Wizualna elegancja i znamiona profesjonalizmu sprawiły, że wśród polskich portali internetowych Onet.pl zdobył sobie pewną renomę. Ale ostatnie lato naraziło na szwank reputację tego portalu, w którym większościowy pakiet udziałów ma Grupa medialna ITI, będąca m.in. właścicielem telewizji TVN oraz TVN-24.

Portal Onet.pl źle zniósł sezon ogórkowy 2003!

Kwasy w sieci

Graficzna przejrzystość, czytelna, stosunkowo duża czcionka, pewna elegancja komponowania stron – trudno zaprzeczyć, że na tle innych polskich portali Onet korzystnie się wyróżniał. Ta dbałość o wizualną stronę prezentacji – zapewne odziedziczona po twórcach witryny z Optimusa i Pascala – przejawia się nawet w sezonowym aktualizowaniu winiety głównej strony portalu. Sygnały, że coś dziwnego zaczyna się w nim dziać pojawiły się już wiosną, ale ten proces znacznie się nasilił, gdy wiosenne kwiatki ustąpiły miejsca letnim barwom piasku i plażowego parasola.

Zaciekawić, zwabić, zindoktrynować!

Zaczęło się od przesadnie sensacyjnych, czy raczej grepserskich, a przez to mylących tytułów, jakie często pojawiają się w „Gorących informacjach” czy „Gorących tematach” na stronie głównej. Ich cel jest jasny. Sprytne sformułowania mają wzbudzić ciekawość internauty, przyciągnąć jego uwagę i skłonić do zanurkowania w gąszcz uliczek informacyjnych, ścieżek dyskusyjnych czy pasaży handlowych. Mają zachęcić do komentowania bieżących informacji na dyskusyjnych forach portalu. Dopóki takie oparte na skojarzeniach grepsy są zabawne i odnoszą się do materiałów ciekawostkowo-rozrywkowych – można je zaakceptować. Niestety, w serwisach Onetu z tym stosowaniem chytrych sposobów awizowania informacji mocno przesadzono...

Przykładem swoistego „faula informacyjnego” może być tytuł, który w czasie, gdy notowania Leszka Millera dołowały, obwieszczał spory wzrost popularności premiera! Dopiero po dotarciu do konkretnej informacji okazywało się, że owszem, szacunek obywateli dla premiera wzrósł znacząco, tyle że to właśnie Brytyjczycy mocniej pokochali Tony’ego Blaira, wówczas beneficjenta szybkiej kampanii wojennej w Iraku... Już wkrótce zalew zabawowych, podobnie nieadekwatnych tytułów, narażających użytkownika na stratę czasu czy irytację, nieraz zresztą objawiane uwagami w sieci, przybrał postać wysokiej fali powodziowej. Czy spowoduje ona spadek wiarygodności portalu? Może nawet nie, ale z pewnością nie przysporzy mu prestiżu.

Niedawno np. zapowiedź newsa sugerująca, że coś się stało prezydentowi – w domyśle RP, gdyż w tytule zabrakło nazwy kraju – spowodowała erupcję bardzo emocjonalnych wypowiedzi na forum. Oprócz przejawów zatroskania i wyrazów ulgi, że tym razem szło o prezydenta sąsiednich Czech, a nie o „naszego Olka”, rozsierdzeni internauci pozwolili sobie również na niezbyt wyrafinowane porównania w rodzaju: „A nasz jest zdrowy, bo kasę tnie i to mu dodaje wigoru i tuszy (...) tucznik jeden”. Niewykluczone, że irytację komentatorów zwiększył fakt zilustrowania informacji o zdrowotnych kłopotach Vaclava Klausa dość wredną fotografią, sugerującą – media przećwiczyły tę metodę na poprzednim liderze „S” Marianie Krzaklewskim! – jakieś rzekome podobieństwo do Mussoliniego.

Deprawacje z Onetem

Bombardowanie nagością i erotyką, promowanie wakacyjnego luzu obyczajowego (czytaj: nieładu w zachowaniach seksualnych), mnogość głupawych plotek o wyczynach łóżkowych różnych gwiazdek Hollywoodu, sceny rockowej czy światowej estrady to kolejny „kierunek natarcia” Onetu latem 2003. No cóż, interesowny ekshibicjonizm oraz tematyka okołorozporkowa bywa częścią strategii rynkowej samych, żal się Boże, idoli lub ich bezwzględnych menedżerów... Trudno jednak zrozumieć, co skłoniło obecnych dysponentów portalu do prezentacji np. serii nieudanych zdjęć z kortów zatytułowanych wabiąco (cytuję z pamięci) „Pod spódniczkami tenisistek”. Zresztą golasy na polu golfowym, na kortach i boiskach piłkarskich – łącznie z prezentacją australijskiej żeńskiej drużyny futbolowej całkowicie sauté – to był swoisty sportowy hit lata z Onetem!

„Jaki był wasz pierwszy raz?”. „Napiszcie, w jakich dziwnych miejscach TO robiliście?”. „W jakich okolicznościach zostaliście przyłapani na seksualnych igraszkach?”. Takie i podobne „wakacyjne wpisy” zaczynają być codziennością na dyskusyjnych forach ambitnego kiedyś portalu. Dobrej okazji do demonstracji lewactwa, luzactwa oraz wyzwolenia z zasad tradycyjnej moralności dostarczyła „forumowiczom” Onetu pokazówka, urządzona Polakom-katolikom przez holenderskie feministki. Wybuch antykościelnej, antychrześcijańskiej czy antynarodowej nienawiści, wyrażanej obelgami i agresją, a mimo to demonstrowanej bez przeszkód przez część „dyskutantów” Onetu – po prostu zdumiewał.

A przecież fora dyskusyjne portalu, w trosce o dobro internautów oraz obowiązujące w Polsce prawo, pozostają podobno pod kontrolą moderatorów...

Cenzura na odwyrtkę

Na stronie „ABC – zasady Forum” administratorzy portalu formułują reguły, według których ma się odbywać moderowanie rozmów. Twierdzą, że celem moderatorów „nie jest ograniczanie swobody dyskusji, tylko zapobieżenie jej zaśmiecaniu. Chcemy żebyście Państwo mogli rozmawiać bez wulgaryzmów, spamów, wyzwisk, etc.”. Wypowiedzi, zwane też „postami”, mają więc być związane z tematem, raczej przemyślane niż emocjonalne, pozbawione obraźliwych słów, obscenów, wulgaryzmów i napastliwości wobec inaczej myślących, inaczej wierzących, inaczej patrzących na świat. Nie wolno propagować alkoholu, narkotyków i środków odurzających, tworzyć poczty łańcuszkowej, naruszać praw autorskich bądź dóbr osób publicznych. Pada również zapewnienie, że „publikowane są wszystkie wiadomości, które nie łamią norm przyzwoitości i zasad społecznych”. No, pięknie!

Cóż zatem pod wiadomością (z początku września br.) o ataku wirusa Sobig na komputery w Szczecinie robi dość żywo zresztą komentowany wpis o treści: „Zbieram chętnych na sex ze mną – po wpisie 500 osób podam namiary!!! CZEKAM!”. Pytam moderatorów i właścicieli Onetu, gdzie ten „związek z tematem”? Gdzie poszanowanie „norm przyzwoitości”? O zasadach zwykłej higieny czy dobrego smaku już nie wspominając!

A może zasady zasadami, a bujne życie platformy dyskusyjnej – niewątpliwie przyciągające internautów, a więc i reklamodawców – wymusiło na administratorach portalu odstąpienie od szlachetnych zamiarów i puszczenie dyskusji na żywioł? Niestety, nie jest tak dobrze. Miłośników totalnej swobody wypowiedzi oraz tolerancji zmartwią pewnie wnioski płynące z wakacyjnego monitorowania portalu. Po pierwsze, obyczajowe rozpasanie niektórych dyskutantów nosi znamiona planowej, tj. celowej i świadomej działalności, którą marksiści zwykli nazywać pracą! Po drugie, wolno w portalu bredzić, pyskować i obrażać, dopóki nie narusza się tabu chronionych przez wymogi politycznej poprawności! Po trzecie, ataki na postępowe lewactwo są tolerowane, wszakże pod warunkiem, że osiągają stopień kretynizmu, który kompromituje atakującego.

Natomiast dobrze uargumentowana, spokojna w tonie wypowiedź, która broni postaw tradycyjnych, zwalcza antypolonizmy albo formułuje zalecenia zgodne z naszym interesem narodowym nie ma prawie szans, aby przebić się przez sita moderatorów Onetu! Czasem żal, że Roman Kluska sprzedał Optimusa.

(wrzesień 2003, non printum)