strona główna arrow na gorąco arrow Podkarpacie ma wybór

7 czerwca 2008

Podkarpacie ma wybór

Dawna wielka Rzeszowszczyzna, dziś zwana Podkarpaciem, stała się modna
wśród krajowych tuzów politycznych. Jeżdżą tam na wyprzódki liderzy Platformy Obywatelskiej, docierają in gremio czołowi politycy Prawa i Sprawiedliwości.
Pierwszego czerwca sam prezydent RP Lech Kaczyński, wraz z Małżonką, odwiedził Żarnowiec. W sześć dni później prezes Jarosław Kaczyński wybrał sobie Krosno, aby podczas wyjazdowego posiedzenia Rady Politycznej swej partii wytknąć rządowi nieudacznictwo, a premierowi niedostateczną troskę o interes narodowy.

Treść zarzutów sformułowanych wobec gabinetu Donalda Tuska jest zasadna. Razić
i zrażać (zwłaszcza ludzi młodych) może jednak sposób, w jaki zostały zwerbalizowane, tym bardziej że premier błyskawicznie ripostował, zgrabnie wychwytując mankamenty stylu wystąpienia szefa opozycji i równie zręcznie uchylając się od niewygodnego
dla siebie meritum zarzutów.

Wiarygodność politycznych deklaracji i krytycznych eksklamacji wygłoszonych dziś
przez Jarosława Kaczyńskiego bardzo osłabiają okoliczności, które kładą się cieniem
na okazywane ostatnio przez braci Kaczyńskich (i ich partię) zainteresowanie województwem podkarpackim. Owszem, sezon urlopowy się zbliża, Bieszczady mają swoje uroki, ale czy rzeczywiście trzeba było jechać aż do Krosna, żeby skrytykować słaby programowo i gnuśny w działaniach rząd PO-PSL? I czy żarnowiecki dworek
Marii Konopnickiej jest najlepszym miejscem dla świętowania Dnia Dziecka?

Przyczyny gwałtownej mody na Podkarpacie wśród polityków są niestety dość trywialne. 22 czerwca 2008 odbędą się tam uzupełniające wybory do Senatu RP.
To zrozumiałe, że kierownictwo PiS chciałoby utrzymać dotychczasową liczbę swych senatorskich „szabel”, ale trochę niepokoi styl, w jakim do tego zmierza.

Wśród zainteresowanych polską sceną polityczną nie jest tajemnicą, że poseł Stanisław Zając wcale nie palił się do kandydowania. Trudno mu się dziwić. Dla aktywnego polityka przejście z izby niższej do wyższej pachnie trochę karencją lub co najmniej polityczną emeryturą. Ostatecznie jednak ekswicemarszałek kandyduje (czyżby propozycja nie do odrzucenia?), tyle że z tzw. bezpiecznej pozycji, bo walczy o miejsce w senacie, nie zrezygnowawszy uprzednio z posiadanego mandatu poselskiego.

Z pewnością determinację Jarosława Kaczyńskiego wzmogła wiadomość, że jednym z kandydatów na wakat po przedwcześnie zmarłym senatorze Andrzeju Mazurkiewiczu jest Marek Jurek, były marszałek sejmu (wówczas jeszcze członek PiS), obecnie lider Prawicy Rzeczypospolitej. Niewątpliwie trudną decyzję o rozstaniu z ugrupowaniem braci Kaczyńskich marszałek Jurek podjął po zsabotowaniu przez kierownictwo partii (oraz częściowo przez Pałac Prezydencki) podjętej w parlamencie inicjatywy ustawodawczej na rzecz poprawienia konstytucyjnej ochrony życia ludzkiego.

Po jesiennych wyborach 2007 utworzone przez Marka Jurka ugrupowanie Prawica Rzeczypospolitej (PRP) znalazło się poza sejmem, a jego lider przegrał batalię
o senatorski fotel. Nieraz wyrzucano mu potem brak politycznego instynktu samozachowawczego, ale nikt poważny nie kwestionował autentyzmu przesłanek ideowych tego ryzykownego kroku.

Taka postawa wśród współczesnych polityków – nie tylko w Polsce – zdarza się niezmiernie rzadko. Toteż ktoś, kto dowiódł, że mniej obawia się politycznej marginalizacji niż zdrady deklarowanych wartości, jest dziś o wiele lepszym kandydatem na Wiejską niż najbardziej nawet zdyscyplinowany wykonawca poleceń swojej politycznej centrali.

Marek Jurek prowadzi skromną z konieczności, ale merytoryczną kampanię wyborczą. Ochotniczo pomagają mu ludzie, dla których ważne są te same, niemodne, wyszydzane i negowane dziś wartości podstawowe. Sztab wyborczy Stanisława Zająca dysponuje znacznie większym potencjałem, co więcej, wspierający go politycy Prawa
i Sprawiedliwości często nie przebierają w środkach.

Czy walka o senatorski mandat rozegra się między PiS a PRP, jak twierdzą regionalni obserwatorzy tych zmagań? Czy podzielone głosy podkarpackich zwolenników politycznej prawicy otworzą drogę do zwycięstwa komuś trzeciemu? Np. kandydatowi Platformy Obywatelskiej...

Argumentu o potrzebie jedności nie wolno lekceważyć. Trzeba jednak pamiętać, że jedność, warunkująca skuteczną walkę o władzę, pozostaje tylko narzędziem. Zwarte partyjne szeregi nie zastąpią przecież ani sensownego programu, ani woli, niezbędnej do wprowadzania deklarowanych zmian w życie. Przykład ustawy lustracyjnej, której „neutralizację” przez Trybunał Konstytucyjny umożliwiły w dużej mierze destrukcyjne poprawki prezydenckie, dowodzi niestety, że Prawo i Sprawiedliwość miało z tym poważne kłopoty.

Wierność zasadom albo absolutyzowana skuteczność – oto wybór, przed jakim
w czerwcu 2008 stają wyborcy z Podkarpacia.