strona główna arrow publicystyka arrow Kościół, media, rząd dusz arrow 4Media SA - młot na dziennikarzy?

Gazeta wychodzi, choć właściciel nie płaci ludziom już od 3 miesięcy. Blisko stu związkowców z zakładowej Solidarności weszło w spór zbiorowy z wydawcą. Czy popularne Życie z kropką przetrwa jako ogólnopolski dziennik opiniotwórczy?

4Media SA – młot na dziennikarzy?

W cztery miesiące po tym, jak ogólnopolski dziennik Życie nabrał kolorów (zwłaszcza niebieskiego i żółtego), Dom Wydawniczy Wolne Słowo SA zaczął mieć problemy z płynnością finansową. Wkrótce kłopoty wydawcy odczuli na własnej skórze dziennikarze oraz współpracownicy gazety: od stycznia br. wynagrodzenia, honoraria, ryczałty wypłacano im ze zwłoką. Dwu-trzytygodniowe opóźnienia, jakie zdarzały się w pierwszym kwartale, można było jeszcze jakoś przetrzymać. Ale od kwietnia wypłaty w ogóle ustały, a zadłużenie firmy wobec ludzi w połowie roku wyniosło już ok. 2 mln PLN.

Ostatnie większe pieniądze pracownicy Życia otrzymali w marcu br. po spotkaniu z Wojciechem Krefftem, prezesem spółki giełdowej 4Media SA, która w początkach roku 2001, przejęła 100 proc. akcji DWWS SA. Trzeba przyznać, że nowi właściciele chętnie korzystają ze swych praw właścicielskich. Nie tylko doprowadzili do ustąpienia Tomasza Wołka z funkcji naczelnego (zastąpił go Paweł Fąfara, co stwarzało nadzieje na rodzaj kontynuacji), ale także wymogli zmiany (rezygnacja z wyrazistej linii gazety, odejście od dotychczasowej formuły graficznej), które przez wiernych czytelników „Życia z kropką” zostały przyjęte bez entuzjazmu. Nie koniec na tym. Do kwietnia br. DWWS SA był również wydawcą tygodnika Antena i miesięcznika Tylko Rock. Ale w kwietniu oba te tytuły zostały przeniesione do innej spółki z grupy 4Media SA, a Wolnemu Słowu przypadło w udziale wydawanie przejętego za długi wobec drukarni dziennika Prawo i Gospodarka. Proste? Genialne! Tak jak wiele innych, o czym później, medialnych roszad spółki 4Media.

Życie i Panna S.

Pod koniec maja dziennikarze Życia zaniepokojeni trwającym impasem finansowym postanowili wziąć sprawę we własne ręce. Przy DWWS, który w międzyczasie – jak z dumą ogłosili ostatnio prezes Krefft i jego zastępca Dariusz Kaszubski – stał się „jedynym wydawnictwem wydającym dwa dzienniki ogólnopolskie”, założyli liczącą blisko sto osób organizację zakładową NSZZ Solidarność. I podjęli rozmowy z właścicielami gazety. Zresztą nie tylko w imieniu związkowców i etatowych pracowników. Warto bowiem zaznaczyć, że w DWWS – zgodnie z powszechnymi dziś tendencjami na trudnym polskim rynku pracy – występują rozmaite formy zatrudnienia. Związkowcy z Życia pod początku dbali też o to, by cząstkowe wypłaty dzielić sprawiedliwie, zaczynać od najbardziej potrzebujących i nie zapominać, że części publicystów, współpracowników, a także byłych pracowników (znaczące redukcje!) nie płacono już od stycznia br.

– Powstanie „S” niewątpliwie odegrało rolę integrującą. Region Mazowsze udzielił nam wszelkiej niezbędnej pomocy, ucywilizował nasze działania w obronie słusznych praw, pozwolił uniknąć błędów, które ułatwiłyby drugiej stronie zlekceważenie pracowników i ich roszczeń – mówi Marek Halberda, jeden z czterech wiceprzewodniczących Komisji Zakładowej Solidarności przy DWWS SA.

Temperatura wrzenia

Związkowcy dogadali się z zarządem firmy. Zawarto porozumienie w sprawie harmonogramu spłat zaległych należności. Ludzie pracowali, zaciskając pasa, ale pieniędzy nadal im nie płacono. Pod koniec czerwca 65 pracowników i współpracowników Życia wystąpiło do sądu z wnioskiem o ogłoszenie upadłości niewypłacalnej spółki i zabezpieczenie jej majątku (łącznie z zakazem przenoszenia prawa do wydawanych przez nią tytułów prasowych, w tym zwłaszcza Życia) na poczet zaległych wynagrodzeń pracowniczych, stanowiących tzw. roszczenia wymagalne.

Pierwszą próbę odwołania Fąfary, który podczas walki o wypłatę zaległości twardo stanął po stronie pracowników, wiceprezes spółki 4Media Dariusz Kaszubski podjął na spotkaniu 1 lipca. Wtedy jeszcze się nie udało. Przeciwnie, pozorny sukces odnieśli związkowcy, gdyż prezes Kaszubski zobowiązał się w imieniu właściciela do udzielenia zarządowi DWWS SA pożyczki, która umożliwiłaby dotrzymanie terminów spłat. W tydzień później nikt już nie miał złudzeń. Dwuosobowy zarząd DWWS (p.o. prezesa Artur Luterek oraz Joanna Lubieniecka, prezes DWWS za czasów Wołka) nie otrzymał żadnego wsparcia, Fąfarę z funkcji zwolniono, a zdesperowani pracownicy w przeprowadzonym przez Solidarność referendum zdecydowanie (72 z 79 głosujących) opowiedzieli się za podjęciem akcji protestacyjnej, aż do strajku włącznie. W dzień później grupa 25 dziennikarzy-wierzycieli złożyła doniesienie do prokuratury. Pokrzywdzeni domagają się w nim, aby w związku z działaniami na szkodę spółki, wydawanych przez nią gazet oraz zatrudnionych w niej ludzi „wszczęto postępowanie karne i ukarano” prezesów Luterka i Kreffta.

Kto prowadzi kondukt?

Teoretycznie, ogniwem pośredniczącym pomiędzy wydawcą Życia oraz Prawa i Gospodarki a kierownictwem spółki giełdowej 4Media SA jest firma MediaInvest Jacka Merkla. Ale tylko teoretycznie, bo jak dotąd jedyną obietnicą, której prezes Kaszubski dotrzymał, było złożone kiedyś zapewnienie: „Pana Merkla nie zobaczycie”. Ostatnio podczas spotkań z pracownikami Życia Dariusz Kaszubski deklaruje (ale bez fanatyzmu) nieodmienną gotowość wywiązania się spółki ze zobowiązań finansowych, ale mówi też ludziom, że „mogą w każdej chwili odejść, bo trudno na siłę zmuszać się do współpracy”. I trochę ludzi się wykrusza (np. Wojciech Czuchnowski przechodzi do „GW”), ale inni trwają, bo widzą w takiej determinacji jedyną szansę na odzyskanie pieniędzy.

Z dnia na dzień, z rozmowy na rozmowę nastroje pracowników Życia falują. To nie widzą już dla gazety, która jest ich pasją i przygodą, żadnych szans; to znów chcą walczyć o nieco odmieniony przed 10 miesiącami kształt swojej – określenie zależy od temperamentu rozmówcy – „centrowej gazety w stylu pop” lub „konserwatywnego, ale pozbawionego zajadłości dziennika dla młodych”. Szanują tę nową formułę, chcieliby utrzymać przyzwoity poziom, ale tego nie da się zrobić bez pieniędzy. – To trochę wstyd, gdy etosiarze mówią o kasie – zauważa ktoś z redakcji Życia. Jego koleżanka oponuje: – To nie interesowność, ale zaangażowanie sprawia, że akceptujemy dziś taki, właściwie katorżniczy tryb pracy. Walka o pieniądze jest jednocześnie walką o przetrwanie gazety!

Pytanie, czy wszystkim na Życiu zależy. W przeciwieństwie do ludzi, którzy od trzech miesięcy za darmo robią gazetę (prowadzenie numeru nazywają „prowadzeniem konduktu”), jej właściciele nie kwapili się do rozmowy z Tygodnikiem Solidarność. Panowie Krefft i Merkel pozostają nieuchwytni, prezes Luterek był bardzo zajęty, a pan Kaszubski po prostu odmówił. – Wiem, że mamy złą prasę – powiedział kiedyś z uśmiechem. I widocznie pragnie ten stan rzeczy utrwalić.

Wypatroszyć Chemiskór!

Nowi właściciele Życia znaleźli się na parkiecie sposobem. Kupili notowaną już na giełdzie spółkę Chemiskór, sprzedali garbarnie, kolekcjonując w zamian podmioty medialne (lokalne radia i tytuły prasowe, ekspansywny kiedyś, a teraz „uśpiony” portal Ahoy, wreszcie dwa dzienniki) i zmienili nazwę. W gruncie rzeczy 4Media SA to po prostu wypatroszony Chemiskór! Ten rodzaj pasożytnictwa nie wzbudził specjalnej sympatii. Zwłaszcza że „sieroty po Chemiskórze” do dziś walczą w sądach o swoje pieniądze. Niespłacone zobowiązania to zresztą powracający motyw w prasowym dossier 4Mediów. Motyw, który też nie zachwyca, podobnie jak buńczuczne komunikaty o funduszu emerytalnym (niestety incognito), który miałby zasilić spółkę kapitałowo, bądź o inwestorach z Wyspy Man, Izraela czy Londynu. Zwykle zresztą pozyskiwanych „warunkowo”. Np. londyński fundusz Emerging Markets Investments miał zażądać konkursu na naczelnego, dlatego trzeba było zwolnić redaktora Fąfarę.

Paweł Fąfara nie chce komentować powodów swego odwołania. – Przyszłość gazety jest niepewna, właściciele drażliwi, a mnie nie udało się jeszcze pozbyć uczucia odpowiedzialności za ludzi i tytuł – przyznaje. Jego następca, Dariusz Materek z Kielc, do niedawna naczelny Gazety Bezpłatnej, która ukazuje się w kilku największych miastach Polski, zapytany o cele, jakie przed nim postawiono, mówi jedynie o konieczności podniesienia sprzedaży, co ma być warunkiem wejścia inwestora z Londynu. Potwierdza zamiar przeprowadzenia konkursu na naczelnego, nie wykluczając przy tym swojego w nim udziału. Liczy się z powrotem do Kielc, ale ma dokąd wracać: wbrew doniesieniom prasowym z ostatnich dni Gazeta Bezpłatna ma jedynie wakacyjną przerwę w lipcu. Nowy naczelny komplementuje zespół Życia, podkreśla jego profesjonalizm. Na uwagę, że utrzymanie jakości wymaga finansowania, odpowiada: – Niestety, nie mam na to wpływu.

Drogo promować – tanio wydawać?

Ciekawe wydaje się porównanie kosztów kampanii promocyjnych Życia i Newsweeka. Na popularyzację Newsweeka w Polsce wydano 12 milionów złotych, na reklamę nowego Życia miało pójść – jak twierdzą właściciele – 10 milionów. Ale przebieg i efekty obu tych kampanii trudno wprost ze sobą zestawiać, więc mnożą się wątpliwości. Można się też zadumać nad błędami popełnionymi podczas kampanii promocyjnej Życia w nowej formule. Niezbyt udała się gra prasowa „Życie z forsą”. Nie najlepiej wykorzystano popularność serialu „Samo Życie” (przeszło 3 mln widzów). Sopocka firma PR „Japan”, która podobno bardzo sprawnie przeprowadziła w Trójmieście konwencję Platformy Obywatelskiej, tym razem zawiodła. Jak twierdzi jeden z moich rozmówców, gazetowy dodatek o losach Agnieszki Augustynek był początkowo tak nieudany, że nawet Polsat, producent serialu, okazał niezadowolenie.

Co zrobi Dariusz Materek, gdy z powodów finansowych profesjonaliści odejdą? Czy sięgnie po kolegów z Gazety Bezpłatnej? Dziennikarze z Życia nie kryją obaw przed możliwością desantu z Kielc. Oczywiście, można robić gazetę bardzo tanio, opierając się głównie na depeszach PAP, ale to już nie będzie ogólnopolski dziennik opiniotwórczy. Przy dalszym zbijaniu kosztów musi nastąpić degradacja gazety. Czy taki los czeka ukochane dziecko Tomasza Wołka? Życie pokaże!

„Tygodnik Solidarność” nr , z 2002