strona główna arrow na gorąco arrow Strategia rządu Tuska

12 maja 2008

Strategia rządu Tuska

Posłanka Sawicka wyjawiła przed rokiem przystojnemu zapewne agentowi CBA zręczny plan ostatecznego rozwiązania dotychczasowej służby zdrowia w Polsce i zastąpienia jej systemem lecznictwa niepublicznego. Prywatne kliniki, szpitale, przychodnie – lepiej wyposażone, profesjonalnie zarządzane i urządzone – pozostaną, rzecz jasna, ogólnie dostępne dla każdego obywatela. O ile będzie go na to stać. Będzie też zapewniony wyższy standard usług, pojawią się najnowsze technologie i wysoko specjalistyczne procedury, dołączą najlepsi operatorzy, a w dodatku, da się na tej przemianie nieźle zarobić. Żeby się żyło lepiej. Prywatyzatorom przynajmniej.

Często trzeba jeszcze, bagatela, te publiczne zakłady opieki zdrowotnej oddłużyć
przed prywatyzacją. Tu do programu rządu o określonym przecież rodowodzie włącza się element solidaryzmu społecznego, bo na to oddłużenie szpitali zrzucimy się, chcąc nie chcąc, wszyscy.

Rozbity laptop Ziobry i Patrycja Kotecka, nieostrożna wypowiedź byłego ministra
o doktorze Mirosławie Garlickim. Media, które pełnią funkcję politycznego akuszera rządu Tuska (z Pawlakiem, w charakterze wkładki chłopskiej), wałkują pretekstowe tematy z zapałem godnym czegoś istotnego. A czym, tak naprawdę, podpadł najbardziej środowiskom prawniczym minister Ziobro? Zamiarem dopuszczenia świeżej krwi do zawodów, które – wbrew iluzjom profesora Adama Strzembosza z początków lat 90. – są nadal ostoją postkomunistycznego (nie)ładu w Polsce.

Anty-Ziobro, czyli obdarzony radiowym głosem i niezbyt telewizyjnym wyglądem minister Ćwiąkalski miał tylko jedno zadanie: odwrócić tę śmiertelnie groźną dla status quo tendencję uruchomioną przez swego poprzednika. I właśnie całkiem niedawno,
po uprzednich pogłoskach o możliwej zmianie w kierownictwie resortu sprawiedliwości, pojawiła się zapowiedź radykalnego ograniczenia dostępu do zawodów prawniczych...

A gdzie ta tytułowa strategia? Już wyjaśniam. Kilka miesięcy bezczynności, zwłoki czy wręcz atrofii rządowych poczynań rodzi u zniecierpliwionych obywateli a) przyzwolenie na jakieś bardziej zdecydowane posunięcia i b) typowe dla „cywilizowanej demokracji” żądanie głów polityków nie dość popularnych. Zapowiedź okołowakacyjnych korekt
w gabinecie Donalda Tuska sygnalizuje realizację punktu b). Wśród ministrów przewidzianych do wymiany padły już nazwiska Ewy Kopacz i Zbigniewa Ćwiąkalskiego.

Jeśli rządowi uda się przeforsować te dwa drastyczne posunięcia (po pierwsze, skomunalizować szpitale, co będzie wstępem do ich prywatyzacji; po drugie, utrzymać korporacyjne ograniczanie dostępu do zawodów prawniczych), czyli urzeczywistnić punkt a), to z pewnością i minister Kopacz, i minister Ćwiąkalski odejdą na jakieś zasłużone synekury.

Za podanie na tacy polskich szpitali Ewie Kopacz należy się co najmniej tłusty kąsek
w Brukseli, ale z pewnością i dla ambitnego obrońcy nie byle jakich oskarżonych też się coś stosownego znajdzie. Natomiast pozbawiony już niewygodnego obciążenia balon notowań Tuska będzie próbował – z niewielką pomocą przyjaciół – wzbić się do kolejnych orlich lotów.

Czy taki plan może się powieść? To już zależy od strategii tych, którzy rządzą
Donaldem Tuskiem.