Nie stanowią dla siebie żadnej konkurencji, raczej się uzupełniają. Przejawiają nawet podobne niedostatki warsztatowe, choć inaczej adresują swą misję ewangelizacyjną. Różnią się zasięgiem terytorialnym, liczbą stałych słuchaczy, wreszcie skalą dokonań. Pomysł, aby wzmocnić jedno radio kosztem drugiego, dostarczył jedynie ostrej amunicji przeciwnikom Kościoła katolickiego.

Józef i Maryja

Mówimy: brakuje katolickich mediów. Mówimy: rozdrobniona prawica. Łatwo, zbyt łatwo, przyjmujemy kierowane pod naszym adresem oskarżenia o słomiany zapał, niezdolność do wytrwałego budowania czy nieumiejętność przewidywania skutków naszych działań i zaniechań. Tak, są w Polsce środowiska, które starają się nas wtłoczyć w schemat „Polaka mądrego po szkodzie” oraz katolika-safanduły gotowego „przepraszać wszystkich za to, że żyje”. Często zresztą ci sami ludzie, którzy na zamówienie komunistycznej władzy stawiali pod pręgierzem tzw. polskie przywary, teraz usiłują nam wmówić niezdolność do politycznej i społecznej samoorganizacji. I to właśnie oni najzacieklej atakują o. Tadeusza Rydzyka CSsR, gdyż fenomen stworzonego przez niego Radia Maryja zadaje kłam ich słowom.

Gdy przed rokiem, wobec defetystycznej postawy polityków AWS i w pełnym przekonaniu o własnym zwycięstwie wyborczym, postkomuniści zrezygnowali z serii ataków wyprzedzających – radio skutecznie wypromowało Ligę Polskich Rodzin. Liberalno-lewicowe media nawet nie próbują ukryć swej odrazy wobec działań liderów tej formacji. Ale czy to źle, że w polskim Sejmie jest grupa posłów gotowych narazić się na najcięższe zarzuty miłośników postępu i „otwartym tekstem” sformułować wymagania polskiej racji stanu? Niestety, na Prawo i Sprawiedliwość nie zawsze, a na Platformę Obywatelską prawie wcale nie można w tym zakresie liczyć.

Kto się boi Radia Maryja?

Mikrofon otwarty dla wydziedziczonych i zmarginalizowanych, dla ludzi z silnym poczuciem krzywdy osobistej i historycznej, nieraz wręcz zdesperowanych – stanowi główną przyczynę ataków na rozgłośnię Ojców Redemptorystów. Profitenci tzw. transformacji ustrojowej obawiają się po prostu, aby rosnące niezadowolenie ze społecznych skutków zmian, a także sposobu ich przeprowadzenia, nie osiągnęło masy krytycznej zdolnej – za sprawą kartki wyborczej, a nie wybuchu społecznego – zagrozić zdobytym przez nich wpływom, zwłaszcza zaś stanowi posiadania, całkiem zresztą świeżej daty.

Toteż nic dziwnego, że cykliczne ataki na Radio Maryja oraz osobę jego założyciela wykazują dużą zbieżność z kalendarzem kolejnych elekcji prezydenckich, parlamentarnych i samorządowych w III RP. Po prostu, ani postkomuniści, ani demoliberalna lewica, międląca wciąż o tolerancji i pluralizmie, nie chcą ryzykować. Wiadomo przecież, że elity oświeconych są mniej liczebne niż rzesze Polaków-katolików, a z demokracją nie ma żartów. Niech więc Kościół lepiej cicho siedzi i „nie agituje przed wyborami”. Dobrym przykładem tych obaw przed „mieszaniem się Kościoła w sprawy polityki” może być ostry atak, jaki Gazeta Wyborcza przypuściła na abp. Józefa Życińskiego, gdy przed poprzednimi wyborami zwrócił się w liście pasterskim do wiernych swej diecezji, aby nie głosowali na formacje polityczne trwale negujące nauczanie Kościoła katolickiego. Poszło o jeden list pasterski traktowanego dotąd bardzo przyjaźnie hierarchy...

A tu mamy do czynienia z dużym holdingiem medialno-edukacyjnym: radio, którego codziennie słucha kilka milionów ludzi, nieskrępowany rygorami politycznej poprawności „Nasz Dziennik”, miesięcznik Rodzina Radia Maryja, Fundacja Nasza Przyszłość w Szczecinku, Instytut Edukacji Naukowej w Lublinie, Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, by wymienić tylko najważniejsze inicjatywy związane ze spontanicznym, samoorganizującym się ruchem społecznym, który Radiu Maryja towarzyszy. Trudno się więc dziwić, że obrońcy status quo, korzystnego dla agentów peerelowskich służb i postkomunistycznych klanów rodzinnych, w dalszej działalności o. Tadeusza Rydzyka widzą zagrożenie dla swych gorliwie skrywanych interesów politycznych.

Józef dla młodych...

Radio Święty Józef, słyszalne w promieniu 100 km od Warszawy, jest radiem Archidiecezji Warszawskiej. Wróciło na antenę niedawno, nadaje na częstotliwości wypożyczonej wcześniej sieci Radia Plus. Radio Maryja jest rozgłośnią Ojców Redemptorystów, o zasięgu pokrywającym znaczną część terytorium Polski, ale dzięki przekazowi satelitarnemu oraz Internetowi docierającym także do Polonii w znacznej części świata. Według różnych szacunków, Radia Maryja słucha w kraju codziennie od 1,5 do blisko 6 milionów ludzi. Tzw. słuchalność, czyli procentowe udziały w rynku w woj. mazowieckim wynoszą odpowiednio: 2,28 – dla Radia Maryja i 0,19 – w przypadku Radia Józef. O ile toruńska rozgłośnia jest samotnym liderem (następne na liście Radio Plus Płock musi zadowolić się zaledwie 0,82 proc. słuchalności), to Radio Józef zajmuje na niej 6., przedostatnią pozycję (dane SMG/KRC Poland Media S.A. za drugi kwartał br.).Trudno zatem porównywać te radia, one startują po prostu w innych „kategoriach wagowych”.

Liczby to jednak nie wszystko. Z punktu widzenia pełnionej misji, ważniejsza jest zawartość programowa. Trudno się więc dziwić, że ks. Marcin Brzezicki, dyrektor Radia Józef, nie chciałby, aby kierowaną przez niego rozgłośnię słuchacze uważali za przeciwną Radiu Maryja, tym bardziej, że wspólnym celem obu jest ewangelizacja.

... Maryja dla wszystkich

Program stołecznej rozgłośni – jego istotną część stanowi muzyka – jest wyraźnie adresowany do młodego, ambitnego człowieka, szukającego dopiero swego miejsca w życiu i w Kościele. Ton egzystencjalnej refleksji, który dla młodych prezenterów, ewangelizatorów i słuchaczy Świętego Józefa stanowi często rodzaj subiektywnego, dokonywanego „na antenie” odkrycia, ludziom z większym bagażem doświadczeń życiowych może nieraz przypominać wyważanie otwartych drzwi. Oczekiwanie, że zwłaszcza starsi słuchacze toruńskiego radia porzucą je dla efektownych audycji stacji warszawskiej, wydaje się mało realistyczne. Jest bardziej prawdopodobne, że wychowankowie Józefa zaczną dorastać do bogatszej oferty programowej, jaką oferuje Radio Maryja. Także ze względu na osobowość ks. Antoniego Balcerzaka, prowadzącego piątkowy „Czas wzrastania”.

To prawda, że obie rozgłośnie przejawiają podobne mankamenty warsztatowe: zdarza się im „nieszanowanie” czasu antenowego, niekiedy mała gęstość informacyjna w programach prowadzonych na żywo, a także brak profesjonalizmu, który objawia się w nadmiernej apodyktyczności prowadzących lub w ich zbyt czytelnym dla słuchacza samozadowoleniu. Konkretyzując problem: czy rzeczywiście radosne nawoływanie w eterze „niejakiego Mrówy”, co przydarzyło się w Radiu Józef, jest o wiele lepsze od „rozprawiania” na własny temat, którym grzeszą niekiedy słuchacze Radia Maryja?

Misja Świętego Józefa jest oczywista. Warszawskie radio może i powinno być przewodnikiem dla młodych w procesie formowania pogłębionej, indywidualnej relacji z Bogiem, uzmysławianiu zakresu jednostkowej wolności i odpowiedzialności człowieka za kształt własnego życia. Ale rozgłośnia redemptorystów ma ogromne osiągnięcia ewangelizacyjne, których nie kwestionują nawet zdeklarowani przeciwnicy o. Tadeusza Rydzyka. A już dla odkłamania fałszowanej przez lata historii, dla kształcenia i pogłębiania form polskiej wspólnoty narodowej nikt w III RP nie zrobił więcej niż Radio Maryja. Wystarczy posłuchać „Rozmów niedokończonych” w kolejne ważne dla nas rocznice: wybuch Powstania Warszawskiego, Cud nad Wisłą, agresja hitlerowskich Niemiec na Polskę, zdradziecka napaść Sowietów 17 września – aby zrozumieć niechęć możnych tego świata do radia, którego ożywia najlepsze patriotyczne postawy Polaków.

Rycerze Marka Króla

Dekret ks. prymasa Józefa Glempa, zakazujący działalności parafialnych biur Radia Maryja w Archidiecezji Warszawskiej, spowodował wrzenie w środowiskach katolickich. Irena Świerdzewska, powołując się na anonimowych przedstawicieli tych środowisk, niezwiązanych jednak z toruńskich radiem, napisała w Tygodniku Solidarność, że „Prymas wydał dekret na wyraźną sugestię osób związanych z SLD”. Według tych opinii, za „przykrócenie” toruńskiego radia prominentni politycy eseldowscy mieliby się zrewanżować wstrzymaniem budowy trzech hipermarketów w sąsiedztwie Świątyni Opatrzności Bożej na Polach Wilanowskich. Pytanie, czy obietnice polityków, zwłaszcza polityków SLD, mogą być przesłanką racjonalnych decyzji? Bez względu na to, jakie rachuby legły u podstaw decyzji prymasa Glempa, dekret z 14 sierpnia Radiu Józef nie pomoże, a Kościołowi już zaszkodził.

„Jak ksiądz Rydzyk rozbija polski Kościół”. „Wojna o dusze”. „Kościół toruńskokatolicki kontra rzymskokatolicki” „Świat według Rydzyka”. Tytuły mówią same za siebie, podobnie zresztą jak okładki radiomaryjnych numerów Newsweeka i Wprost. Pod tym względem Wprost po raz kolejny przelicytowało konkurencję, dowodząc niezmiennej „rycerskości” Marka Króla. Dziennikarze obu tygodników, zadekretowawszy rozłam w polskim Kościele, kreślą scenariusze apokalipsy, jaką gotuje polskim katolikom bezpardonowy i nadmiernie ambitny – ich zdaniem – redemptorysta, rodem z Olkusza. Niewybredne epitety, jakimi obdarzają twórcę i dyrektora radia, zdradzają nie tylko ogromne zaniepokojenie środowisk, których racje starają się eksponować, ale również osobistą, zawstydzającą nieznajomość katolicyzmu i rzeczywistości eklezjalnej. Czy ktoś, kto pretenduje do miana mentora ciemnogrodzian, może nie wiedzieć, że diecezjalne struktury Kościoła i zgromadzenia zakonne, współistniejąc terytorialnie, nie pozostają w żadnej relacji podległości? A żałosny „klucz do oznaczania katolików”, który Wprost zafundowało swoim czytelnikom, jest wręcz kompromitującym dowodem wyobcowania z europejskiej tradycji cywilizacyjnej, ufundowanej przecież na chrześcijaństwie.

Wprost bardziej psychologizuje, Newsweek raczej socjologizuje, ale polityczna interesowność obu „analiz” jest czytelna. Jej cel? Wykorzystać powstałe zamieszanie i podjąć kolejną próbę, jeśli nie całkowitej likwidacji niewygodnej rozgłośni, to przynajmniej politycznego przeorientowania programu lub zmniejszenia wpływów toruńskiego radia na oceny i decyzje wyborcze Polaków. Mniejsza już o rychłe wybory samorządowe, ale przecież referendum w sprawie połknięcia Polski przez Unię Europejską – za pasem.

Tzw. antysemityzm

Wrogami Kościoła można by się nie przejmować. Warto jednak zwrócić uwagę, kto i tym razem dał sygnał do ataku na toruńską rozgłośnię, kto podrzucił ideę schizmy („Ojcu Rydzykowi udało się stworzyć «kościół» w Kościele”) i okrasił ją wiecznie żywym zarzutem antysemityzmu. „Kardynał Glemp postawił sobie ambitny cel: upiec dwie pieczenie na jednym rożnie. Z jednej strony ujarzmić biura Radia Maryja i zmusić do współpracy o. Rydzyka, z drugiej, zapewnić finansowe zabezpieczenie dla własnego Radia Józef” – napisał z wdziękiem (Rzeczpospolita, z 5 września br.) Jarosław Makowski, publicysta Tygodnika Powszechnego. I bezpretensjonalnie dorzucił: „Dlatego myli się raczej bp Pieronek, kiedy sugeruje, że Radio posiada «katolickiego ducha», a naganne są tylko działania stacji niezgodne z prawem kanonicznym. Przeciwnie: gdyby Radio Maryja posiadało ducha katolickiego, nigdy na jego falach nie słyszelibyśmy antysemickich czy antyeuropejskich treści”. Wreszcie – wyszło szydło z worka...

Tolerowanie „zbyt jadowitych wypowiedzi słuchaczy”, to jeden z dwóch głównych stawianych radiu zarzutów. Trzeba się jednak zastanowić, czy każda wypowiedź z mocnym zabarwieniem uczuciowym, w rodzaju: „Żydzi z właściwą sobie prymitywną wszechwiedzą” albo „z nie mniejszą nieufnością odnoszę się do tych wszystkich żydkowatych katoników” – jest wystarczającym dowodem czyjegoś antysemityzmu? Tu brak mi pewności, waham się. Wszakże tym wszystkim, którym to za dowód wystarczy, muszę wyjawić, że nie są to wcale słowa owych prostych i często zdesperowanych słuchaczy Radia Maryja, lecz sformułowania, jakich użył historyk sztuki prof. Tadeusz Chrzanowski na łamach Tygodnika Powszechnego, i to w czasach, gdy pismem kierował już ks. Adam Boniecki MIC, przynależący, podobnie jak o. Rydzyk, do zgromadzenia zakonnego. Oczywiście, zamiast „Żydów” w druku figurowali „Polacy”, a przymiotnika użyto w brzmieniu „polaczkowaci”, ale to nie zmienia chyba istoty problemu.

Zarzuca się też Radiu Maryja, że miesza misję ewangelizacyjną z polityką, użyczając eteru przeciwnikom integracji europejskiej, co – zdaniem oponentów radia – ostatecznie pogrąża rozgłośnię w odmętach niedopuszczalnej herezji oraz nietolerancji. Z drugiej strony, lewicowy rząd zabiega, jak tylko może, aby hierarchia kościelna jasno i wyraźnie poparła jego integracyjne ciągoty. Ale przecież Unia Europejska to projekt stricte polityczny, niezbyt zresztą otwarty na Transcendencję. Wniosek? Kościół może, a nawet powinien mieszać się do polityki, o ile oczywiście opowie się po właściwej stronie.

Oto dialektyczna konsekwencja – excusez le mot! – proeuropejskich katoników!

wrzesień 2002