strona główna arrow na gorąco arrow Demokratyczne who is who

19 marca 2008

Demokratyczne who is who

Henryk Woźniakowski, broniąc polityki spolegliwego wobec komunistów rządu Mazowieckiego, użył argumentu, który wprawdzie dobrze brzmi, ale jest równie
odległy od prawdy jak Moskwa od Warszawy.

Dziś wieczorem w programie Wildsteina (Cienie PRL-u, TVP1) Wojciech Sawicki, historyk z wrocławskiego oddziału IPN, specjalizujący się w badaniu archiwów polskich
i enerdowskich służb specjalnych, sformułował całkiem przyzwoicie uargumentowaną tezę, że zmiany w Polsce po roku 1989 odbywały się według scenariusza służb specjalnych Kremla.

Woźniakowski, dyrektor biura prasowego w rządzie Mazowieckiego, odparł na to, że takie wyjaśnienie mechaniki przemian po 1989 jest po prostu obraźliwe dla Polaków. Dlaczego? Bo oznaczałoby, że bez agentury obcej i własnej nie bylibyśmy w stanie wybić się na niepodległość... A to – zdaniem obecnego prezesa Znaku – jest opinia
i krzywdząca, i nieprawdziwa.

Cieszy mnie bardzo, że Henryk Woźniakowski upomina się o dobre imię Polaków.
I ma rację. Niestety, rację ma także Wojciech Sawicki. Czy to możliwe bez obalania Arystotelesa? Owszem, jak najbardziej. Racja Woźniakowskiego odnosi się bowiem
do czasów naszego zrywu niepodległościowo-wyzwoleńczego z lat 1980-81, zwanego też solidarnościowym karnawałem. I zainspirowanego przez papieża-Polaka.

10 milionów rodaków w Solidarności pracowniczej i 3 miliony – w Solidarności zrzeszającej rolników to, licząc z rodzinami, była właściwie cała Polska. Oprócz nomenklaturowej wierchuszki. Oczywiście, że już wtedy skierowano do „zarządzania największym kryzysem w dziejach realnego socjalizmu” zastępy kwalifikowanej agentury wpływu oraz zwykłych wyrobników Spółdzielni Ucho. Ale to przecież nie wystarczyło, by opanować żywioł społeczny, dlatego sparaliżowano kraj stanem wojennym. Zamrożenie tamtej rewolucji było, z punktu widzenia władzy, po prostu niezbędne.

Jaruzelski zapewnił reżimowi bezcenne 7-8 lat na wykształcenie nowego pokolenia komunistów sprawnych w nowoczesnym zarządzaniu, prawdziwej ekonomii, bankowości, marketingu, PR, nowych mediach... Wtedy właśnie na stypendia departamentu stanu (za czasów administracji Reagana!) wyjeżdżali do USA młodzi obiecujący aparatczycy. Rosati, Balcerowicz, Belka – to kilka emblematycznych nazwisk, ale ten proces miał znacznie obszerniejszy wolumen... Nawet Małgorzata Niezabitowska, późniejsza zwierzchniczka Woźniakowskiego podróżowała wtedy
z mężem po Ameryce Północnej, szukając dziwów przyrody do sfotografowania.

W latach 1988–1989 i następnych sytuacja była już inna, z punktu widzenia władzy – opanowana. Narodowi przetrącono kręgosłup, ogniska oporu mocno osłabły. Udało się wyselekcjonować konstruktywną opozycję – warto choćby pamiętać o sondażowych rozmowach SB z Kuroniem czy Wałęsą – pozbyto się niepokornych (zabici księża, Solidarność Walcząca zmarginalizowana). Na tym etapie naszych dziejów najnowszych rację ma już zdecydowanie Wojciech Sawicki i to on trafniej wyjaśnia dynamikę polskiej transformacji. Prawda historyczna nie zawsze jest piękna. Niestety.

Ale nie trzeba od niej stronić. Za brak rozeznania w „demokratycznym who is who” płacimy dziś jako naród zbyt wysoką cenę.