Według komunistycznej propagandy, prasa springerowska była synonimem „bońskiego rewanżyzmu i najgorszego amerykańskiego imperializmu”. Dziś Newsweek Polska wydawany na amerykańskiej licencji przez wydawnictwo Axel Springer Polska tuż przed wizytą Jana Pawła II próbuje nas uczyć szacunku i gościnności inaczej.

Newsweek bez manier

Po długim rozruchu, z towarzyszeniem mocnej kampanii promocyjnej Newsweek Polska wszedł na krajowy rynek czasopism przebojem, zajmując – ze średnim nakładem jednorazowym przekraczającym w marcu br. 434 tys. egzemplarzy – znaczącą pozycję wśród tzw. tygodników opinii. Dla porównania, Polityka drukowała w tym samym miesiącu (średnio) niewiele ponad 364 tys., Wprost – 338,5 tys., a Przegląd – 147,5 tys. egzemplarzy. Polityka i Newsweek sprzedawały blisko dwie trzecie nakładu (odpowiednio: 61,5 i 63 proc.), sprzedaż Wprost sięgała 56 proc., a w przypadku Przeglądu wynosiła 35,4 proc. drukowanego nakładu (dane Związku Kontroli Dystrybucji Prasy).

Newswykle irytujący Poniedziaweek

Owiany aurą amerykańskiej nowoczesności i niezależności tygodnik pod redakcją Tomasza Wróblewskiego wystartował 3 września 2001. Od tego czasu Newsweek Polska wyrobił sobie pewną renomę i wzięcie zwłaszcza wśród ludzi młodych. Ale też nieraz poddawał ciężkiej próbie wiedzę oraz wrażliwość czytelnika bardziej doświadczonego, który potrafi wychwycić uproszczenia analiz i uroszczenia wizualnej strony tego medialnego przedsięwzięcia. Jednym z takich irytujących przez lekturę Newsweeka dni okazał się zeszły poniedziałek. Od rana rozdzwoniły się telefony, ludzie byli oburzeni. Właściwie wystarczyło spojrzeć na okładkę: zdekompletowana układanka z wizerunkiem Jana Pawła II, a poniżej słowa: Świat przed odejściem papieża. Słowa brutalne, okrutne, nie do przyjęcia, już nie to, że dla wierzących, ale dla wszystkich, którzy kanony dobrego wychowania wbrew wysiłkom współczesnych areopagów wciąż uznają za obowiązującą dyrektywę zachowania.

Porcję niesmaku zwiększała lektura bezlitosnych w tonie roztrząsań o sukcesji na Stolicy Piotrowej, pióra niejakiego Woodworda (na okładce nazwali go dla odmiany Woodworthem!), a także arogancki, skierowany do papieża przez Andrew Nagorskiego, szefa redakcji obcojęzycznych wydań Newsweeka, apel o jak najszybsze ustąpienie z urzędu. Nagorski dowiódł tym tekstem, że pomimo brzmienia nazwiska, które mogłoby kogoś zmylić, jest już stuprocentowym Amerykaninem.

Natomiast Amerykaninem, mimo studiów i kilkuletniego pobytu w USA, nie jest z pewnością sam Wróblewski, naczelny polskiej edycji. Czy bezceremonialne pisanie o papieżu, albo redukowanie zjawiska religijności do wymiarów czysto socjologicznych jest pochodną jego osobistych przekonań, rodzinnych korzeni czy realizacją standardów właściwych liberalnym mediom w USA? Trudno orzec. Z pewnością sytuacji nie mogły uratować – zamieszczone dla wyważenia akcentów – przyjazne Kościołowi, chwilami jednak bardzo „kumpelskie” teksty Szymona Hołowni ani pełen sympatii dla katolicyzmu Polaków wywiad z Georgem Weigelem, autorem obszernej biografii papieża.

Kto tresuje polskich katolików?

Interpretacje antypapieskiego wyskoku Newsweeka były różne. Ci rozmówcy, którzy podkreślali rychły termin przyjazdu Ojca Świętego do Polski, zwykle widzieli w tym zamiar zmącenia radosnego nastroju, a może i chęć przyspieszenia procesu „pluralizacji postaw społecznych” wobec „przywódcy Państwa Watykańskiego” czy „lidera katolików”. Inni dopatrywali się prób „gaszenia ducha” młodzieży ożywionej przesłaniem z Toronto, a także pomniejszania roli zakończonej właśnie pielgrzymki do Gwatemali i Meksyku. Ci drudzy odpowiedzialnością za „gafę” obciążali skłonność amerykańskiej lewicy, czyli tzw. liberałów, do kontestowania wszelkich, a zwłaszcza religijnych autorytetów. Natomiast pierwsi, zwracając uwagę na antypapizm jawnie manifestowany w Niemczech przez część tamtejszych mediów, nieraz zresztą w bardzo wulgarnej formie, akcentowali fakt, że Newsweek Polska wychodzi za pieniądze niemieckie.

To prawda, że przeciętny czytelnik może mieć kłopot z odpowiedzią na pytanie o tożsamość tego tygodnika, gdyż wcale nie łatwo zorientować się, co w nim jest amerykańskie, co niemieckie, a co ewentualnie polskie. Tytuł, wiadomo, jest amerykański. Ale już struktura wydawnicza – niemiecka. Podobnie jak pewne elementy tzw. lay-outu. Polska redakcja dostała kiedyś burę od Amerykanów za epatowanie jakością graficzną, czyli za zrównanie znaczenia tekstu ze zdjęciami oraz za sposób prezentowania go na kolumnie. To, zdaniem wielu obserwatorów, upodabnia tygodnik redagowany przez Wróblewskiego bardziej do niektórych magazynów niemieckich niż do amerykańskiej edycji Newsweeka.

Więzi ze Stanami Zjednoczonymi są jednak niewątpliwe. Amerykanie decydują o zawartości merytorycznej, udzielają wskazówek, często bardzo szczegółowych, np. w sprawie formalnej konstrukcji artykułu, czyli tzw. formatu. – Oni kształtują też standardy pisania o polityce, społeczeństwie czy religii (po polsku nazwalibyśmy to narzucaniem sposobu wartościowania i prezentacji), co praktycznie przejawia się np. w ignorowaniu opozycji politycznej, z wyjątkiem tej, która właśnie zaczyna pochód ku władzy – mówi mi ktoś, kto miał sposobność przyjrzenia się pracy redakcyjnej.

Inkulturacja potrzebna od zaraz

– Axel Springer Polska jest wydawnictwem polskim – usłyszałem, gdy zadzwoniłem do wydawcy tygodnika. Chciałem się dowiedzieć, dlaczego na łamach Newsweeka Polska nie brak ani sformułowań, ani ilustracji raniących uczucia osoby ukształtowanej w polskiej obyczajowości. Co więcej, odbieranych jako przejaw lekceważenia, jeśli nie wrogości wobec wiary, Kościoła katolickiego czy osoby papieża-Polaka. Wprawdzie Florian Fels, dyrektor generalny wydawnictwa, mówi także po polsku, jednak przez wzgląd na drażliwość tematu wolał pisemnie odpowiedzieć na moje pytania.

„O treściach zawartych w piśmie decyduje redakcja pod kierownictwem redaktora Tomasza Wróblewskiego. Również sposób podejścia do tematu leży w gestii redakcji i nie jest w żaden sposób narzucany przez wydawcę. Sugestia, że polskie wydawnictwo stosuje się do «postawy części mediów niemieckich» jest bezpodstawna, chociażby ze względu na wspomnianą wyżej niezależność zespołu dziennikarskiego” – napisał w uprzejmym liście z 8. sierpnia br. Zapewnił też o braku zamiaru urażenia uczuć bądź naruszenia czci, a materiały z Newsweeka zarekomendował jako „dziennikarską analizę obecnej sytuacji Kościoła”.

Rozmówca z kręgów kościelnych zakwestionował jednak kompetencje autora newsweekowej analizy. Trudno np. za poważnego papabile uważać arcybiskupa Mediolanu Carla Martiniego, który właśnie skończył 75 lat i złożył rezygnację. Belgijski kardynał Godfreid Daneels też raczej nie wchodzi w grę. Ale czymś gorszym od błędów rzeczowych w konkretnych tekstach, które zawsze mogą (choć nie powinny) się zdarzyć, wydaje się ignorowanie dyrektywy, która nakazuje dopasować formę przekazu do wrażliwości, obyczajowości, a zwłaszcza zasad moralnych adresata. To, co uchodzi w Ameryce, choć też nie zawsze i nie wszędzie, u nas jest nie do przyjęcia, by wspomnieć tylko pewną reklamę prezerwatyw w stylu lubieżnego kiczu (camp).

„Newsweek Polska przed odejściem Wróblewskiego”.

– Dla Wróblewskiego, któremu kontrakt gwarantuje mocną pozycję, nie istnieje żadne tabu. Uparcie dąży do kontrowersji, bo ta lepiej się sprzedaje. Co innego, Niemcy. Oni boją się komplikacji, chcą po prostu sprzedawać pismo i zarabiać – twierdzi jedna z pracujących tam dziennikarek.

Swoje nonszalanckie podejście do tradycji naczelny polskiej edycji Newsweeka zamanifestował okładką Bożonarodzeniowego numeru pisma. Ulatująca postać, którą można by ewentualnie interpretować jako Chrystusa kosmicznego, w zimnych błękitach. Taki ludyczny sygnał o wyższości Świąt Wielkiej Nocy... Ale prawdziwe kopytka Newsweek pokazał trochę później, „przyozdabiając” blok materiałów poświęconych, a jakże!, Kościołowi katolickiemu w Polsce reprodukcją bluźnierczego obrazu Jarosława Modzelewskiego „Pamiątka I-szej Komunii”. Nie zamierzam wystawiać na próbę wrażliwości czytelników, oszczędzę więc opisów dzieła artysty-plastyka, którego inne prace z cyklu „kościelnego” przez długie zimowe tygodnie straszyły ze ścian warszawskiej galerii Kordegarda.

Czy nie przesadzam z tymi zarzutami? Chyba jednak nie, skoro ks. arcybiskup Józef Życiński, metropolita lubelski, początkowo okazujący nowemu tygodnikowi wiele życzliwego zainteresowania – hierarcha wziął nawet udział w opłatkowym spotkaniu redakcji – przestał tam publikować i wycofał swe nazwisko ze stopki.

„W kręgach zbliżonych do czytelników mówi się, że autokratyczny naczelny Newsweeka Polska, który nie uwzględnia dostatecznie problemów inkulturacji, powinien zrezygnować ze stanowiska”. Ciekawe, jak zareagowałby sam zainteresowany na taką „niezależną, dziennikarską analizę sytuacji”? Tego się jednak nie dowiemy, gdyż redaktor Wróblewski nie zdecydował się na rozmowę z niżej podpisanym.

„Nasza Polska” nr 34, z sierpnia 2002