|
Postępowanie generała Wojciecha Jaruzelskiego podczas polskiego kryzysu w latach 1980–81 pozostaje źródłem wielkiej kontrowersji. Z jednej strony, niedawno odtajniona dokumentacja nie pozostawia wątpliwości, że Związek Sowiecki wywierał wtedy dużą presję na polskich przywódców. Sowieci rozmieścili wiele gotowych do walki dywizji wokół granic Polski i na zachodzie ZSRS, prowadzili długie serie ostentacyjnych dwu- i wielostronnych manewrów wojsk Układu Warszawskiego, informowali polskie czynniki oficjalne o szczegółowych planach inwazji na Polskę, ponawiali wreszcie groźne przestrogi przekazywane najrozmaitszymi kanałami informacyjnymi. Te rozmaite działania mogły spowodować u Jaruzelskiego obawę, że armia sowiecka wkroczy do Polski, o ile on nie wprowadzi stanu wojennego. Czy przywódcy sowieccy naprawdę zamierzali dokonać inwazji, to jednak całkowicie odmienna kwestia. Wszelkie najnowsze dowody nakazują sądzić, że sowieckie kierownictwo było w najwyższym stopniu niechętne decyzji wysłania wojsk do Polski.
Nowe światło na tajemnice Grudnia 1981
Jak Jaruzelski narzucił Polsce stan wojenny
Tym niemniej, należy sobie dobrze uświadomić, że te nowe dowody – choć tak przekonujące z dzisiejszej perspektywy – nie były dostępne w tamtym czasie. W latach 1980–81 polskich przywódców nie wtajemniczano w wewnętrzne rozważania sowieckiego Politbiura i w żadnym przypadku nie mogli oni być całkiem pewni intencji ówczesnego sojusznika. Względnie łatwo więc było im uwierzyć w prawdziwość alternatywy: inwazja albo „wewnętrzne” polskie rozwiązanie, czyli stan wojenny. W rzeczywistości, sami Sowieci mogli dążyć do zbudowania takiego wrażenia – nawet jeśli wcale nie zamierzali realizować tych gróźb – ponieważ byli przekonani, że to skłoni polskie władze do działania. W tym względzie odtajnione materiały są do pogodzenia z twierdzeniem Jaruzelskiego, że wprowadził stan wojenny, widząc w tym „tragiczna konieczność” i „mniejsze zło”.
Tylko z pomocą Moskwy
Z drugiej strony, wiele spośród nowych dowodów o charakterze dokumentów wzbudza poważne wątpliwości co do wiarygodności Jaruzelskiego w tej materii, zwłaszcza jeśli idzie o jego stanowisko w grudniu 1981 roku, podczas przygotowań do stanu wojennego. relacje z pierwszej ręki i nowo ujawnione dokumenty sugerują, że w grudniu 1981 (i prawdopodobnie wcześniej) Jaruzelski był niechętny wprowadzeniu stanu wojennego bez zewnętrznej, czyli sowieckiej pomocy wojskowej lub przynajmniej bez solidnych gwarancji, że wojska sowieckie wkroczą, jeśli operacja wprowadzenia stanu wojennego nie powiedzie się. Dokumenty sugerują też, że sowieccy przywódcy nie byli skłonni zapewnić bezpośredniego wojskowego wsparcia Jaruzelskiemu. Twierdzili bowiem, że wprowadzenie wojsk do Polski będzie niemożliwe i że musi on przeprowadzić stan wojenny własnymi siłami. Niepowodzenie Jaruzelskiego w sprawie uzyskania sowieckiej pomocy – w świetle najnowszych dowodów – prawie doprowadziło go do opóźnienia całej operacji, w nadziei otrzymania konkretnych zewnętrznych gwarancji.
Dowody Gribkowa
Pogląd, że Jaruzelski prosił o sowieckie wsparcie wojskowe w grudniu 1981 roku, po raz pierwszy przedstawiony został przez emerytowanego sowieckiego oficera generała armii Anatolija Gribkowa. Gribkow był przez wiele lat szefem sztabu i pierwszym zastępcą głównodowodzącego wojsk Układu Warszawskiego. Z racji zajmowanej pozycji odegrał kluczową rolę wobec Polski w latach 1980–81. Oceniając polski kryzys z perspektywy 1992 roku, Gribkow zaprzeczył, jakoby Jaruzelski wprowadził stan wojenny dla zapobieżenia sowieckiej inwazji. Sowiecki generał twierdził, że raczej niż próbując uchronić kraj przed sowiecką interwencją wojskową w grudniu 1981, Jaruzelski zrobił coś dokładnie przeciwnego: wielokrotnie „szukając gwarancji pomocy militarnej [od ZSRS] w przypadku, gdyby sytuacja w Polsce stała się krytyczna”. Gribkow zauważył, że nawet, gdy ta decyzja została już zakomunikowana, Jaruzelski zwracała się do do kierownictwa sowieckiego o jej zmianę, sygnalizując, że „jeśli nie zostanie udzielona pomoc wojskowa, Polska będzie stracona dla Układu Warszawskiego”. Gribkow przypuszczał, że ponawiane przez Jaruzelskiego w ostatniej chwili prośby o sowieckie gwarancje musiały odzwierciedlać „nerwowość i niepewność odczuwaną przez czołowych polskich przywódców w związku z oceną ich zdolności do przeprowadzenia operacji stanu wojennego”.
Relacja Gribkowa pojawiła się w tym czasie, gdy Jaruzelski zyskiwał w Polsce korzystną reputację, i to zarówno wśród opinii publicznej, a nawet wśród niektórych wcześniejszych przeciwników, takich jak Adam Michnik. Większość Polaków skłaniała się do akceptacji tezy Jaruzelskiego głoszącej, iż w grudniu 1981, choć z oporami, wybrał on jednak „mniejsze zło”. W obliczu rewelacji Gribkowa Jaruzelski gwałtownie zaprzeczał, jakoby kiedykolwiek miał żądać sowieckich gwarancji wojskowych. Dowodził też, że to właśnie sam Gribkow był zwolennikiem „bratniej” interwencji zbrojnej w 1981 roku. Obaj ostro się poróżnili. Jednakże od tamtej pory wyszły na jaw znaczące dowody, które potwierdzają tezy Gribkowa i osłabiają zaprzeczenia Jaruzelskiego. Dowodami tymi są protokoły z posiedzeń sowieckiego Politbiura, liczne relacje z pierwszej ręki oraz tajne nagrania spotkań i rozmów. Aż do niedawna te nowe świadectwa były wystarczająco mocne, aby wzbudzić poważne wątpliwości wobec samousprawiedliwień Jaruzelskiego. Ale nie rozstrzygały jeszcze sporu.
Sytuacja zmieniła się w listopadzie 1997 roku, gdy wszedłem w posiadanie dokumentu, który dostarcza przesadzającego dowodu o roli Jaruzelskiego w doprowadzeniu do stanu wojennego. W połączeniu ze wszystkimi wcześniej ujawnionymi, dokument ten – który przełożyłem i opatrzyłem przypisami – stanowi dobitne potwierdzenie artykułu Gribkowa.
Zeznaje Gorbaczow
Zanim się jednak nim zajmiemy, warto dokonać przeglądu innych świadectw, które potwierdzają relację Gribkowa. Niektóre z nich pochodzą z niespodziewanych źródeł, nawet od Michaiła Gorbaczowa, który był członkiem Biura Politycznego KPZR w czasie polskiego kryzysu. Gorbaczow pozostaje wielbicielem oraz bliskim przyjacielem Jaruzelskiego i przedstawia go jako „prawdziwego biohatera”, który w 1981 roku „nie miał wyboru” i „postąpił słusznie”. W wywiadzie udzielonym pod koniec roku 1992 Gorbaczow utrzymywał, że „zawsze miał pełne zaufanie do Jaruzelskiego” i „rozmawiał z nim bardziej otwarcie i szczerze niż z pewnymi członkami Politbiura KPZR”.
Gorbaczow podkreślał też, że Jaruzelski ma zapewnioną reputację, jako „polski patriota i prawdziwy człowiek honoru”, który „uchronił swój kraj”. Dlatego też Gorbaczow nie ma powodów, aby mówić cokolwiek, co mogłoby kwestionować uczciwość Jaruzelskiego. Nie ma również powodu bronić dobrego imienia tych członków sowieckiego Politbiura, którzy mogli chcieć wkroczenia sowieckich sił zbrojnych do Polski, o ile Jaruzelski nie wprowadziłby stanu wojennego. Co najwyżej, można by się spodziewać, że Gorbaczow powie coś, co mogłoby podtrzymać wersję Jaruzelskiego w sprawie wydarzeń z grudnia 1981.
Już w kilku wywiadach udzielonych polskim dziennikarzom w październiku i listopadzie 1992 Gorbaczow zaręczał, że wbrew stanowczym twierdzeniom zawartym w pamiętnikach Jaruzelskiego, Politbiuro KPZR wcale nie groziło interwencją wojskową. Przypomniał też, że na krótko przed ogłoszeniem stanu wojennego jeden z członków ścisłego polskiego kierownictwa (którym – jak sądzi Gorbaczow – był Jaruzelski) odbył pilną rozmowę telefoniczną z Michaiłem Susłowem, długoletnim członkiem Politbiura i Sekretariatu KPZR, przewodniczącym specjalnej komisji ds. polskiego kryzysu. Gorbaczow utrzymuje, że Susłów poinformował polskiego przywódcę, iż wojska sowieckie będą nadal bronić polski przed zewnętrznym niebezpieczeństwem, ale nie zostaną użyte przeciwko zagrożeniom wewnętrznym. Według Gorbaczowa, odmowa ta wywołała rodzaj szoku u polskiego przywódcy, który daremnie usiłował namówić Susłowa do zmiany stanowiska. (...)
Mark Kramer
tłum. Waldemar Żyszkiewicz
|