strona główna arrow na gorąco arrow Gutta cavat lapidem non vi&

8 sierpnia 2009

Gutta cavat lapidem non vi…

Społeczny odpór dany prowokacji ukraińskich nacjonalistów hołubionych przez Wiktora Juszczenkę podkreśla sens starej łacińskiej sentencji, której współczesna młodzież pewnie już nie zna, a jeśli nawet o niej słyszała, to najwyżej w szyderczym kontekście, właściwym dla nauczania współczesnych antypedagogów, zapewniających o jedynie słusznych walorach ponowoczesności.

Niezmordowany ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski i niezawodny w takich sytuacjach
dr filozofii Jerzy Bukowski uruchomili pokłady aktywności u ogromnej rzeszy ludzi, którym nie jest jeszcze wszystko jedno, choć przez dziesiątki lat swawoli funkcjonariuszy służb specjalnych wszelkiej maści, byli konsekwentnie przymuszani
do pasywności, zwątpienia oraz poczucia beznadziei.

Oj, dostanie się Polakom za brak cielęcej zgody na pomysły nowego pokolenia ukraińskich szowinistów, których sponsorują różni tacy „powracający z Kanady”.
Ks. Boniecki i Jarosław Gowin, sędziwy Jerzy Pomianowski, także publicyści Newsweeka i Gazety Wyborczej już dali wyraz swemu zdegustowaniu… Niedobrze, lata przyuczania Lachów do pokornej bierności mogą wziąć w łeb.

Gazeta Wyborcza niby krytyczna wobec Bandery usiłowała wywodzić, że w istocie był on przede wszystkim antykomunistą, a nie nacjonalistą. Jeśli to prawda, to musiał mieć na pieńku z Komunistyczną Partią Zachodniej Ukrainy, więc to raczej Michnik powinien oburzać się na rajd banderowców, a nie ks. Isakowicz-Zaleski – ironizuje w dyskusji jeden z użytkowników portalu Fronda.pl.

Zastopowanie w ostatniej chwili Tour de Bandera na polsko-ukraińskiej granicy,
które zostało na władzach RP wymuszone przez determinację wielu zdrowo myślących
i po polsku czujących ludzi, jest jednocześnie formą kompromitacji najwyższych funkcjonariuszy naszego państwa, ze szczególnym wskazaniem na szefów resortów spraw zagranicznych i wewnętrznych.

Nie warto powtarzać, jaki w tej sytuacji los czekałby ministrów w rodzaju Sikorskiego czy Schetyny w tzw. normalnym kraju. Polska z jej obecną sceną polityczną niestety do normalności jeszcze nie aspiruje. A okupowanie biorącej części miejsc w Sejmie przez nominalnie postsolidarnościowy duet Prawo i Sprawiedliwość / Platforma Obywatelska tylko ten niezdrowy stan przedłuża.

Polskie myślenie w strukturach monteskiuszowskiego trójpodziału aktualnej władzy
jest praktycznie nieobecne. Milcząca większość obywateli RP nie identyfikuje się
z partyjnymi etykietkami. Nie czuje się przez polityków reprezentowana i nie bardzo
ma na kogo głosować. Gracze skuteczni ignorują narodowy interes Polaków.
Tym zaś, których postawy budzą sympatię, brak kompetencji vote-getterów.

Na szybką zmianę politycznego stanu rzeczy na razie w Polsce się nie zanosi.
Ale przecież kropla drąży skałę nie siłą, lecz uporczywym kapaniem…


czytaj także: „Strusia polityka”