

Reżim jak na plantacji bawełny?

To brzmi groźnie, bo taka lista obejmowałaby nie tylko członków związku,
lecz również te spośród zatrudnionych osób, które zwróciły się do zakładowej organizacji związkowej z prośbą o obronę swych pracowniczych uprawnień.
Zaraz widać, że dyrektorowi w sukurs przeciwko obeznanym w przepisach prawa działaczom Solidarności przyszli prawnicy spoza Swedwoodu.

Już latem Walczak zapowiadał Pszczółkowskiemu i Kawce, że do negocjacji
z nimi wynajmie kancelarię prawną. Ale rozmowy z początkiem października 2009
o projekcie paktu antykryzysowego prowadzono jeszcze bez prawników z zewnątrz.

– Zawarte w nim propozycje urągały elementarnemu poczuciu sprawiedliwości – ocenia Pszczółkowski, tłumacząc decyzję o odrzuceniu paktu w całości.

– Cały ciężar rzekomego kryzysu, którego w naszym zakładzie wcale nie widać, miał zostać przerzucony na barki pracowników z produkcji. Zakład się modernizuje, mimo znaczących inwestycji wykazuje zysk netto, a ludziom proponuje się roczny okres rozliczeniowy i regulacje czasu pracy jak na jakiejś plantacji bawełny? – podsumowuje Dariusz Kawka.

Zero pozytywnych motywacji dla tych, którzy wypracowują zysk? Zarządzanie przez stres, w myśl zasady, że należycie funkcjonuje tylko pracownik przestraszony, zdołowany przez zwierzchników, więc z założenia niesamodzielny? Można i tak.
Tylko jak to się ma do wartości IKEI czy tzw. standardów I-Way?

Szperano w jego e-mailach

– Jeśli idzie o zarządzanie, Swedwood Lubawa jest firmą, która nie wyszła jeszcze z PRL-u – uważa Marcin Uścinowicz, specjalista od human resources (HR), według terminologii tradycyjnej personalny, z doświadczeniem w kontaktach ze związkami zawodowymi. Uścinowicz, z wykształcenia politolog i filozof po Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, robi właśnie w stołecznej SGH doktorat na temat partycypacji pracowników w przedsiębiorstwach.

Po kilku latach pracy dla koreańskiej firmy LG młody HR-owiec został przyjęty
do Swedwoodu, co by sugerowało, że jakąś potrzebę poprawienia sytuacji w Lubawie Szwedzi jednak odczuwali.

– Rekrutowany i zatrudniony przez centralę firmy w Goleniowie, miałem po części stanowisko niezależne, choć Andreas Olsson, który mnie przyjmował do pracy, kazał mi też słuchać poleceń dyrektora Walczaka i Małgorzaty Łabackiej, mojej bezpośredniej przełożonej – wyjaśnia Uścinowicz, który swą kilkumiesięczną pracę
dla Swedwoodu, wspomina niczym emocjonalną katorgę. – Szwedzi najwyraźniej chcieli poprawy stosunków z organizacją związkową, a Dariusz Kawka, co nie jest regułą, jeśli idzie o związkowców, rozumiał potrzebę ustępstw ze względu nas długofalowy interes firmy.

Uścinowicz, który jest od jesieni 2008 dyrektorem personalnym w firmie produkującej pełnomorskie jachty, w Lubawie niczego nie zdziałał. Poddany nieustannej presji zwierzchników, izolowany od innych pracowników, raczej demotywowany niż zachęcany do aktywności, szybko zaczął szukać innej pracy.

– Trudno spotkać osoby równie nieprzyjazne związkom zawodowym jak dyrektor Walczak i kierownik HR Łabacka – ocenia Uścinowicz. – Sam Andreas Olsson
z pewnością doceniał rolę związków w firmie, ale wydaje mi się, że mimo sygnałów Szwedzi nie uświadamiali sobie natężenia dyskryminacji, jakiej podlegają związkowcy
w Lubawie. Choćby tego, że ludziom z produkcji zakazano wszelkich kontaktów
z działaczami „S” na terenie zakładu pracy.

Rozmawiali też ze Szwedami

Pszczółkowski i Kawka sygnalizowali ciągłe naruszanie przepisów: za dużo nadgodzin, ponad 85 decybeli w maszynowni, arbitralne manipulowanie czasem pracy. Chcąc ulżyć pracownikom, narazili się przełożonym. Popularności nie przysporzyły im
ani wizyty PIP w lubawskich zakładach, ani walka o to, by praca w nadgodzinach odbywała się wyłącznie na zasadzie dobrowolności. Zgodnie z tzw. standardami
I-Way, obligatoryjnymi podobno dla wszystkich dostawców i podwykonawców IKEI.

Wyrok sądowy z 2008 roku, uznający naruszenie przepisów prawa pracy
przez wyższy menedżment Lubawy, w tym pośrednio przez dyrektora Walczaka, współistnienia nie ułatwił. Choć krzywdy sąd nikomu nie wyrządził, odstępując
od wymierzenia kary. A 130 złotych zapłaconych tytułem kosztów postępowania dyrektorskiego portfela raczej nie odchudziło. Napięcia nie zlikwidowała też trwająca przez kilka miesięcy mediacja Szwedów, po której zostało tylko trochę kurtuazyjnej korespondencji w języku angielskim.

– Walczak nie umie i nie chce dzielić się władzą, a Szwedom wbrew pozorom chyba to odpowiada, bo od lat niczego przecież nie zmienili – twierdzi jeden z moich rozmówców, który niejedno już w Lubawie widział, ale chce tu jeszcze trochę popracować, dlatego zastrzega sobie nieujawnianie personaliów. – Produkcja szła, wyniki były wysokie. O związkach, owszem, można sobie pogadać, o wartościach
IKEI w biuletynie napisać, ale wyniki finansowe przede wszystkim.

Do rozmów ze związkami w sprawie zmiany regulaminu pracy przystąpił
w imieniu dyrekcji radca prawny Tomasz Szałkowski, z olsztyńskiej kancelarii „Siergiej
i Partnerzy”. Pracodawcy idzie głównie o to, by obowiązujący teraz jednomiesięczny okres rozliczeniowy wydłużyć do 4 miesięcy. Związkowcy są gotowi na to przystać,
ale chcą w zamian co najmniej powołania komisji antymobbingowej i pojednawczej
oraz formalnego uregulowania kwestii wody mineralizowanej dla pracowników produkcyjnych.

Ile solidarności jest w IKEI?

– Jakie ma pan właściwie zastrzeżenia wobec działaczy zakładowej Solidarności? – pytam.

– Mam żal o to, że nie chcą wspólnie z nami rozwijać firmy, że blokują wszelkie zmiany. Proponowałem np. kolegom-związkowcom udział w szkoleniach dla podniesienia kwalifikacji lub usprawnienia organizacji pracy, zero odzewu. Cóż, może
z moim następcą zdołają się lepiej dogadać – puentuje dyrektor Walczak, który już wkrótce ma budować nowy zakład Swedwoodu i wdrażać wartości IKEI daleko stąd, gdzieś pod Moskwą.

– Nigdy nie miałem propozycji, żeby wziąć udział w szkoleniu, a gdy raz sam zgłosiłem chęć uczestnictwa, dyrektor powiedział, że mnie jako związkowca to nie dotyczy – mówi Dariusz Kawka. – Jeśli dopuścimy do rozbicia drugiej organizacji związkowej w Lubawie, to trzeciej już nie będzie.

„Tygodnik Solidarność” nr 5, z 29 stycznia 2010