strona główna arrow na gorąco arrow Krótki bilans Polski tranzytowej

12 grudnia 2009

Krótki bilans Polski tranzytowej

Złodzieje się nakradli, gangsterzy narabowali. Ci z zagranicy też. Handel, banki, częściowo energetyka są dziś w obcych rękach. O dywersyfikacji dostaw ropy
i gazu nie chce się już pisać. Cementowni, wobec spodziewanego przecież
boomu budowlanego, pozbyliśmy się jeszcze w latach 90. Teraz przyszła kolej
na złoża miedzi...

Zamiast polskiego cukru – starsi pamiętają nawet tzw. kryształ – jemy miał cukrowy, wyglądem przypominający sól i z niewiele wyższą, niż ma sól, zawartością cukru
w cukrze. Płacąc za to obcym. Polskie Koleje Państwowe, chlubę międzywojennego dwudziestolecia, udało się klasie politycznej III RP skutecznie wyeliminować
z konkurencji z Deustche Bahn. Drogi, których prawie i tak nie mamy, pozwalamy rozjeżdżać zagranicznym tirom. Ludziom, mieszkającym przy trasach przerzutu
towarów, żyje się fatalnie, za to żaby w okolicach Augustowa mają się dobrze.
Przemysł stoczniowy? Nie warto dalej nudzić.

Cóż, Polacy nie będą żyć z własności, lecz z pracy własnych rąk – jak to złowróżbnie orzekł przed laty w sejmie Janusz Lewandowski, wówczas poseł Unii Wolności,
dziś (chyba w nagrodę) komisarz Unii Europejskiej ds. budżetu. Lewandowski,
znany w kraju z fatalnego konceptu NFI, a w Krakowie z osławionej prywatyzacji tamtejszej wytwórni kosmetyków, pewnie już na dobre został przymuszony
do koegzystencji z immunitetem. Tylko czy to ma być pocieszenie
dla milionów Polaków?

Kraj rozprzedany. Środowiska pracownicze zdezintegrowane. Klasy średniej brak. Trwają przymiarki do podniesienia kryteriów tzw. reprezentatywności związków zawodowych, czyli ostatecznego odebrania centralom związkowym – w istocie
idzie o dobicie Solidarności! – jakiegokolwiek wpływu na politykę społeczną, prowadzoną w naszej części państwa UE. Taką operację, konieczną do finalnego ubezwłasnowolnienia „pacjenta Europy”, przeprowadzi gabinet Tuska sprawnie zarządzający Polską tranzytową.

Opinia publiczna jest pacyfikowana plotką o pacynkach politycznych lub łechtana życiem seksualnym dzikich, przepraszam, dziś się mówi: celebrytów. W mediach elektronicznych trwa inwazja tzw. formatów rozrywkowych oraz reklamy. Istnienie niszczonych przez lata mediów publicznych jest zagrożone. Wychodzą za to niemieckie gazety w języku polskim, zupełnie jak za okupacji. Różnica tylko w tym, że ekspresja treści niezależnych, opozycyjnych, antyestabliszmentowych, kontestatorskich
czy wręcz quasi-konspiracyjnych przeniosła się do blogosfery. Z konieczności,
bo papier drogi i trudno teraz o pastę Komfort.

Sic transit gloria Solidaritatis? Sic transit Polonia?


czytaj także: „Po co nam Polska”