Szokująca, teologiczna, prowokacyjna. Bezkompromisowa, popkulturowa, prokościelna. Inkwizycyjna, ekstrawagancka. Preewangelizacyjna, postmodernistyczna. Bystra, prężna i dowcipna.
Kto przez dziesięć lat zasłużył sobie na tyle wzajemnie wykluczających
się określeń? Oczywiście, Fronda!

Młodzi i katoliccy

33 numery kwartalnika, ale w 21 woluminach. Około 50 tytułów książkowych. 138 filmów dokumentalnych dla TVP. 14 programów z cyklu „Archiwum XX wieku”
dla Telewizji Puls. Portal internetowy. Płyty z chrześcijańskim rockiem. Gadżety i akcje ewangelizacyjne. Kasety z programami jako pomoc dla katechetów. Wkrótce ukaże się hiszpańska mutacja czasopisma... Tak, dorobek frondystów – grupy młodych, aktywnych katolików przekonanych o potrzebie dawania wyrazu swojej wierze w życiu publicznym – może naprawdę zaimponować. A przecież, gdy w 1994 wychodził pierwszy numer Frondy, media tzw. głównego nurtu robiły wszystko, aby wpoić polskiej młodzieży przekonanie, że bycie katolikiem to „obciach”, i to największy
z możliwych!

Punk w sutannie

– Jeszcze w tym miesiącu rusza w Krakowie współtworzony przez Frondę ośrodek formacyjny. A na początku grudnia, za sprawą grupy młodych intelektualistów z Granady, którzy uznali nasz kwartalnik za wzór godny naśladowania, wyjdzie pierwszy numer Frondy hiszpańskiej – mówił Michał Jeżewski, prezes zarządu Frondy.pl Sp. z oo., podczas uroczystości jubileuszowych w listopadzie 2004, na które do stołecznego klubu „Hybrydy” zjechali frondyści z całej Polski.

Dziś działalność Frondy obejmuje zróżnicowane formy: prócz stowarzyszenia kulturalnego, działa spółka, która zajmuje się działalnością wydawniczą. A witryna internetowa, z księgarnią wysyłkową, działem muzycznym, rozbudowywanym archiwum kwartalnika, galerią zdjęć i grafik, ale przede wszystkim ze świetnym forum dyskusyjnym osiąga rangę pełnowartościowego portalu tematycznego. Liczba 20 tys. „wejść” na stronę www.fronda.pl w ciągu miesiąca mówi zresztą sama za siebie.

Fronda nie jest organizacją o zwartej strukturze, to raczej zdecentralizowane środowisko ludzi pióra i mediów, naukowców oraz artystów, związanych z redakcją czasopisma, i napędzanych przekonaniem, że współcześnie warto, a może wręcz trzeba, stosować niekonwencjonalne metody ewangelizacji – wyjaśniał Jeżewski, otwierając wystawę 40 wybranych z całego dorobku „obrazoburczych” grafik i plakatów, które stały się swoistym znakiem rozpoznawczym zadziornego kwartalnika.

Pismo poświęcone

Środowisko. To ważny klucz do zrozumienia fenomenu Frondy. Kilkadziesiąt osób mniej lub bardziej regularnie współpracuje z redakcją, biorąc udział w różnych inicjatywach. Takich choćby jak głośna akcja koszulkowa promująca modlitwę, spowiedź, przedmałżeńską czystość. T-shirty z nadrukami w rodzaju „24h dziewczyny czekają... na twoją modlitwę” lub „No sex untill marriage. No morality without Christ”, autorstwa grafika Jana Zielińskiego, szły jak świeże bułeczki...

Szerszy krąg, rekrutujący się głównie z uczestników forum dyskusyjnego, liczy kilkaset osób. A kwartalnik rozchodzi się w nakładzie 5 tys. egzemplarzy, co – zważywszy na jego niszowy charakter – stanowi bardzo przyzwoity wynik.

– Chcemy docierać do ludzi o wrażliwości metafizycznej, którzy szukają prawdy. Tylko taki warunek formułujemy, wyobrażając sobie naszego czytelnika. Nie zakładamy żadnych ograniczeń wynikających z wieku, rodzaju wyznania czy wręcz niewiary – mówił Grzegorz Górny, redaktor naczelny Frondy, podczas jubileuszowej dyskusji
w Hybrydach.

Frondyści. Byli bardzo młodzi, gdy wystartowali. Mieli niewiele ponad dwadzieścia lat. Zafascynowani bruLionem, otwarci, przyjaźni, ale wyczuleni na politykę, tworzyli raczej grupę towarzyską niż środowisko. „Czwarta Rzesza” Talbotta bulwersowała czytelników pierwszego numeru pisma zapewne mocniej niż ankieta „Szatan dzisiaj”, m. in. z udziałem Jerzego Prokopiuka...

Stopniowo i skład zespołu, i kształt kwartalnika ewoluowały. Odeszli Paweł Dunin-Wąsowicz i Marcin Dominik Zdort. Zerwał z Frondą Rafał Smoczyński, kiedyś najbliższy współpracownik Górnego. Za to dziś wielu frondystów, doceniających przecież od zawsze rolę wiary w swym życiu, czynnie uczestniczy w różnych ruchach religijnych.

– Niektórzy należą do Opus Dei, innych pociąga Odnowa w Duchu Świętym,
ale spora część z nas wybrała Drogę, czyli neokatechumenat – mówi Marek Horodniczy, politolog po UKSW i członek zespołu redakcyjnego pisma. Prywatnie – mąż, ojciec dwójki dzieci, a także pasjonat muzyki „demonicznej, onirycznej i antysystemowej”.

Strategia Frondy

W Polsce nikt wcześniej nie pisał i nie mówił o religii w taki sposób. Natomiast liczne prowokacje intelektualne czy artystyczne, „transgresje” i inne kontrkulturowe gesty bywały jadowicie antykatolickie. Frondystom udało się tę monotonię przełamać...

Popkulturowa w formie rekomendacja sakramentu pojednania: „Moc, przygoda, tajemnica” czy różańca: „Cudowny aparat leczący! 800 lat tradycji. Prosty w użyciu. Zawsze skuteczny”. Pochwała wstrzemięźliwości i czystości: „Celibat... czujesz, że żyjesz”. Albo zręczna kpina z lansowania tzw. orientacji (czyli dewiacji) seksualnych: „Nie kombinuj”. Głośnym echem odbiła się inscenizacja scen męczeństwa świętych Kościoła katolickiego w sztafażu współczesnej Warszawy (1996). Mieszanka umowności i dosłowności, groteskowo krwawa i ostentacyjnie brutalna – te zdjęcia jednych zachwyciły, innych zgorszyły lub napełniły niesmakiem. Ale zostały zapamiętane!

Wojciecha Sobolewskiego, który od początku nadawał pismu wizualny polor, przed pięciu laty godnie zastąpił w tej roli Jan Zieliński, który studiował... teologię
na UKSW.

– Życie przebiega w ciągłym napięciu między potrzebą modlitwy, spowiedzi
czy Eucharystii a nachodzącymi nas uczuciami gniewu czy wręcz nienawiści. Taka jest kondycja człowieka. Toteż staram się ową dwubiegunowość zawrzeć w swoich pracach – tłumaczył w Hybrydach autor jubileuszowego plakatu i wspomnianych wcześniej t-shirtów z ewangelizacyjnym przesłaniem.

Ortodoksyjnie katolicki przekaz w przykuwającej uwagę, nieraz nawet drażniącej formie to podstawowa strategia działań środowiska, którego niekwestionowanym liderem jest 35-letni dziś Górny, absolwent dziennikarstwa na UW.

Pogo i duchowe wnuki papieża

Naczelny Frondy, scenarzysta i realizator filmów telewizyjnych, bystry komentator przemian w świecie i Kościele, dużo pisze (ostatnio również
w Przewodniku Katolickim), tłumaczy, podróżuje. Ma trzy córki i dwóch synów
z Angeliką Korszyńską, którą poślubił 11 lat temu. Wspominam o tym, bo decyzja
o założeniu pisma – pod prowizorycznym tytułem Polska ginie – review, zmienionym potem na Fronda. Pismo poświęcone – zapadła podczas ich przyjęcia weselnego.

Biblioteka Frondy – ważny segment podjętej działalności wydawniczej
i edukacyjnej – liczy dziś blisko 50 tytułów. Dominuje w niej szeroko pojęta problematyka religijna i historyczna, ale wybredny czytelnik znajdzie tu, oprócz literatury pięknej, współczesną eseistykę, krytykę literacką, a także prace z zakresu filozofii i teologii. Warto przypomnieć, że wydana przez Frondę praca Marka Wierzbickiego „Polacy i Żydzi w zaborze sowieckim” została w 2002 uhonorowana nagrodą Klio, a w rok później inny historyk Marek Jan Chodakiewicz otrzymał Nagrodę im. Mackiewicza za dwutomowe studium „Ejszyszki”, opublikowane również z logosem Frondy.

Ludzie od Górnego działają skutecznie w różnych miejscach. Właśnie szykują nową akcję ulotkową. Ale nie chcą jeszcze ujawniać żadnych szczegółów. Od stycznia 2005 „Raport Frondy” wróci po kilku latach przerwy do telewizji publicznej. Zdarza się, że jaskrawość stosowanych przez frondystów metod odwraca uwagę od meritum.
Ale w gruncie rzeczy zawsze idzie o to samo. Dotrzeć z Dobrą Nowiną tam, gdzie
już naprawdę jej brak.

„Tygodnik Solidarność” nr 50, z 9 grudnia 2004

czytaj także: „Kręcenie” historii