strona główna arrow na gorąco arrow Palikotyzacja pop-polityki

2 grudnia 2009

Palikotyzacja pop-polityki

W wigilię utraty przez Polskę pełni suwerenności państwowej Janusz Korwin-Mikke urządził palenie dwóch flag unijnych przed budynkiem Uniwersytetu Warszawskiego. Wprawdzie okazja była poważna, bo Polska (urealniając sens niemieckiego sloganu propagandowego sprzed roku 1939) dobrowolnie przyjęła status państwa sezonowego, ale samo wydarzenie trudno już tak potraktować.

Korwin-Mikke, niewątpliwie błyskotliwy intelekt oraz atrakcyjny publicysta, jako polityk jest całkowicie niewiarygodny. Założoną przez siebie partię przez dwie dekady zmuszał wbrew jej nazwie do jałowego politycznie dryfu. Szermując deklaracjami, wykorzystywał do niedawna UPR-owską bazę medialną, struktury terenowe partii oraz zapał swych młodych wyznawców w charakterze trampoliny dla kreowania osobistej popularności, ewentualnie jako polityczny ponton ratunkowy. W zależności od chwilowej potrzeby.

Skończyło się to całkiem niedawno i niezbyt przyjemnie, łącznie z publicznym obrzucaniem się zarzutami o agenturalność, które skądinąd – jeśli się nad tym zastanowić – próbę logicznej weryfikacji hipotezy spokojnie wytrzymują. Ale to nie wszystko, bo nienawykły do braku zaplecza użytkowego JKM organizuje sobie kolejny dwór akolitów, dyscyplinowanych wewnątrzpartyjnymi rygorami. Dlatego antyunijny „iwent” z flagami wydaje się jedynie formą medialnej promocji nowego przedsięwzięcia. Palikotyzacja polskiej sceny w najlepsze trwa…