Podobno postawiła krzyż to dla uczczenia papieża-Polaka. Ale zrobiła tak jakoś wstydliwie, na pół gwizdka.

Warszawa postawiła krzyżyk

Owszem, wielu aż nazbyt często powtarza słowa pamiętnego wezwania
do Ducha Świętego, uznając je za początek procesu, który poprzez społeczne, polityczne i międzynarodowe turbulencje doprowadził nas do niepodległości… Niby uznaje się doniosłą rolę Kościoła katolickiego w Polsce, który dał nam prymasa Stefana Wyszyńskiego oraz kardynała Karola Wojtyłę, późniejszego papieża, niby wyraża się głęboką wdzięczność polskiej wspólnocie katolickich biskupów, duchownych i wiernych, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że wszystko to odbywa się cokolwiek na poboczu głównego nurtu życia, półgębkiem, czysto kurtuazyjnie.

Widomym znakiem, że deklarowana (przynajmniej przez Warszawę oficjalną) postawa wdzięczności nie wykracza poza przeświadczenie, że coś po prostu zrobić wypada – jest wspomniany na początku krzyż na stołecznym placu Zwycięstwa
Jana Pawła II im. Józefa Piłsudskiego
, jak często mówi o tym ważnym dla stolicy miejscu lud warszawski…

Krzyż jest popielato-szary, nieznaczny, postawiony w przypadkowym miejscu, tak żeby, broń Boże, nie był wyższy niż drugie piętro potrójnego cedetu, jakim – za sprawą dziwnej niefrasobliwości architekta miasta – uraczył warszawiaków sir Norman Foster. Znikomość nowego elementu w ważnej dla Polaków przestrzeni symbolicznej podkreślają zwłaszcza zdjęcia monumentalnego krzyża ołtarzowego z czasów pierwszej pielgrzymki, na który wyrazili zgodę rządzący wówczas Polską komuniści. Być może źródeł tego obecnego „pomniejszenia krzyża” należy szukać w gorących protestach, jakie przeciwko takiej formie upamiętnienia obecności oraz roli papieża-Polaka
w przezwyciężeniu komunizmu rozbrzmiały parę lat temu na łamach stołecznej prasy.
Na czele, z kuriozalną propozycją zbudowania quasi-antycznej kolumnady…

Ostatecznie jest krzyż, ale najmniejszy z możliwych, odbiegający swą barwą
od dominującego na placu ciepłego kolorytu piaskowca. Zamiast na osi saskiej,
na której powinien zostać ustawiony – ewentualnie dokładnie tam, gdzie w 1979 roku stał papieski ołtarz – nieco rachityczny w wyrazie niewielki krzyż wyrasta bezpośrednio
z płaszczyzny placu, w miejscu, którego wybór naprawdę trudno zrozumieć.

Chyba że szło o czytelne dla postronnych upodrzędnienie tego najważniejszego symbolu chrześcijaństwa. I przypomnienie wszystkim polskim katolikom, gdzie ich miejsce. Czyżby na szarym końcu?

„Tygodnik Solidarność” nr 24, z 12 czerwca 2009