Polski Bond jest kolektywny i antyreligijny. Spychanie katolickich hierarchów, duchowieństwa oraz wiernych do defensywy, podrzucanie Kościołowi instytucjonalnemu „problematyki duszpasterskiej i eklezjalnej” – to jego ulubione zajęcie. Całkiem jak w PRL.

Nasz Bond się spocił

Ostatnio użyczyli Bondowi twarzy tak różni ludzie jak Jerzy Morawski, dziennikarz TVP plus pół etatu w Rzeczpospolitej, czy Julia Schwartz i Andrzej Rozenek z tygodnika Nie. A koalicja mediów zwalczających „ciemny polski katolicyzm” (TVP, Gazeta Wyborcza, Trybuna, Nie) poszerzyła się o Rzeczpospolitą. Jakie są rezultaty tego marszu na Ciemnogród? Niezbyt imponujące. Nie pomógł dobry czas antenowy, ostry marketing ani zapowiedzi w rodzaju: tajemniczy mnich szasta milionami. Dorobek śledczy Morawskiego, mimo zastosowania metod operacyjnych i tzw. prowokacji dziennikarskiej, sprowadza się do mnożenia wątpliwości, podejrzeń i krzywdzących sugestii. „Nie wiemy, gdzie wtedy był, gdy zniknął”. „Jak on załatwił (w 1997) umowę o retransmisję programu, skoro księża katoliccy mają (teraz) problemy z wjazdem do Rosji?”. „Dlaczego niemieckie konto Radia Maryja zostało założone w prowincjonalnym, a nie wielkomiejskim oddziale banku? – deliberuje Morawski. Nazwa konta (Maryjne Towarzystwo Pielgrzymkowe dla Nowej Ewangelizacji) jednak nie pada, za to dziennikarz Rzeczpospolitej „poprawia” nazwę miejscowości z Rhön-Grabfeld na Grossbardorf, bo ta druga może znaczyć „Wielka gotówka”.

Tak, najbardziej nurtują Morawskiego – ale również Mikołaja Lizuta z Wyborczej czy śledczych z Nie – „te góry pieniędzy bez banderoli przewożonych w plastikowych torbach”! Troska o publiczne fundusze, obawy TVP, żeby pieniądze gdzieś „nie wyciekały”, byłyby uzasadnione, gdyby szło o jakąś wysysającą grosz publiczny agencję, luki w prawie podatkowym, nieszczelne granice czy choćby marnotrawione przez przy Woronicza środki z opłat abonamentowych. Ale w tym przypadku? Najwięksi przeciwnicy Ojca Dyrektora przyznają, że mimo dyskrecji jego poczynań i dyscypliny współpracowników – a może dzięki temu? – zbudowany przez niego zakonny holding medialny kwitnie. Rozwija się. Nie podupada. Wychodzi na to, że o. Leszek Gajda, ówczesny prowincjał redemptorystów, podjął w 1991 roku trafną decyzję kadrową.

„Ma radio, ogólnopolską gazetę, wyższą uczelnię, liczne fundacje. Włada duszami kilku milionów ludzi” – wyrwało się szczerze Mikołajowi Lizutowi („GW”, z 26 listopada 2002). Tak, idzie o ten zasięg i rezonans społeczny. Radio Maryja to udana inicjatywa medialna, która – co dziś rzadkie – stawia sobie za cel promocję tradycyjnych wartości religijnych i patriotycznych, bliskich sercom milionów Polaków w kraju i za granicą. To musi irytować mocodawców naszego Bonda, który walczy o Polskę neutralną światopoglądowo, wykorzystując – oprócz podsłuchu i obiektywów „osiemsetek” – słabą świadomość prawną ogółu i brak rozeznania w rzeczywistości Kościoła.

Warto więc przypomnieć, że koncesjonariuszem jest Warszawska Prowincja Redemptorystów, natomiast Radio Maryja to nazwa programu nadawanego z Torunia i finansowanego z dobrowolnych składek oraz darowizn. Jako tzw. nadawca społeczny rozgłośnia toruńska nie emituje reklam i nie prowadzi działalności gospodarczej, lecz – ewangelizacyjną, która nie podlega przepisom ordynacji podatkowej. A wszystkie wymagane prawem sprawozdania przedkłada KRRiT terminowo, co publicznie potwierdził przewodniczący rady Juliusz Braun. Sugestie naszych Bondów, którzy próbują wykreować o. Rydzyka na głównego sprawcę budżetowych kłopotów ministra Kołodki, zasadzają się na niespójności między zapisami ustawy o radiofonii i telewizji w materii dotyczącej nadawcy społecznego a regulacją prawną stosunków państwo-Kościół katolicki, w zakresie związanej z kultem działalności podmiotów kościelnych. Niestety, z przyczyn pozareligijnych wrogim poczynaniom wobec Radia Maryja sekundują niektórzy ludzie Kościoła. Konkretnie – euroentuzjaści.

Ideowych motywów swego udziału w próbie „skasowania” dyrektora RM nie ukrywa o. Jerzy Galiński, redemptorysta, na którego silnie emocjonalnych wypowiedziach opiera się właściwie cała clerical fiction Morawskiego. Festiwal o. Galińskiego, który od 30 lat przebywa poza krajem – m. in. współpracując z Radiem Wolna Europa i rozluźniając kontakty ze współbraćmi – trwa teraz w niekatolickich mediach. Tym bardziej należy przytoczyć słowa, jakie skierował do niego obecny prowincjał zakonu w Polsce o. Zdzisław Klafka CSsR: „Jestem pełen współczucia dla mojego zakonnego współbrata, który stał się aktywnym narzędziem w zniesławianiu dyrektora Radia Maryja ojca Tadeusza Rydzyka i własnej rodziny zakonnej oraz Rodziny Radia Maryja”. Uznanie dla rozgłośni toruńskiej oraz zaniepokojenie „nasilającą się kampanią przeciw osobom i instytucjom kościelnym prowadzoną przez pewne media” wyraził zespół biskupów ds. duszpasterskiej troski o Radio Maryja powołany przez prymasa Glempa. Kto zna powściągliwą retorykę oficjalnych kościelnych gremiów, ten wie, że to są już mocne słowa.

Znacznie mniej powściągliwości okazują tylko ci, stosunkowo nieliczni hierarchowie, którzy przedmiotem swojej „duszpasterskiej troski” uczynili nakłanianie polskich katolików do poparcia integracji z UE za wszelką cenę. Jeden z nich – programowo dystansujący się wobec eurosceptyków, więc chętnie przez demoliberalne media zapraszany – określił niedawno fenomen Radia Maryja mianem „lepperyzmu w Kościele”. Ale to przypadek skrajny, niereprezentatywny. Stanowisko Episkopatu Polski w kwestii integracji brzmi bowiem inaczej: podjęcie tej ważnej, ale politycznej decyzji pozostawia się indywidualnemu osądowi wiernych, zobowiązując ich jedynie do udziału w referendum oraz wyboru zgodnego z sumieniem. Oczywiście, z uwzględnieniem zasad i wartości chrześcijańskich. Czy taki „integracyjny indyferentyzm” polskich hierarchów może być przyczyną nowej fali aktywności domorosłych Bondów?

Trudno to wykluczyć. Zwłaszcza obserwując aktywność niektórych mediów w podrzucaniu Kościołowi hierarchicznemu serii tematów do „autorefleksji i samonaprawy”. Nagłośniona w lutym br. również przez Morawskiego sprawa arcybiskupa Paetza, antykościelne harce dziennikarzy Newsweeka Polska, niedawne sugestie Polityki, że „państwo daje na kościelną tacę”, pomijając już trwałą gotowość operacyjną Nie – wszystko to układa się w ciąg wrogich działań zaczepnych. Mimo że mocodawców krajowego Bonda wciąż jeszcze mityguje osoba papieża Polaka. A co będzie po referendum, gdy Kościół przestanie być rządzącym „potrzebny”?

Tym razem Bond się trochę spocił. Przesadził zwłaszcza z helikopterem, co przyznaje nawet ks. Adam Boniecki MIC, jawnie radiu niechętny. Film Morawskiego przypomina ekscesy propagandy stanu wojennego. I osławiony „Dramat w trzech aktach” sprzed roku. Prymas Glemp trafnie nazwał to donosem medialnym. Rzecznik TVP Snopkiewicz uciekł w chorobę. Pora na zmiany przy Woronicza.

„Tygodnik Solidarność” nr 49, z grudnia 2002