strona główna arrow kultura arrow Piękny mozół zwyciężania

„Zwycięzcy”, najnowsza powieść Stanisława Murzańskiego, to rodzaj zbiorowego portretu pokolenia, którego młodość oraz doświadczenia wieku męskiego przypadły gdzieś na połowę zeszłego stulecia.

Piękny mozół zwyciężania

Pokolenie rówieśników Marcina Tomańskiego, Konrada Ratulskiego czy Łukasza Skrzydlnego – głównych protagonistów powieści – poznało raczej (podobnie zresztą jak jej autor) zapowiedź smaku wolności i urody życia w Dwudziestoleciu, niż zdążyło ich realnie zakosztować. Ich udziałem stała się najpierw wszechobecna trauma wojny – kampania wrześniowa, okupacyjna oraz powojenna konspiracja, bojowe szlaki armii Andersa czy Berlinga, partyzantka, Powstanie Warszawskie – potem dojmujące poczucie obcości w świecie bez zasad, który wyłonił się z wojennej zawieruchy. Zdrada aliantów, przekraczanie zielonej granicy, poczucie obcości na emigracji, szalejący terror strażników nowej rzeczywistości.

Zmiażdżone pokolenie

Czytelne u Murzańskiego poszukiwanie racji dostatecznej dla dokonywanych w życiu wyborów splata się z przeświadczeniem o braku jakiegoś egzystencjalnego kanonu, jedynego i bezwarunkowego, niezależnego od czasu, okoliczności, a nawet mniej czy bardziej sprzyjającej fortuny. Zasady, poglądy, dawny układ odniesienia – cały system wartości wpajanych uczniom szkół II Rzeczypospolitej nie stracił wprawdzie sensu, ani tym bardziej swej szlachetnej kulturowej patyny. Jednak w zderzeniu z czasem wojny, a zwłaszcza nowym światem powojennym ich przydatność ujawniła swoje ograniczenia.

Historia wymusiła na rówieśnikach Murzańskiego korzystanie z metody prób i błędów, działanie po omacku, sprawdzanie własnego człowieczeństwa w sytuacjach krańcowych, takich jak areszt, konwejer, więzienie, ale również oflag czy obóz pracy. I choć autor „Zwycięzców” ma wśród protagonistów powieści swego wyraźnego faworyta, to przecież wpisuje go w rwącą rzekę ludzkich losów i raczej kamufluje niż eksponuje.

Mozaika czy warkocz

Powieść Murzańskiego można porównać z panoramicznym freskiem. Wielka liczba postaci portretowanych sumiennie (i tradycyjnie), zwykle w krótkim błysku flesza, kierowanym na ubeka, klawisza, żołnierza, politruka, donosiciela z celi, komendanta obozu, szaleńca, uciekiniera... Są oczywiście i kobiety: matka, córka właściciela kamienicy, sanitariuszka, narzeczona, atrakcyjna nauczycielka niemieckiego, a nawet paryżanka. Są strzępy rozmów, sytuacje z przeszłości, obrazy rodzinnego domu, pejzaże aż do bólu nasycone emocjami – charakterystyczna materia wspomnień.

„Zwycięzcy” mają bardzo ciekawą budowę. Klasyczne wartości i tradycyjny kształt świata rekonstruowanego w powieści, łączą się z typem narracji czerpiącym z literackich doświadczeń egzystencjalizmu. Ale już konstrukcyjny zamysł całości, na wskroś nowoczesny, przywodzi na myśl scenariusz filmowy. Oczywiście, scenariusz ambitniejszy od historii w rodzaju „zabili go i uciekł”, ale bynajmniej nie pozbawiony swoistego suspensu, gdy okazuje się, że pracowicie gromadzone wątki cząstkowe układają się w ciasno zapleciony warkocz. To współwystępowanie tradycjonalizmu oraz różnych faz „nowoczesności” wydaje się wielkim atutem prozy Murzańskiego. A motto z Ingardena – choć związane z problemem tożsamości osoby, a nie strukturą dzieła literackiego – kieruje uwagę na strukturalne osobliwości tej powieści.

Bez wyboru? Nie ma takiej opcji

Udręka izolacji, odosobnienia, samotności lub przeciwnie – stłoczenia w niewielkiej przestrzeni celi zyskuje w prozie Murzańskiego przejmujący wyraz artystyczny. Śledztwo, uwięzienie, pobyt w obozie pracy traumatyzują przecież nie tylko w wymiarze cielesnym, ale i psychicznym, egzystencjalnym. Nie pomijając trudnych wątków fizjologicznych, autor nie epatuje jednak dosłownością. A precyzja, z jaką ukazuje przymus radzenia sobie z upływem czasu, słabnącą wyrazistością wspomnień czy szukaniem źródeł nadziei może być – zwłaszcza dla młodszych czytelników – pomocą przy przekraczaniu granicy między czystą obserwacją zachowań a zdolnością do rozumienia ich przyczyn lub motywów.

Warszawa. Wołyń. Surkonty. Ancona. Paryż. Wronki. Kamieniołom na Kujawach. Szeroka panorama polskich losów. Rozstania i powroty. Zdrada i wierność sobie. Nadzieje i tragedie. Walorem nowej powieści Murzańskiego jest sposób, w jaki autor nasyca ją przeświadczeniem o znaczeniu moralnej busoli, bez której życie ludzkie prędzej czy później traci wszelki sens. Owszem, ta proza, gęsta od znaczeń i nasycona zmysłowym, wizualnym konkretem – z wykształcenia autor jest artystą malarzem, absolwentem warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych – wymaga od czytelnika skupienia. A nawet czegoś w rodzaju wewnętrznego zobowiązania. Ale trud lektury z pewnością się opłaci, gdyż – przypomina o tym Murzański – „mądrość jest niczym innym, jak zdolnością wykrywania w każdych okolicznościach prawdziwej wartości rzeczy”.


Stanisław Murzański, „Zwycięzcy”, Wydawnictwo Arcana, Kraków 2007.


„Tygodnik Solidarność” nr 45, z 9 listopada 2007