Połączone z panelami dyskusyjnymi prezentacje najciekawszych nowości edytorskich stanowiły ważne dopełnienie VI Ogólnopolskich Targów Wydawców Katolickich. Dobór dyskutantów, wśród których było wielu uczonych oraz polityków z pierwszych stron gazet, i rzeczowy, nie pozbawiony krytycyzmu charakter dysput powodował, że w auli bł. Jerzego Matulewicza na warszawskich Stegnach było naprawdę ciekawie.

Jezus – tak, Chrystus – nie?

Dobrego przykładu takiej dyskusji, która w założeniu miała stanowić rekomendację nowej pozycji wydawniczej, ale której uczestnicy – gwoli prawdy – nie stronili od formułowania pod adresem Wydawcy bardzo istotnych przecież zastrzeżeń, dostarczyła prezentacja starannie wydanego albumu „Jezus. 2000 lat obecności”. Gdy o. Tomasz Homa SJ, dyrektor krakowskiego Wydawnictwa WAM, zapytał szacowne grono panelistów o „rezonans po lekturze”, oprócz należnych słów uznania wobec edytorskiego kształtu książki usłyszał też wiele krytycznych uwag i wątpliwości.

Dyskutanci, z profesorską dokładnością, zaczęli od drobiazgów pozornie „kosmetycznych”. Prof. Andrzejowi K. Olszewskiemu, z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, dziwny wydał się brak nazwy jezuickiej oficyny z Krakowa w jej pełnym, tradycyjnym brzmieniu: Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy. – Skrót WAM daje się rozwijać rozmaicie, np. jako „Wydawnictwo Artystyczno-Muzyczne” albo „Wydawnictwo Architektury i Malarstwa” – argumentował. Spostrzeżenie to
wydaje się istotne, tym bardziej że omawiany album został wydany we współpracy
z Wydawnictwem PWN, które mimo osiągniętej kiedyś renomy nie ma jednak ani szczególnych zasług, ani doświadczenia w wydawaniu pozycji o charakterze religijnym.

Podjął ten wątek ks. prof. Waldemar Chrostowski, rektor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, zwracając uwagę, że ponadstuletnia historia krakowskiej oficyny, założonej przez OO. Jezuitów w 1872 roku, zobowiązuje przecież do „prowadzenia przemyślanej polityki wydawniczej”. Jego zdaniem, piękny edytorsko album budzi jednak poważne zastrzeżenia natury doktrynalnej. Już tytuł polskiego wydania – książka jest reedycją publikacji niemieckiej – może być mylący. Wbrew pozorom, pozycja ta nie wiąże się bowiem bezpośrednio z rokiem Wielkiego Jubileuszu chrześcijaństwa, którego sednem jest Mysterio Incarnationis, czyli osoba Jezusa Chrystusa oraz Jego stała obecność w ludzkich dziejach. Raczej przeciwnie, konstelacja autorów zaproszonych do udziału w zbiorowym przedsięwzięciu, a także niektóre
z zawartych w książce treści sprawiają, że w czasie lektury „zapala się nieraz żółte ostrzegawcze światło”. To, co może być interesującą lekturą dla krytycznego czytelnika o mocnej formacji katolickiej, w przypadku ufnego licealisty może skutkować nawet poważną deformacją obrazu Boga-Człowieka.

– Niektóre z zamieszczonych w książce szkiców powracają do oświeceniowego sporu o relację między Jezusem historycznym a Chrystusem wiary. Zwolennicy tej koncepcji, uznając historyczność osoby Jezusa-Żyda, kwestionują jednak Jego boskość, a Chrystusa uważają jedynie za „twór” Kościoła. Np. znany szwajcarski teolog Hans Küng w drukowanym tu artykule relatywizuje Jezusa i wzywa do skorygowania tajemnicy trynitarnej w imię „dobrze pojętego” monoteizmu – mówił, kontynuując myśl swego przedmówcy, ks. prof. Józef Kulisz SJ, z Papieskiego Wydziału Teologicznego.

Czy taka ekstremalna wersja ekumenizmu jest w stanie zmylić czytelnika, który w dobrej wierze sięgnie po pozycję współsygnowaną przez WAM? Chyba tak, ponieważ brak jakichkolwiek wstępnych wyjaśnień nakazuje z równą powagą traktować wszystkich autorów zamieszczonych w tomie tekstów. A przecież niewiele osób dziś pamięta, że już w roku 1979 papież Jan Paweł II odebrał Küngowi prawo do nauczania w imieniu Kościoła katolickiego. Przyczyną sporej konfuzji może być również fakt, iż obok wybitnego teologa i biblisty kardynała Carla Marii Martiniego, przewodniczącego Rady Konferencji Episkopatów Europy, głos zabierają: nie tylko David Flusser, który – jak zauważył ks. rektor Chrostowski – w żadnej mierze nie jest znawcą problematyki chrystologicznej, ale także twórca tzw. teologii wyzwolenia prof. Gustavo Gutiérrez,
z Uniwersytetu w Limie, czy protestancka pani biskup, dla której „teologiczną trudność” stanowi fakt, iż Jezus był mężczyzną.

Z kolei walory albumu, który „z pewnością ukontentuje bibliofila” akcentował prof. Wojciech Kurpik, były rektor Akademii Sztuk Pięknych. W jego opinii „biesiada estetyczno-intelektualna”, jaką stanowi obcowanie z tym dziełem, może być doskonałą szansą na „osobiste zbliżenie się do sacrum”. Odmienność poglądów innych współbiesiadników wzmaga tylko apetyt. Zaostrza smak. Pozwala wznieść się ponad emocje religijne i zawodowe – twierdził profesor Kurpik, który od dwudziestu lat profesjonalnie zajmuje się konserwacją obiektów sztuki sakralnej.

Do problemu obecności piękna i kiczu w dwudziestowiecznej sztuce sakralnej wrócił też profesor Olszewski, stwierdzając żartobliwie, że „Bóg jest wszędzie z wyjątkiem nowych kościołów”. Kiedyś – kontynuował – sztuka religijna była najlepsza, ale „inspiracja religijna została w XIX wieku przez artystów odepchnięta”, toteż współcześnie arcydzieła „zasadniczo są gdzie indziej”. Co nie znaczy, że zupełnie ich brak w sztuce związanej z sacrum. Uczony z KUL, chwaląc dobór ikonografii w prezentowanym dziele, wyraził jednak żal, że jego polskie wydanie nie uwzględniło choćby w części doskonałych, także dwudziestowiecznych, przykładów naszej rodzimej sztuki sakralnej. Choćby – pięknego przedstawienia Chrystusa z kościoła oo. Jezuitów
w Krakowie.

Czy to kolejny dowód na to, że „swego nie znamy”?

„Tygodnik Solidarność” nr , z maja 2000