strona główna arrow na gorąco arrow Oddanie władzy

22 października 2007

Oddanie władzy

We wczorajszych wyborach Prawo i Sprawiedliwość powiększyło swój stan posiadania. Na partię Jarosława Kaczyńskiego zagłosowało więcej ludzi niż przed dwoma laty. W dodatku, stanowili oni wyższy o około 5 proc. odsetek głosujących, co przełożyło się na większą (o około 10) liczbę zdobytych w sejmie mandatów. Różnica była tylko taka, że we wrześniu 2005 ugrupowanie braci Kaczyńskich niespodziewanie, wbrew wynikom sondaży i oczekiwaniom mediów, wygrało wybory parlamentarne. Natomiast symbolicznym wyrazem tego, co stało się wczoraj, był niepewny uśmiech, goszczący na twarzy posłanki Jolanty Szczypińskiej po ogłoszeniu wyników tzw. exit polls, które zapowiadały wysokie zwycięstwo Platformy Obywatelskiej.

Nie ma żadnych powodów, aby kwestionować podnoszone przez wielu talenty polityczne premiera Kaczyńskiego. Od dwóch lat w sejmowych kuluarach i w mediach krążyły opowieści o tym, że główny strateg Prawa i Sprawiedliwości, dzięki swej kunsztownej taktyce, przejmie lwią część posłów oraz elektoratu dwóch mniejszych partii, z którymi zawiązał najpierw koalicję parlamentarną, a następnie rządową. Dowcipy o tzw. przystawkach, przesyłane SMS-ami, krążyły po całym kraju, stanowiąc tajemnicę poliszynela. W tej sytuacji, głos Jarosława Kaczyńskiego, który od kilkunastu tygodni zaczął ubolewać nad nielojalnością parlamentarnych koalicjantów PiS, nie brzmi zbyt przekonująco. Wierzgali? Nic dziwnego, po prostu usiłowali się bronić.

Dziś zwolennicy Platformy Obywatelskiej twierdzą, że historyczną zasługą Jarosława Kaczyńskiego stanie się eliminacja z parlamentu Samoobrony oraz Ligi Polskich Rodzin. Nazywa się to chętnie „porządkowaniem polskiej sceny politycznej”. Nie jestem miłośnikiem ani partii, ani osoby Andrzeja Leppera, ale trudno mi uwierzyć, że w dłuższej perspektywie ugrupowanie Waldemara Pawlaka interesami polskich rolników i terenów wiejskich potrafi się zająć równie skutecznie jak tradycyjną ochroną pożytków aparatu partyjnego PSL. Natomiast ci wszyscy, którzy własne polityczne idiosynkrazje wobec Ligi Polskich Rodzin i Romana Giertycha śmiało podnoszą do rangi poglądów, za „skasowanie” Ligi będą w stanie Jarosławowi Kaczyńskiemu wiele wybaczyć... Pytanie, czy skorzysta na tym Polska.

Media się zachłystują: w nowym parlamencie mamy tylko cztery ugrupowania! Tak, będą liberałowie z PO, mocno pragmatyczna chadecja (PiS), Lewica i Demokraci, czyli melanż postkomunistów z postrewizjonistami, wreszcie ludowcy Pawlaka z peerelowskim rodowodem i ogromną „zdolnością koalicyjną”, przetestowaną już w 1992 i 1993 roku. Jednak za sprawą ryzykownej decyzji premiera Kaczyńskiego o przyśpieszonych wyborach, zabraknie w tym sejmie przedstawicieli ważnej dla polskiego społeczeństwa konserwatywnej prawicy, jak również znaczących środowisk narodowo-katolickich. A przecież, szansa na wyłonienie stabilnego gabinetu i polityczno-ideowa reprezentatywność sejmu wcale się nie wykluczają. Przeciwnie, dopiero połączenie tych cech pozwala mówić o dobrym parlamencie.

Około 165 mandatów poselskich, blisko 40 miejsc w senacie, to bardzo dobry wynik dla partii. Wystarczy miejsc dla weteranów PC. Da się przetrwać. Ale to liberałowie będą rządzić. I zaczną majstrować: przy gospodarce (już są zakusy na sprzedanie pakietu kontrolnego akcji KGHM), przy płacy minimalnej, przy kodeksie pracy (Polska przyjazna pracownikom? Wolne żarty!), przy lustracji (czy IPN przetrwa?), przy służbach (rewitalizacja WSI?), przy lecznictwie (prywatne szpitale i uzdrowiska?), przy obsadzie placówek dyplomatycznych. A kto w tym parlamencie upomni się o referenda w obronie polskiego złotego (przed euro) albo w sprawie eurokonstytucji ukrytej pod nową, maskującą nazwą? W dodatku, Platforma w koalicji z PSL-em i taktycznym sojuszu z LiD-em (ponad 290 mandatów) łatwo odrzuci ewentualne veto prezydenta Kaczyńskiego, bo do tego wystarczy 276 głosów... Może jednak nie warto było, Panie Premierze, rozbijać trudnej koalicji i zbyt pochopnie oddawać władzy?