strona główna arrow na gorąco arrow Przesądziły młode karpie

19 listopada 2007

Przesądziły młode karpie

Po wyborach z jesieni 2005 fachowcy od nowych mediów przewidywali, że znacząca część następnej kampanii wyborczej będzie miała miejsce w sieci. Decydując się na ponowne wybory w połowie kadencji parlamentu, Jarosław Kaczyński najwyraźniej nie wziął tego pod uwagę.

Michał Kamiński i Adam Bielan, z dość tajemniczych powodów uznani za tzw. spin doktorów PiS, również nie docenili fenomenu sieci jako narzędzia urabiającego opinię publiczną, zwłaszcza w jej młodej czy wręcz młodocianej części. Internet w Polsce, podobnie zresztą jak całym świecie, dla starszych jest głównie ciekawostką lub użytecznym narzędziem, natomiast dla młodych: ich środowiskiem naturalnym i całym życiem. Matriksem, czyli macierzą.

„PiS poniosło porażkę w zarządzaniu przestrzenią masowej wyobraźni. Nie wypracowało kanałów komunikacji z inteligencją, które sprawiłyby, że propaganda antypisowska nie wchodziłaby w to środowisko jak w masło” – powiedział profesor Andrzej Zybertowicz w ciekawym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. Zresztą każdy, kto widział zręczne, ale kłamliwe i jadowicie antykaczyńskie wideoklipy w YouTube (w rodzaju „180 stopni” czy „IV Rzeczpospolita. Reaktywacja”), kto miał rozeznanie co do treści przesyłek masowo kolportowanych przed wyborami pocztą elektroniczną lub zetknął się z podkręconą zwłaszcza w samym dniu elekcji falą SMS-ów, wzywających do głosowania na PO, musiał żywić poważne obawy o wynik tych wyborów. A raczej mógł dość łatwo przewidzieć przegraną partii Jarosława Kaczyńskiego. Tej wyobraźni zabrakło tylko sztabowcom rządzącego ugrupowania.

Pierwszy raz od wielu lat znaczny udział w polskich wyborach mieli młodzi, dotąd zwykle słabo obecni przy urnach. Do nich – przekornych, myślących w kategoriach przedpolitycznych i z natury rzeczy mało doświadczonych – trafiła szydercza, antypisowska kampania Platformy Obywatelskiej. Pozorny luz, modniejszy język, estetyka i szeroko reklamowana europejskość zrobiły swoje. Destruktorzy polskiego przemysłu, architekci wysokiego poziomu bezrobocia, którzy przez lata reklamowali przynależność do UE jako panaceum na ustrojowe wady III RP, teraz nawet wątek „wyprodukowanej” przez siebie masowej emigracji zarobkowej potrafili wykorzystać jako argument przeciwko partii Kaczyńskich.

Młodzi wyborcy, którzy nie pamiętają Wałęsowskiej „drugiej Japonii”, łatwo kupili propagandę irlandzkiego cudu. Tusk obiecywał, że dzięki ostro rosnącym zarobkom emigranci zaczną wracać do Polski. I proszę, jeden już wrócił. Otrzymał nawet ciekawą i nieźle płatną pracę. Zostanie ministrem, mimo że nie ma numeru Pesel ani PIN. Takiemu to dobrze...

A poza tym, dość czytelna wrogość, próby odwetu, podchody w mediach. Pierwsze decyzje nowych ministrów dowodzą, że rozgorzała ostra walka o CBA, komisje parlamentarne, komisję ds. służb specjalnych, wreszcie komisję likwidacyjną WSI... Czy o to szło młodym wyborcom-debiutantom oddającym zwycięstwo w ręce partii Donalda Tuska? Wyniki ostatnich wyborów, które – jeśli sądzić na podstawie składu nowej rady ministrów – zaskoczyły nie tylko strategów PiS, najtrafniej chyba skomentował ktoś w sieci: ot, młode karpie zagłosowały za przyśpieszeniem terminu Wigilii.